pil Szwecja / Nowiny / 2014 / ... Szwecja.net
 

Środa, 12 listopada 2014 r.   00960

Bergen – brama do fiordów

O Bergen, drugim mieście Norwegii, ktoś ładnie napisał: Stare Miasto o młodzieńczym wyglądzie, ze stopami zanurzonymi w morzu, głową w chmurach i sercem na właściwym miejscu.

Głowę w chmurach, jako geograf, tłumaczę dosłownie. Miasto leży na tej samej szerokości geograficznej co Alaska, ale docierający tu ciepły prąd Golfsztrom sprawia, że morze nigdy nie zamarza a opady sięgają 2250 mm rocznie. Pada więc przez 360 dni w roku.

Resztę postanawiamy sprawdzić.

No i od razu się nie zgadza. W Bergen na powitanie jest takie słońce jak nigdzie dotąd gdzie byliśmy w Norwegii. Najwyraźniej to te pięć słonecznych dni daje nam natura. A my z nieskrywaną radością to wykorzystujemy.

Zamiast podejścia - kolejka

Wybieramy się więc na wzgórze Fløyen (320 m n.p.m.), jedno z siedmiu wzgórz, na których rozlokowało się miasto. Można tam dotrzeć na dwa sposoby: podejść szlakiem lub podjechać kolejką linową, startując z wysokości 150 m n.p.m. nieopodal The Wharf , głównej promenady. Kolejka uważana jest za jedną z głównych atrakcji miasta - podobnie jak nasza na Gubałówkę w Zakopanym.

Próbuję namówić kogoś na podejście. Nikt jednak nie chce iść po stromych schodkach i ścieżkach. Tłoczę się więc wraz z setką innych osób w funicular, wagoniku kolejki. Przedtem jednak odstajemy swoje po bilety, płacąc 70 NOK od osoby.

Tylko siedem minut podróży a takie wrażenia! Widoki przez panoramiczne okna wagoniku są bardzo odległe od naszych rodzinnych polskich. Miasto powoli wyrasta wprost z Morza Północnego zajmując dziesiątki półwyspów, wysepek wzdłuż zatoki Vågen. Pogoda i widoczność jest taka, że możemy nawet policzyć okna w niewysokich domach.. Panorama potwierdza tylko reklamowy slogan: "Bergen - bramą do fiordów". Potwierdza to również mapa: na północ od Bergen daleko w ląd wcina się Sognefjord, uznawany za najdłuższy i najgłębszy w Norwegii, na południu – Hardangerfjord, którego częścią jest zatoka Vågen.

nic

Hanka Jefimowicz

Hanka Jefimowicz.
Więcej o autorce...

 

  

Na samym wzgórzu różnie można spędzać czas wyznaczony godziną powrotu kolejki. Jest restauracja z tarasem widokowym, skąd podziwia się i podziwia 240-tysięczne Bergen i jego port, największy w Norwegii. Jest też kamienny murek z wyrytymi nutkami hymnu miasta i mnóstwo, mnóstwo spacerowych ścieżek poprowadzonych w buszu zielonych krzaków, kryjących kamienne trolle. A każdy z nich podobny jest do Kulfona z ulubionego polskiego teatrzyku. To już kolejny raz kiedy tu w Norwegii powracamy do…młodych lat.

   

Norwegia, Bergen ze Wzgórza Fløyen

  

Sielska wieś w środku miasta

Powrót kolejką z Fløyen to jeszcze szybszy zjazd niż wjazd, wprost do centrum, pełnego drewnianych domków o spadzistych dachach, w kolorach od różnych odcieni czerwonego przez żółty do całkiem białego. To Bryggen, drewniane nabrzeże postawione na sztucznym, niestabilnym bo podlegającym pływom, gruncie. Domy są więc krzywe z dziwnie koślawymi schodkami i zdekompletowanymi żurawiami. Dziś to najbardziej rozpoznawalny symbol miasta o niezwykłej historii.

To jedno z czterech – obok Londynu, Brugii, Nowogrodu – europejskie przedstawicielstwo Hanzy, założone przez Niemców w 1360 r. W formie państwa w państwie o dziwnych regułach życia, przetrwało prawie 400 lat. Często trawione przez pożary. W Bryggen pracowało i mieszkało nawet do 2 tys. niemieckich mężczyzn, kawalerów przybyłych na kilkuletnie kontrakty. Zajmowali się połowem i przetwórstwem ryb, pozyskiwaniem oleju no i oczywiście handlem.

Spędzając życie w Bryggen, zajmowali mieszkania w domkach w zależności od stanowiska. Czeladnicy mieszkali na drugim piętrze w pomieszczonkach bez ogrzewania. Były one bardzo skromnie wyposażone, jedynie w szafki, miski z dzbanami na wodę oraz piętrowe prycze, na których spali we dwóch aby było cieplej.

Pierwsze piętro domku zajmowała wzorcownia, sypialnia szefa i jadalnia dla wszystkich gdzie spożywano wyłącznie zimne posiłki. W każdym domku znajdowały się maleńkie kantorki menadżerów z biurkiem krzesłem i księgami rachunkowymi.

Parter natomiast zajmowały składy towarów, głownie ryb i tranu. Podobne do siebie domki stały i nadal stoją wzdłuż wyłożonych drewnem i brukiem uliczek , często zamkniętych murowanym dużym spichlerzem - magazynem dla najcenniejszych towarów.

Dziś tę surowość przełamują ukwiecone podwórka i sprawiają , że spacerując czujemy się jak na sielskiej wsi… w środku miasta.

Norwegia, Bergen, Bryggen

Bryggen zawsze przygotowane na gaszenie pożaru.

O wielu innych szczegółach z życia hanzeatów dowiadujemy się w jedynym tego rodzaju Muzeum Hanzeatyckim. Dla jego potrzeb zrekonstruowano też dom, który służył mieszkańcom jednej ulicy gdzie mogli zjeść ciepły posiłek, urządzać zgromadzenia, sesje sądu, stypy pogrzebowe a także pobierać nauki. Tu pomieszczenia były ogrzewane od kwietnia do października. W Bryggen jest też kościół Marii Panny z XII w., odwiedzany przez nich. To najstarszy romański kościół z najcenniejszym barokowym wyposażeniem w całym Bergen.

Oj, wystarczy nam tej historii jak na jeden dzień. Szukamy miejsca w kawiarnianym ogródku nad brzegiem zatoki, chcąc usiąść i poczuć dzisiejszy klimat tego miejsca. Jeszcze tylko zdjęcie przy drewnianym żurawiu i czas na kawę. Mnóstwo turystów wchodzi i wychodzi ze sklepików z gustownymi suwenirami. Potem i my także poddajemy się szałowi zakupów w tym nietanim miejscu. Ale jak tu nie kupić czerwonych wełnianych rękawiczek z norweskim wzorem za …200 NOK i eleganckiego portfela skórzanego z wizerunkiem…łosia, też za 200. Oby wytrzymały jedną zimę!

 

Panorama Bergen ze Wzgórza Fløyen.

Norwegia, Bergen, Bryggen

Uliczka na Bryggen.

Szwecja, anonse1

 

 

 

  

Wszystko na sprzedaż

Na Fisketorget, rybny bazar pod gołym niebem, nieopodal Bryggen, warto zaglądać codziennie i to o każdej porze dnia. Tak też robimy, bo to niebywała frajda a na dodatek można smacznie i tanio (jak na Norwegię) coś zjeść.

Boże, czego tu nie ma? Właściwie jest wszystko co w morzu pływa i można to zjeść. Od łososi, przez wszystkie rodzaje krewetek, krabów, homarów, dorszy itd., itd…po wędzone kawałki wieloryba. Dorsze od dawna dostarczali rybacy nawet z Lofotów. To długa tradycja sięgająca jeszcze hanzeatyckiego Bryggen, kiedy to partery w domkach zajmowały składy ryb i tranu a pod sufitem wisiały suszone dorsze czyli sztokfisze. Do dziś tak zostało a Norwegia ciągle jest światowym potentatem w produkcji i eksporcie dorsza.

Warto w tym miejscu wspomnieć o farmach łososiowych. Norweskie przedsiębiorstwa specjalizujące się w hodowli już dawno przeniosły się na… drugą półkulę, w chilijskie fiordy i nie jest to powód do dumy. Farmy zanieczyszczają środowisko pozbawiając wody tlenu .

Wędzony wieloryb jest b. smaczny (kanapkę taką jadłam później na Spitsbergenie) to jednak połów jego to złamanie obowiązującego od 1986 r. przepisu, co prawda nieprecyzyjnego, ale zawsze!

Wybieram więc na dzisiejszy lunch kanapkę z krewetkami królewskimi a moja przyjaciółka nie oparła się kanapce z wędzonym wielorybem, a ja nie oparłam się by nie podkraść jej kęsa, bo pięknie wygląda i pysznie smakuje. ot, ludzka słabość!

   
  

Informacja turystyczna czy Galeria?

Kontynuujemy spacer po centrum. Opuszczając Bryggen udajemy się w kierunku Ratusza z XVI w.

Tuż za targiem rybnym , mijamy Torghallen, stary budynek Informacji Turystycznej. Choć nic specjalnie stamtąd nie potrzebujemy to wchodzimy do środka by zachwycić się wnętrzem w stylu Art Nouveau. To wnętrze spokojnie może konkurować z secesją z Ålesund, którą podziwialiśmy nie tak dawno.

Wnętrze, obok kilku profesjonalnych stoisk informacyjnych, mieści małe galerie współczesnej sztuki norweskiej a półki uginają się od książek i albumów w niebanalnym wydaniu. Oprócz pięknych widokówek nic jednak nie kupiliśmy.

Pod okiem Moliera Północy

Czas na relaks. W bocznej uliczce, w kawiarnianym ogródku pełnym słońca, przy lampce schłodzonego białego wina wypisujemy kartki do bliskich. Dziwne to w czasach Internetu i telefonów komórkowych, ale my nie śmiemy inaczej, bowiem spogląda na nas z postumentu Ludwig Holberg, pisarz i filozof, zwany Molierem Północy. Urodził się właśnie tu w Bergen, w 1684 r. i postrzegany jest jako twórca współczesnej literatury norweskiej i duńskiej.

Norwegia, Bergen, Ludwig Holberg

Ludwig Holberg, Molier Północy w surducie, z laseczką i z gołębiem w pirogu.

 

Norwegia, Bergen, owoce morza, Torghallen

Co tu wybrac z owoców morza na Torget?

 

  

Norweska dusza

Piękny słoneczny poranek zapowiada taki dzień. Nie marnujemy okazji by na pożegnanie spojrzeć jeszcze raz z góry na Bergen. Tym razem z Rosenkrantz, wieży z XII w., która jest częścią szkockiej fortyfikacji a posłużyć miała jako demonstracja siły wobec nieustępliwych kupców hanzeatyckich. I tak zamknęliśmy koło historii.

My, nie wdając się w historyczne szczegóły, po zwiedzeniu Sali Häkona, w rezydencji króla Häkonssona, który rządził w XII w., spoglądamy na Bergen raz jeszcze.

Potwierdzamy: Bergen ma serce na swoim miejscu i duszę najbardziej norweską z norweskich miejsc. W mieście nawet Mc Donalnd's znajduje się w typowo norweskim drewnianym domku, a jego szyld jest zmieniony na skandynawską grafikę.

 
  

 

   
 

HankaHanka Jefimowicz
hefi@amu.edu.pl