pil Szwecja / Nowiny / 2014 / ... Szwecja.net
 

Piątek, 20 czerwca 2014 r.   00859

Moja dziesiąta już podróż po krajach skandynawskich to jak zwykle połączenie pracy i wypoczynku. Opisywanie każdego z 57 dni pobytu w Szwecji i w Norwegii byłoby zbyt nudne, więc przedstawię tylko bardziej charakterystyczne obrazki z tego wyjazdu...

 

Moroszka i szczupaki

Część 3.   / Cz. 1. / Cz. 2.

Czarne jagody

Siedemnastego sierpnia Charlie zaprzestał skupowania moroszki. Trzeba więc było zabrać się za zbieranie jagód. Zbieraczka u Charliego kosztowała 130 koron, natomiast w Konsumie 199. Wybór był więc prosty. Trzeba było jeszcze tylko znaleźć odpowiednie miejsca do zbierania. Najczęściej zbieraliśmy czarną jagodę na górze otoczonej z jednej strony jeziorem Kvammarn, a z drugiej Gissträsket.

W sumie spędziliśmy tam około dwóch tygodni, aż do pierwszych przymrozków. Podobnie jak przy moroszce, moje rezultaty nie były zachwycające. Łącznie zebrałem 352 kilogramy jagód w ciągu 14 dni (średnia dzienna 25,18 kg). Charlie płacił 16 koron za kilogram jagód (tylko przez 2 dni dawał po 17). Brzmi to sucho i zwięźle, ale ile przy tym było chodzenia, schylania się, dźwigania i bólu pleców wie tylko ten, kto miał okazję pracować przy zbiorach runa leśnego…

Podsumowanie

Czas na podsumowanie. Mój łączny przychód wyniósł 16 453 korony. Z tego kemping pochłonął 1 064 korony, paliwo i wspomniana już eksploatacja plus dwie wulkanizacje 1 834 SEK, no i żywność 440. O wydatkach na osobiste przyjemności (czyt. piwo) nie będę wypowiadał się publicznie.

Turyści

We wrześniu Charlie obniżył cenę za domek o dziesięć procent (ponoć kiedyś dawał 50% zniżki). Mimo to zostaliśmy na kempingu tylko do 9 września. Kolejne dwa dni spędziliśmy w poznanym wcześniej domku na kąpielisku w Piasorn. Stamtąd wyruszyliśmy w stronę Norwegii.

W środę po południu dotarliśmy do Östersund. Zaparkowaliśmy niedaleko okazałego ratusza. Z prawdziwą przyjemnością spacerowałem ulicami tego urokliwego miasta rozłożonego nad jeziorem Storsjön. Praktycznie wszystko mi się tutaj podobało. Zapewne wpływ na moje nastawienie miała słoneczna pogoda, no i fakt, że wreszcie byłem już tylko turystą, a nie zbieraczem runa. W punkcie informacji turystycznej otrzymałem plan miasta, co pomogło mi szybciej odszukać interesujące mnie obiekty.

Po kilku godzinach ruszyliśmy na zachód. Noc spędziliśmy w namiotach nad brzegiem Storsjön, około 23 kilometrów od Östersund. Pamiętam, że sen utrudniały fale bijące o brzeg, a nad ranem we znaki dał się przymrozek.

Szwecja, Östersund, ratusz.

Ratusz w Östersund.

Norwegia

Następnego dnia byliśmy już w Norwegii. Do malowniczo rozłożonego nad ujściem rzeki Nidelvy. Trondheim dotarliśmy przed południem. Nie było zbyt pogodnie, ale nie padał deszcz. Zwiedzanie dawnej stolicy Norwegii zajęło nam około trzech godzin, ale mnie jakoś niewiele cieszyło, bo tego dnia dopadła mnie jakaś dziwna biegunka. Siłą rzeczy kierowałem więc całą uwagę na znalezienie w odpowiednim momencie jakiejś bezpłatnej (koron norweskich nie posiadaliśmy) toalety.

Po południu pojechaliśmy drogą nr 39 (mnóstwo tuneli), a potem nr 714 w kierunku Hitry. Na wyspę dostaliśmy się podmorskim tunelem o długości 5 700 m i głębokości 256 m. Bardzo ciekawe przeżycie, gdy zjeżdża się najpierw w dół, a potem stromo wspina do góry w wąskim tunelu, mając wrażenie, ze silnik za chwilę odmówi posłuszeństwa.

Norwegia, Hitra.

Wyspa Hitra, Norwegia.

Zaraz za Fillan, przy drodze na Froyę, rozbiliśmy namioty na małym wzgórku i z trudem rozpaliliśmy ognisko (było mokro). Samochód został przy głównej drodze, przed szlabanem. Jakiś czujny Norweg zwrócił na to uwagę i gdy tylko Piotr poszedł po śpiwór, natychmiast go zaatakował, strasząc policją. Potem przyszedł na miejsce naszego biwaku, dalej wykrzykując różne groźby, łącznie z gestami wskazującymi na możliwość odstrzelenia nas. Robił przy tym mnóstwo zdjęć, krzycząc, że to teren prywatny i że absolutnie nie wolno tu rozpalać ognisk. Kazał nam w ciągu pięciu minut zlikwidować obozowisko i natychmiast wynosić się. Nadciągał już wieczór i padała mżawka. Nie było więc raczej szans na znalezienie innego miejsca, wobec czego spędziliśmy tę noc w samochodzie. Wygodnie nie było, ale na zimno tym razem nikt się nie skarżył.

nic Ireneusz Gębski

Ireneusz Gębski

 

Szwecja, anonse1

 

Szwecja, anonse1

 

 

 

  

W piątek rano objechaliśmy Hitrę wkoło, co jakiś zatrzymując się, aby Łukasz mógł zarzucić spinning. Niestety, tego dnia nie miał farta. Hitra uchodzi co prawda za raj dla wędkarzy, ale widać już do końca miała być dla nas pechowa.

W planach mieliśmy jeszcze Molde, lodowiec Jostedalsbreen, Lillehammer i Oslo. Pierwsze dwie lokalizacje odpadły ze względu na brak środków na zakup paliwa (nie zamieniliśmy wcześniej koron szwedzkich na norweskie, a w małych miejscowościach trudno o kantory czy banki). Łukasz miał co prawda kartę kredytową, ale przy jej pomocy zatankowaliśmy w Dombas tylko 32,70 litra za 500 NOK. Nie dawało to pewności dojazdu do Szwecji.

Norwegia, Qyeren

Zachód nad jeziorem Qyeren w Norwegii.

Po przejechaniu 708 kilometrów dotarliśmy przed dwudziestą do Gansvika nad jeziorem Qyeren. Kto by pomyślał, że trafię tutaj po raz czwarty w życiu? Wcześniej bywałem tutaj przed ośmiu, siedmiu i sześciu laty, spędzając łącznie dwa miesiące. Praktycznie nic się tu nie zmieniło przez ten czas, może poza tym, że tym razem zaatakowały nas kleszcze. Mocno mnie to zdziwiło, bo sądziłem, że o tej porze roku nie są one już aktywne. Fakty były jednak nieubłagane: ja miałem jednego stwora pod kolanem, a moi koledzy nawet po dwa i trzy. Wspólnymi siłami usunęliśmy je spod skóry, ale czy czegoś paskudnego nie zostawiły, pewności mieć nie można.

W sobotę rano pojechaliśmy do pobliskiego Oslo. Jednak Piotr obawiał się płatnych bramek, więc zatrzymał się przy sklepie Ikea w Furuset, około dziesięciu kilometrów od centrum stolicy Norwegii. W obie strony pokonywaliśmy ten dystans pieszo. Nic zatem dziwnego, że nie mieliśmy już zbyt wiele sił na zwiedzanie. Ja osobiście przeszedłem się deptakiem Karl Johans gate do pałacu królewskiego, potem pokręciłem się w okolicy dworca i poszedłem na nabrzeże. Od mojego ostatniego tu pobytu zbudowano wiele obiektów, przede wszystkim zaś nową operę, na którą można wchodzić z poziomu chodnika, idąc skośnie po białym podłożu aż na dach, skąd rozciąga się wspaniała panorama miasta i portu.

orwegia, Oslo, Oslo - przed dworcem kolejowym

Oslo - autor przed dworcem kolejowym.

 

Szwecja, anonse1

  

6 518 kilometrów

Po dwóch nocach w Gansvika pojechaliśmy do Halden. Niestety, dojazd do twierdzy był zamknięty, więc po chwilowym zamieszaniu ruszyliśmy w stronę Szwecji. Omijając od góry jezioro Vänern przejechaliśmy nieopodal Mariestad, po czym rozbiliśmy się na nocleg na kąpielisku nad jeziorem Hok pod Jonköping. Tego dnia pokonaliśmy kolejne 572 kilometry.

W poniedziałek 17 września byliśmy już w Karlskronie. Przez kilka godzin połaziliśmy po tym dość sympatycznym mieście, a po południu udaliśmy się na ostatni podczas tego wyjazdu nocleg. Tym razem na kąpielisko nieopodal Fajo, ok. 10 km od centrum Karlskrony.

Rano wyjeżdżamy na terminal promowy, po czym wsiadamy na Stena Vision i po prawie dwóch miesiącach wracamy do Polski, bogatsi o wiele doświadczeń i nieco gotówki. Ja dodatkowo mogę pochwalić się utratą sześciu kilogramów, co wydaje mi się być sporym sukcesem. Wszak inni wydają pieniądze na różne diety, a ja schudłem za darmo i jeszcze zarobiłem.

Jeszcze odrobina statystyki: łącznie przejechaliśmy 6518 km, z tego na 48 dni pobytu przypada 2795 km, a na 8 dni podróży 3723 km, z czego powrót zajął 2410 km.

   
  

 

   
 

Ireneusz GębskiIreneusz Gębski
ireneuszgebski@gmail.com


Moroszka i szczupaki: Część 1. / Część 2. / Część 3.

 

 

 Isiążki Ireneusza GębskiegoSzwecja, książki Ireneusza Gębskiego,

 

http://szwecja.net/NOW/fs-now/2014/ig-moroszka1.html