pil Szwecja / Nowiny / 2014 / ... Szwecja.net
 

Środa, 5 listopada 2014 r.   00639

Deflacja a bańka cenowa

Pożyczki mieszkaniowe w Szwecji rosną ponad dwukrotnie szybciej niż tutejszy produkt Narodowy Brutto, PNB. Niedawna obniżka stopy referencyjnej repo do 0%, a za nią obniżki kosztów kredytów, nie poprawia sytuacji.

Głównym argumentem za drastyczną obniżką stopy jest potrzeba zahamowania trwającej od dłuższego już czasu deflacji i doprowadzenie do inflacji – zwyżki cen – na poziomie 2%. No i udało się – co najmniej na rynku mieszkaniowym.

Ceny domów i mieszkań ciągle rosną jednak nie odstrasza to nabywców. Każdy milion pożyczki kosztuje teraz zaledwie około 700 zł miesięcznie, co przy zarobkach 8-10 tys. zł netto miesięcznie nie jeży włosów na głowie.

Na brak inflacji na rynku mieszkaniowym w Szwecji nie możemy narzekać. Coraz częściej mówi się raczej o bańce cenowej. Niskie koszty kredytów oraz brak mieszkań czynszowych na rynku pierwotnym napędza ceny mieszkań własnościowych i domków jednorodzinnych. Młodzi ludzie, którzy otrzymali pracę w dużych aglomeracjach miejskich nie mają najczęściej innego wyjścia jak zaciągnąć milionowe pożyczki i kupić mieszkanie. Cena metra kwadratowego w centralnym Sztokholmie wynosi obecnie 33 155 złotych, w centrum Geteborga 20 586 zł, a Malme 10 488 zł (1 PLN = 2,2 SEK).

Alternatywa – wynajęcie mieszkania "z drugiej ręki" – nie wygląda kusząco. Jest to szara strefa, czasem legalna, czasem mniej. Wymaga to zgody właściciela nieruchomości, co bywa trudne i czego posiadacze mieszkań unikają, również ze względów podatkowych. Ceny osiągają tutaj też zawrotne poziomy.

Poza legalnym rynkiem kwitnie też w Szwecji czarny rynek. Za kontrakt na kawalerkę trzeba zapłacić kilkaset tysięcy koron – pod stołem. Sprzedawanie kontraktów na wynajem mieszkania czynszowego jest jednak w Szwecji nielegalne i wiąże się z dużym ryzykiem utraty pieniędzy i... kontraktu.

nic

Szwecja, anonse1

 

 

Sztokholm, Strandvägen

 
  

Sztokholmi, ulica Nadbrzeżna – Strandvägen – to najdroższy adres w mieście.

Zarząd Narodowego Banku Szwecji (Sveriges riksbank, Riksbanken) siedzi między młotem a kowadłem, czy raczej między deflacją, a bańką cenową. Z jednej strony musi obniżać stopę repo aby stymulować inflację. To jednak powoduje obniżkę kosztów kredytów, co zwiększa popyt na mieszkania. Przy słabej podaży wzrastają ceny co powoduje niepohamowane zadłużanie się obywateli. I tak w kółko.

Stefan Ingves, szef Riksbanku, znalazł jednak hamulec – zapowiada wprowadzenie obowiązku amortyzacji kredytu. Do tej pory wiele banków żądało jedynie spłaty odsetek, bez spłaty kwoty kredytu. Konieczność jednoczesnej amortyzacji pożyczki zwiększy miesięczne koszty dłużników, a co za tym idzie zmniejszy margines na konsumpcję. A to tylko większa konsumpcja może doprowadzić do wzrostu cen, czyli inflacji, co było główną przyczyną obniżki stopy referencyjnej. Nie łatwe ma Ingves zadanie.

Póki co trwają złote czasy dla dłużników – aż pęknie bańka.

   
  

 

   
 

Ryszard NowakRyszard Nowak
rn@Szwecja.net