pil Szwecja / Nowiny / 2015 / ... Szwecja.net

Litwa, Niemen w okolicach

 

Alina, Dorota, Jola i ja znamy się od czasów studiów na wydziale Geografii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od kilunastu lat, co roku wspólnie spędzamy część wakacji, odwiedzając różne ciekawe miejsca w Europie . Tym razem wybrałyśmy bardzo interesujacą część Litwy a i przy okazji wyszło, że... to strony rodzinne patrona naszej uczelni.

Szwecja.net

Sobota, 7 marca 2015 r.   00634

W Delcie Niemna

Tekst i zdjęcia: Hanka Jefimowicz.

W podróżach wokół Bałtyku warto zaplanować Litwę Bałtycką z Mierzeją Kurońską i Zatoką Kurońską.

Są tu największe wydmy w Europie i cztery wioski: Juodkrante, Preili, Pervalki oraz Nida. Położone na wąskiej Mierzei Kurońskiej oddzielone od siebie połaciami lasu i piachu dziś tworzą razem tzw. Neringę. Warto tu pobyć poza sezonem, najlepiej we wrześniu. Można wspiąć się na najwyższą wydmę i spojrzeć z niej na rosyjską część mierzei. Trzeba też koniecznie odwiedzić dom Tomasa Manna w Nidzie. Położony jest na wysokiej skarpie, skąd otwiera się przepiękny widok na zatokę.

Z kilku miejsc wypatrzeć można uchodzącą do zatoki rzekę Niemen. Postanawiamy więc w drodze powrotnej zajrzeć tam z lądu. Jednocześnie ogromnie żałując, że nie udało nam się zaokrętować na stateczek i wpłynąć do środka. We wrześniu amatorów na białą flotę jest niewielu a i pogoda sprawia, że fale są często zbyt wysokie i uniemożliwiają rejsy po Zalewie Kurońskim.

Litwa widok na wydmy Neringi .

Widok na wydmy Neringi.

Z Kłajpedy przez wieś-widmo do Rusné

Drogą nr 141 dosyć sprawnie dojeżdżamy do Šiluté. Zaoszczędzony czas marnujemy na błądzenie po miasteczku. Oznakowanie nie zgadza się z mapą, a na dodatek nie bardzo jest kogo spytać o drogę. W końcu znalazł się młody człowiek, który wyprowadza nas na właściwą drogę do Rusné. Trochę umęczyło nas to błądzenie po Šiluté więc z utęsknieniem wypatrujemy miejsca gdzie by się zatrzymać. Tym bardziej, że zachęca do tego i krajobraz, i słoneczna pogoda.

Nagle z łąkowych zarośli wyłania się droga w lewo. Skręcamy i natykamy się na znak ostrzegawczy uwaga na krowy. Zaintrygowało to nas. Wjeżdżamy w głąb wsi. Króciutki tu pobyt przenosi nas do XIX wieku. Cała wieś to raptem dwa walące się ku upadkowi gospodarstwa. Nigdzie żywej duszy. Tylko inwentarz i ujadające psy. Nie wiemy gdzie jesteśmy, żadnego znaku z nazwą. Coś jest w powietrzu, w klimacie tej wioski, że nie zachęca do dłuższego postoju.

Wycofujemy się i ruszamy do Rusné. Miasteczko leży na granicy z Okręgiem Królewieckim, obecnie Federacja Rosyjska, w miejscu gdzie rzeka Skirvyté odłącza się od Niemna by samodzielnie uchodzić do Zalewu. Rusné przez wielu uważane jest za stolicę Regionu Delty. Dziś liczy około 3 tysiące mieszkańców. Historia jego sięga I-szej połowy XV wieku, kiedy to krzyżacy wybudowali tu pierwszy kościół, stwarzając podwaliny ważnego ośrodka ekspansji zakonu na Żmudź. To dawny port rybacki. Dziś trochę zaniedbany. Zespół domów rybackich z XIX i XX w. można podziwiać nieco na południe od dzisiejszego centrum. Niedaleko jest ładny park z kościołem ewangelickim z 1809 r. W miasteczku nawet się nie zatrzymujemy tylko przejeżdżamy powolutku. Chcemy jak najszybciej dotrzeć w głąb delty, pooddychać wilgotnym powietrzem, poczuć wiatr na twarzy i we włosach, poczuć zapach ryb, pospacerować…

nic

Niemen w okolicy Pakalné.

 

 

Hanka Jefimowicz

Hanka Jefimowicz.
Więcej o autorce...

Szwecja, anonse1

 

 

 

  

Rozwiązanie zagadki w Pakalné

Udajemy się w kierunku północno-zachodnim do Pakalné, starej wioski od dawien dawna związanej z żeglugą i handlem głównie między Litwą i Prusami. Dosyć dobrą drogą zajeżdżamy prosto na przestronne podwórko tuż przed...Centrum Informacji dla Odwiedzających Deltę Niemna (filia Parku Regionalnego). Nie zdążyłyśmy dobrze zaparkować, a już ze szczerym uśmiechem wita nas… kierownik tej placówki. Od razu proponuje rozmowę po... rosyjsku, a w ostateczności po polsku. Pyta jednak po rosyjsku skąd jesteśmy i na jak długo przyjechałyśmy? Kiedy odpowiadamy, że na parę godzin bo jeszcze dziś musimy być w Wilnie – znika. Po chwili wraca z mapą, folderami, wizytówkami i nie pytając o nic sam wyznacza nam trasę po delcie. Proponuje najciekawsze miejsca, pokazuje i zaznacza na mapce jak do nich najlepiej podjechać, gdzie warto pospacerować. Opowiada bardzo ciekawie m.in. o tajemniczej wiosce, gdzie byłyśmy tak niedawno.

Wioska nazywa się Žalgiriai i jest pozostałością po dawnej kolonii mieszkańców bagien. W 1870 r. cesarz niemiecki Wilhelm I założył kolonię dla bezrolnych, którzy pracowali przy osuszaniu polderów. Po chwili dopiero dodaje, że później za czasów sowieckich była kolonią karną i w hierarchii zesłań była tuż za łagrami. Na szczęście jest to jedyna mroczna historia jaką tu słyszymy.

   

Litwa,

Wioska Žalgiriai.

  

Delta Niemna według Jury

Rozwesela nas opowieść o powstaniu budynku Ośrodka. Jak głosi legenda w latach 1960-tych, za okupacji sowieckiej, na polowanie przyjechał tu sekretarz Litewskiej SSR (Sowiecka Socjalistyczna Republika) Antanas Snečkus. Ustrzelił w tym miejscu sarenkę. Postanowił na pamiątkę tego "wyczynu" postawić okazały budynek.

Sympatyczny gospodarz zaprasza nas na spacer po okolicy. Z dumą pokazuje pole biwakowe i zaprasza na dłużej. Miejsce to rzeczywiście sprawia miłe wrażenie. Obszar zajmujący teren między dwoma odgałęzieniami dopływów porośnięty jest wysoką trawą, gdzie wytyczone są boksy pod namioty. Przed każdym boksem ławeczka i oznaczone miejsce na ognisko. Jest też polowa łazienka ale można skorzystać z ciepłej wody w budynku Ośrodka, zapewnia Jura.

Wiatr delikatnie muska nasze twarze. Kolory delty są jeszcze letnie zieloniutkie łąki, bagna i mocno niebieska wszechobecna woda. Dookoła labirynt rzeczek i starorzeczy, kanałów melioracyjnych dawnych i współczesnych niekiedy wypełnionych roślinnością bagienną. Właśnie za naszymi plecami jedną z takich rzeczek cichutko przepływa kuter. Pozdrawiamy rybaków. W Pakalné jest też maleńka przystań dla jachtów i kajaków. Kilka jachtów czeka już na …zimę. Jest bajecznie i bardzo cicho. Nie ma żywej duszy oprócz nas. A jak wygląda to miejsce w środku lata? Turystów tu ciągle niewielu, zapewnia pan kierownik.

Tym zachęceni dziękujemy i na do widzenia obiecujemy, że wpadniemy tu na dłużej, i to na rowery (wypożyczenie roweru: ok. 36 zł na dzień).

Za radą naszego przewodnika polnymi żwirowymi dróżkami udajemy się w kierunku Uostadvaris. Zanim tam dotrzemy dojeżdżamy do zagubionej w trzcinie wieży obserwacyjnej. Widok z niej to jeden z najpiękniejszych na naszych tegorocznych wakacjach. Zapiera dech w piersiach tym bardziej, że na wyciagnięcie ręki mamy Zalew Kuroński i Mierzeję z leciutko zamglonymi wydmami Nidy. Dopiero tam byłyśmy a już tęsknimy za tym miejscem. Odwracając się do tyłu widzimy olbrzymie połacie trzciny wokół jeziora Dumblis. To największa depresja Litwy -1,3 m p.p.m. Gdzieś na horyzoncie- zabudowania Uostadvaris i Pakalné. Towarzyszy nam nieodłącznie cisza i spokój… tylko wiatr w uszach…

 

Litwa, wieża widokowa koło Pakalné.

Wieża widokowa koło Pakalné.

  

Litwa czy Holandia?

Nierozłączną częścią Parku są poldery, najniżej położone obszary, zabezpieczane przed zalaniem systemem tam i grobli, nieustannie osuszane. Tu w delcie istnieją ich dwa rodzaje: zimowe i letnie. Zimowe poldery są wysokie i żadna woda nie przelewa się przez nie. Przez letnie natomiast może już się przelewać nawet przy średnich powodziach, nie mówiąc już o wysokich stanach wód w czasie marcowych roztopów kiedy zaczyna się okres powodzi. W najniższych obszarach woda utrzymuje się do połowy czerwca.

Liczne kanały przecinające polder odprowadzają nadmiar wody. Z kanałów woda jest wypompowywana do morza przez elektryczne i spalinowe, a niegdyś parowe pompy. Pierwsza stacja pomp powstała w Uostadvaris w 1907 r. Teraz jest tu muzeum. W jednej z dwóch jego salek znajduje się zabytkowa maszyna parowa, w drugiej mapki i wykresy oraz kilka zardzewiałych dziś przedmiotów używanych niegdyś w życiu codziennym przez ludzi bagien.

Minge – Litewska Wenecja

Dużo radości sprawia nam spacer, gdzie jak okiem sięgnąć liczne rzeczki zarośnięte są o tej porze kwitnącymi grzebieniami wodnymi. Pięknie… Niektóre rzeczki uchodzą wprost do największego tu (4,1 km długie i 3,3 km szerokie) jeziora Krokµ Lanka. Pozostałe uchodzą do rzeki Miniji, nad którą po obu jej brzegach leży urocza dawna osada rybacka Minge, dziś zwana Miniją, a także "litewską Wenecją". Rzeka jest tu główną ulicą, do której zwrócone są fronty domów. Przed każdym zacumowana jest przynajmniej jedna łódź.

Po drodze zatrzymujemy się w Venté. Z licznych tu punktów widokowych podziwiamy okolicę. Venté leży na cyplu mocno wdzierającym się w wody Zalewu i jest najdalej na zachód wysuniętym tu miejscem. W krajobraz pięknie wkomponowana jest stara, 150-letnia latarnia morska (druga w Uostadvaris). Płasko, pusto, pięknie i jak okiem sięgnąć wszędzie woda w Delcie Niemna.

Litwa, Minge.

Okolice Minge

Litwa,

Venté, 150-letnia latarnia morska.

 

 

Litewski polder.

Litewski polder.

 

Szwecja, anonse1

 

 

  

Ornitologiczne ciekawostki z Venté

Jednak Venté jest najbardziej znane z najstarszej stacji ornitologicznej w Europie z 1929 r. Tysiące ptaków jest tu obrączkowanych, m.in. gieżelice - szablodzioby, siewki, kłusaki, sowy, bekasy, amadynki białolice. Spotyka się je później w Iranie, Egipcie a nawet na południu Afryki. Podczas jesiennych wędrówek ptaki wpadają w specjalne sieci – helgolandy – rozpięte na drewnianych lub stalowych stelażach.

Gniazduje tu i żeruje ponad 170 gatunków ptaków a ponad 300, wśród nich 64 gatunki z tzw. Czerwonej Księgi ptaków chronionych, zatrzymuje się tu podczas sezonowych wędrówek z Arktyki. Droga ich migracji przebiega przez Park potem przez Europę i kończy się w Afryce.

Aby pobyć w tym magicznym Ptasim Radiu od razu ruszamy na ścieżkę edukacyjną. Szybko jednak wycofujemy się bo zaczyna lać i mocno wiać – więc i my wiejemy. Schronienie znajdujemy w jedynej czynnej tu restauracji. Przez panoramiczne okna podziwiamy krajobraz delektując się przy tym pyszną zupą rybną.

Tak posilone i naładowane niesamowitą energią wracamy na drogę 141 i ruszamy na wschód, do Wilna. Nie żegnamy się jednak z Niemnem. Droga aż do Kowna biegnie wzdłuż rzeki.

Do samochodowego odtwarzacza wkładamy, zabieraną zawsze na takie wojaże, CD z muzyką Czesława Niemena. W milczeniu słuchamy "a czas jak rzeka, jak rzeka płynie..."

   
  

 

   
 

HankaHanka Jefimowicz
hefi@amu.edu.pl

   
 

 

http://szwecja.net/NOW/fs-now/2015/Niemen.html