pil Szwecja / Nowiny / 2014 / ... Szwecja.net
 

Niedziela, 15 czerwca 2014 r.   00593

Moja dziesiąta już podróż po krajach skandynawskich to jak zwykle połączenie pracy i wypoczynku. Opisywanie każdego z 57 dni pobytu w Szwecji i w Norwegii byłoby zbyt nudne, więc przedstawię tylko bardziej charakterystyczne obrazki z tego wyjazdu...

 

Moroszka i szczupaki

Część 2.   / Cz. 1. / Cz.3.

Moroszkę zbieraliśmy w sumie przez 19 dni. Jej cena rosła od stu do stu dwudziestu koron za kilogram, a następnie sukcesywnie spadała aż do siedemdziesięciu. Łącznie zebrałem 106,74 kg, co dało średnią dzienną 5,61 kg, a w wymiarze finansowym 560 koron dziennie. Jak już nadmieniałem, koledzy mieli znacznie lepsze wyniki. Jednakże na tle innych zbieraczy, których obserwowałem na skupie, nie wypadłem wcale tak źle.

Okupacja

Czwartego dnia po przyjeździe zdecydowaliśmy się rozszerzyć naszą "strefę wpływów" w ośrodku narciarskim Solia. Mówiąc krótko i treściwie – weszliśmy do środka budynku. O metodzie, jaką się przy tym posłużyliśmy, nie będę pisał, gdyż nie jest godna polecenia. Zaznaczam jednak, że niczego nie uszkodziliśmy ani też nie wyłamaliśmy zamków.

Tak czy owak, mieliśmy teraz dostęp do bieżącej wody, pełnego wyposażenia kuchennego a także do drobnych zapasów, jakie pozostały po sezonie zimowym. Spaliśmy nadal w namiotach, ale posiłki przyrządzaliśmy w ośrodkowej kuchni i tam spędzaliśmy każdą wolną chwilę. A propos czasu wolnego, to my z Intelekcikiem najczęściej czytaliśmy (ja np. przebrnąłem przez "Biesy" Dostojewskiego), natomiast we trzech często gęsto rżnęliśmy popołudniami i wieczorami w tysiąca.

Szwecja, ośrodek narciarski Solia

Kuchni tego budynku wiele zawdzięczamy.

W tych sielskich warunkach zleciało nam 24 dni. Jednakże pewnego popołudnia usłyszałem warkot podjeżdżającego samochodu a w chwilę później zgrzyt przekręcanego w drzwiach zamka. Stałem wówczas w korytarzu z kubkiem kawy. Wchodzącego mężczyznę przywitałem szwedzkim "Hej", jakbym był co najmniej gospodarzem tego obiektu. Gość popatrzył na mnie dziwnie, po czym zapytał: "You from Poland?" Potwierdziłem. Wówczas on rozejrzał się po wnętrzu i chyba od razu zorientował się, w czym rzecz. W kuchni Roztropek szypułkował bowiem moroszkę, a jej pełne wiadra i kartony walały się na podłodze jadalni. Intelekcika nie było, a tylko on w naszej grupie biegle posługiwał się angielskim.

Szwed wydawał się być bardzo spokojny, co trochę mnie zdziwiło, gdyż ja na jego miejscu miałbym problem z powstrzymaniem się od wyrażenia oburzenia w stosunku do nieproszonych gości. Powiedział tylko, że powinniśmy posprzątać budynek i opuścić go do rana, gdyż następnego dnia ma tu odbyć się spotkanie czterdziestu osób. Tak też uczyniliśmy.

Przeprowadzki

Kolejną noc spędziliśmy w domku przy kąpielisku w Piasorn, nieopodal Bjursele, tuż nad brzegiem jeziora Norr-Lidtrasket. Znajdowało się tutaj palenisko z rusztem, zapas drewna (później Piotr pomagał starszemu Szwedowi rąbać brzozowe klocki), stoły i ławki, szafki, patelnia, garnek i czajnik, a nawet kawa i ciastka. Domek z założenia przeznaczony był dla turystów, którzy chcieli tu odpocząć czy popływać. Całkiem legalnie i za darmo można było tu przebywać przez jeden dzień, co zresztą było napisane na przybitej do ściany karteczce.

Szwecja, domek przy Piasorn

Wnętrze gościnnego domku w Piasorn

Tymczasem nadszedł 28 dzień naszej podróży. To była niedziela 19 sierpnia. Postanowiliśmy wtedy zamieszkać na kempingu Rannuddens w Norsjövallen. Mały domek (4 łóżka, lodówka, kuchenka) kosztował 1400 SEK tygodniowo. Nas było jednak tylko trzech. Charlie długo myślał i intensywnie przeliczał różne opcje, a w końcu zgodził się, żebyśmy płacili tylko 1050 koron, ale postawił warunek, iż za brakującą czwartą osobę ktoś z nas powinien pomagać przy skupie. W wyniku losowania "przyjemność" ta spadła na Piotra. Myśleliśmy, że potem będziemy się zmieniać, ale w praktyce do końca naszego pobytu na kempingu (9 września), czyli przez 22 dni pomocnikiem wagowego pozostał Roztropek. A skoro o nim mowa, to czas poruszyć mniej przyjemny temat, który jednak gwoli kronikarskiej dokładności musi być wspomniany.

nic Ireneusz Gębski

Ireneusz Gębski

 

Szwecja, anonse1

 

Szwecja, anonse1

 

 

 

  

Spięcia

Bywały dni, kiedy Piotr do nikogo się nie odzywał. Widać było, że coś dusi w sobie, ale skoro nic nie mówił, to my też nie narzucaliśmy się. Pierwszy sygnał tego, że jest niezadowolony ze sposobu spędzania wolnego czasu, mieliśmy okazję odebrać w niedzielę 5 sierpnia. Jechaliśmy wtedy nad jezioro Malan (tam Łukasz złowił szczupaka o długości 70 cm, którego głowę zasuszyłem i przywiozłem do Polski na pamiątkę). W trakcie jazdy Łukasz o coś zapytał tradycyjnym "co?", na co Piotr zareagował brutalnie: "K…a, jajco!" Spojrzeliśmy z Łukaszem znacząco po sobie, ale nie reagowaliśmy.

Do pierwszej konkretnej rozmowy doszło właśnie w dniu wprowadzenia się na kemping. Wtedy to Piotr powiedział, że ma już dosyć tego jeżdżenia na niedzielne wycieczki i że nie ma zamiaru niszczyć samochodu na jakieś podróże po Norwegii (na koniec pobytu mieliśmy zaplanowaną kilkudniowa wycieczkę). Próbowaliśmy uświadomić mu, że przecież wcześniej zaakceptował plan wyjazdu i że drogi w Norwegii są bardzo dobre. Kiedy nadal upierał się przy swoim, ja zagroziłem, że odłączę się i wrócę do kraju z kolegą Sławkiem. Wówczas zmiękł i zgodził się na wydłużony powrót przez Norwegię.

Pozorna zgoda trwała do 47 dnia pobytu. Wtedy nastąpił kryzys. Piotr zostawił nam na stole kartkę o treści, cyt.:"Koszt eksploatacji mojego auta w Szwecji przewidywalna ilość przejechanych kilometrów – ponad 6 tysięcy za 1 tys kilometrów 100 zł 6 (tys km) x 100 zł = 600 zł : 3 (ilość osób) koszt na 1 osobę – 200 zł (≈400 koron)."

Zdziwiliśmy się – to mało powiedziane. Nie dość, że wyskoczył z tym tematem pod koniec wyjazdu, to w dodatku nie miał odwagi przedstawić nam swoich żądań ustnie. Zignorowaliśmy więc tę korespondencję. Następnego dnia czekał na nas znacznie dłuższy list, którego zwieńczenie stanowił punkt mówiący o tym, że jeżeli nie zaakceptujemy przedstawionych warunków, to każdy z nas może robić "co chce, jak chce i kiedy chce oraz wracać na własny koszt do kraju jak chce i kiedy chce".

Odrobinę mnie to zezłościło, więc odpisałem m.in.: "To jest szantaż – nie zmienia się reguł w trakcie gry. Skoro liczymy wszystko, to również weźmy pod uwagę nocleg i wyżywienie u mnie. Szacuję to na 200 koron."

Tymczasem Łukasz opracował kilka wersji planu awaryjnego. Jedna z nich zakładała, że wynajmiemy samochód i pojedziemy na prom do Karlskrony sami. Ostatecznie zaproponował jednak kompromis (płacimy po 200 a nie po 400 koron), który Piotr przyjął. Jak się potem dowiedziałem, Roztropek wpadł na pomysł obciążenia nas kosztami eksploatacji auta po tym, gdy dowiedział się, że ja niegdyś nie płaciłem podczas pobytu na zbiorach za paliwo. Nie uwzględnił jednak tego, że ja jednocześnie brałem na siebie całkowitą odpowiedzialność za wszelkie awarie samochodu (samodzielnie pokrywałem koszty wymiany uszkodzonego układu wydechowego i prostowania skrzywionej felgi). A przecież podczas tego wyjazdu wszyscy solidarnie pokrywaliśmy wszelkie koszty (paliwo, dwukrotna wulkanizacja), więc żądanie od nas extra dopłat, w dodatku pod koniec wyjazdu, było przejawem pospolitego zdzierstwa i pazerności.

Inna sprawa, że Roztropek nie jest typem ciekawym świata. Dla niego zwiedzanie czegokolwiek jest zajęciem tyleż nudnym, co niepotrzebnym. Tu muszę z ogromnym zdziwieniem podkreślić, że jest on jedyną osobą, jaką znam, która stwierdziła, że Norwegia jest nieciekawym krajem. No comments…

 

Szwecja

Trofeum Łukasza.

 

 

  

Kemping-biznes

Wracając do kempingu, to zamieszkany był głównie przez Polaków. Jedynie 2 domki zajmowali Rumuni pracujący w lesie (do 31 sierpnia), 1 Litwini i 1 Ukraińcy (wcześniej mieszkający w namiotach). Sporadycznie pojawiali się też Szwedzi z kamperami.

Charlie potrafi zadbać o swój biznes. Przyciąga Polaków nie tylko stosunkowo niskimi cenami za kemping, ale też kusi nagrodami za najlepsze wyniki w zbiorach. W tym roku wypłacił po 400 koron dla najlepszej ekipy z domku, namiotu oraz dla kobiety, która zebrała najwięcej jagód (259 kg w tydzień).

Ponadto rokrocznie funduje tzw. obiad pożegnalny. Tym razem była to karkówka z grilla, sałatka i ziemniaki w mundurkach (miałem z tego obiady na 3 dni). Podobno w latach ubiegłych poczęstunek był znacznie bogatszy, łącznie z pięćdziesiątką wódki na osobę. Dodatkowo w trakcie różnych konkursów można wygrać nagrody rzeczowe, np. Piotr za celne rzuty do tarczy zdobył butelkę szwedzkiej wódki o wartości ponad 200 koron.

Szwecja, Charlie wręcza nagrodę.

Charlie wręcza nagrodę za największą ilość zebranych jagód w kategorii kobiet.

Szwedzki kościół

W jedną z niedziel poszliśmy na nabożeństwo do kościoła luterańskiego w Norsjö. Frekwencja była raczej niewielka, gdyż około sześćdziesięciu osób, w tym bodajże jedenastu Polaków. Liturgia mszy jest tu nieco inna niż w katolickim kościele. Nie ma zwyczaju klękania, nie przekazuje się znaku pokoju, nie zauważyłem także spowiedzi indywidualnej. Komunię przyjmuje się do ręki i macza w winie. Podczas ofiarowania żona księdza przechadza się z długą tyczką zakończoną sakiewką, którą podsuwa pod nos wiernym. W tej sytuacji trudno się wymówić przed złożeniem ofiary.

Po skończonej mszy parafianie siadają w kościelnych ławkach z kubkami kawy w ręku, jedzą ciasto i kanapki, rozmawiając pogodnie na różne tematy. Również ksiądz, po zdjęciu szat liturgicznych, dołącza się do wiernych i stara się zamienić z każdym choć kilka słów. Rozmawia także z nami. Wspomina między innymi, że jego żona była w Sopocie. Jest to na pewno miły zwyczaj i sprzyja zacieśnieniu więzi między duchownym a jego parafianami i gośćmi. Poza tym w obecnych czasach, kiedy wiele osób, zwłaszcza młodych, omija kościoły z daleka, takie otwarcie się i zmniejszanie dystansu jest jak najbardziej wskazane. Ksiądz Erik-Oscar Oscarsson nie ogranicza się tylko do wspomnianych pogaduszek. Rozwiesza także na miejskich tablicach zaproszenia do udziału w nabożeństwach.

Szwecja, protestancka świątynia w Norsjö.

Szwecja, protestancka świątynia w Norsjö.

 

Szwecja, anonse1

  

Jedzenie i picie

Kiedy w naszej ekipie panowała jeszcze względna idylla i wspólnie przyrządzaliśmy i jedliśmy ryby, wspólny był także chleb, który wypiekałem w kuchni ośrodka narciarskiego (na mąkę i drożdże składaliśmy się po równo). W sumie były to tylko trzy wypieki, gdyż wcześniej miałem przez 17 dni hermetycznie pakowane pieczywo z Polski. Potem zaś, już na kempingu, piekłem chleb oraz różnego rodzaju placki tylko dla siebie (te ostatnie czasami odsprzedawałem Piotrowi, na jego zresztą prośbę). Praktycznie rzecz biorąc, przez cały pobyt miałem własne pieczywo (szwedzki chleb, który mnie osobiście nie smakuje i jest drogi, kupiłem tylko raz, na drogę powrotną).

Kontynuując wątek jedzenia dodam jeszcze, że w Konsumie dokupowałem m.in. ziemniaki (7,90 kg), cebulę (12,90 kg), jajka (12,90 za 6 szt.), różne rodzaje mąki w średniej cenie 19 koron za 2 kg, drożdże po 1,90 lub 2,20 za 50 gram i olej (16,95 litr).

Osobny rozdział stanowi piwo. Najtańszy był Tinsgryd (19,50 za sześciopak), ale były to po prostu siki (2,8% alkoholu). Była też wersja 3,5% za 43 korony, ale różniła się praktycznie tylko ceną. W Konsumie można było jeszcze nabyć np. Mariestads 3,5% za 13,50 lub Carnegie Porter 3,5% za 12,90. Natomiast prawdziwe piwa o zawartości alkoholu 5.2 i 7,2 procent, podobnie jak i inne mocniejsze trunki, dostępne były tylko w państwowym sklepie monopolowym Systembolaget.

Stockholm – 10,60,
Pripps – 10,90,
Sarek – 10,30,
Bjornebryg -13,90,
Sofiero -10,70,
Tvaan – 13,30,
Falcon – 14,30.

Do ceny doliczyć oczywiście trzeba kaucję za butelki lub puszki, zwykle 1 koronę. Potem można było odsprzedać je w automacie przy wejściu do Konsuma. A swoją drogą to już kilka dni po przyjeździe natrafiliśmy na ponad sto puszek, które wspólnie sprzedaliśmy, dzieląc wpływy na trzy części.

 

Szwecja, własne chleby.

Jeden z kolejnych wypieków chleba.

 

  

Koniec części 2.
c.d.n.

   
 

Ireneusz GębskiIreneusz Gębski
ireneuszgebski@gmail.com

 


Moroszka i szczupaki: Część 1. / Część 2. / Część 3.

 

 Isiążki Ireneusza GębskiegoSzwecja, książki Ireneusza Gębskiego,

 

http://szwecja.net/NOW/fs-now/2014/ig-moroszka2.html