pil Szwecja / Nowiny / 2014 / ... Szwecja.net
 

Czwartek, 24 lipca 2014 r.   00853

Pięć powodów na Jostedalsbreen

Choć w Skandynawii widziałam i przeżyłam już dużo, bo i norweskie krajobrazy z fiordami w roli głównej, niezwykłe i zwykłe przeprawy promowe, przejechałam konstrukcje drogowe okrzyknięte światowymi cudami, pobyłam na najszerszych bałtyckich plażach na Bornholmie, poznałam przepiękne miasta i niezwykłe fortece, jadłam jeszcze ciepłe świeżo uwędzone śledzie i pyszną zupę rybną to… na ten dzień czekałam z niecierpliwością. Powodów było kilka…

Powód pierwszy - Jostedalsbreen

największy lodowiec kontynentalnej Europy leży w Norwegii między Ålesund na północy a Bergen na południu. Tak wynika z mapy. W rzeczywistości zajmuje obszar 486 km2 w dolinie Jostedalen rozciągającej się od Sognefjord po góry na granicy z Oppland.

Powód drugi – trekking w Parku Narodowym Jostedalsbreen

Do Briksdal dojeżdżamy w słońcu. Nieoczekiwanie znaleźliśmy się w innej rzeczywistości. Duże centrum obsługi turystycznej, Briksdalsbre Fjellstove, oferuje wszystko czego może zapragnąć turysta: bezpłatne parkingi (także dla rowerów!), toalety, fantastycznie działającą profesjonalną Informację, kawiarnie i kawiarenki, minimarkety z gustownymi ale drogimi gadżetami, gdzie oczywiście królują wszędobylskie Trolle. Płaci się tylko za "troll car"(180 NOK, 1NOK = 0,52 PLN) jeśli chce się podjechać pod lodowiec pojazdami typu naszych meleksów, za rafting rzeką lodowcową – 750 NOK czy spływ kajakami po jeziorze lodowcowym.

My wybraliśmy trekking. Przygotowani jesteśmy na różną aurę, mając ze sobą kurtkę przeciwdeszczową, takie spodnie, polar, czapkę i rękawiczki. Wciskam jeszcze do plecaczka pelerynę i nie zapominam o parasolu. Ten zalecany jest przy przejściu pod wodospadem (!). Ale nie zapominam także o okularach…polarnych. Może się przydadzą. Przynajmniej mam taką nadzieję,

Trzymając w ręku mapkę z opisem co ciekawszych tu miejsc ochoczo ruszamy na trasę. Przed nami ponad trzykilometrowa droga pod jęzor lodowcowy. Według przewodnika zabierze nam to około godziny. Nic bardziej mylnego.

 

nic

Hanka Jefimowicz

Hanka Jefimowicz.
Więcej o autorce...

Okolice Fjerland, widok na lodowiec Jostedalsbreen.  
  

Okolice Fjerland, widok na lodowiec Jostedalsbreen.

Powód trzeci – lekcja glacjologii

To prawdziwa lekcja geografii ze specjalności glacjologii. Aby z niej coś wynieść trzeba się zatrzymywać i co rusz zadzierać głowę do góry by podziwiać wodospady i małe czapy lodowe, przystanąć przy formach polodowcowych, czytać tabliczki informacyjne (w trzech językach: norweskim, angielskim, niemieckim) nie mówiąc już o robieniu zdjęć.

Teraz zatrzymujemy się przy wodospadzie aby nabrać odwagi żeby pod nim przebiec. Spływa z wysokości z taką siłą i energią, że woda rozpryskuje się na wszystkie strony mocząc bezkarnie każdego, kto znajdzie się w pobliżu. A że woda, którą niesie, spływa spod lodowca jest więc b. bardzo zimna frajdy przy tym jest co nie miara. Nawet nie myślę by otworzyć parasol, zabrany tu za radą przewodnika! Trochę zmoczeni dalej pniemy się łagodnym szlakiem w górę podziwiając inne wodospady, które stąd wyglądają jak białe niteczki i giną gdzieś wysoko w chmurach.

Kolejny przystanek to tzw. pothol, czyli dziura wyżłobiona w granitowej skale przez wody spływające spod lodowca. Kiedyś lodowiec sięgał właśnie do tego miejsca, a było to w małej epoce lodowej w II. połowie XVIII w. Dzisiaj dziura wypełniona jest drobnymi kamykami. Dorzucam i swój na szczęście, a może po to by tu wrócić.

Dalej ścieżka prowadzi wśród liściastych zarośli, sponad których nieśmiało wyłania się jęzor lodowca Briksdalsbreen. To pierwszy widok na jego czoło. Jak tu ładnie! Zieloniutkie zarośla, nieco wyżej szarobure granitowe skały, po których gdzieniegdzie spływają wodospady no i błękitny lodowiec, a nieco wyżej niebo zasnute chmurami. Zamykam na chwilę oczy i próbuję sobie wyobrazić jak mogła wyglądać ta dolina w czasie maksymalnej transgresji lodowca bo co jakiś czas mijam tabliczki informujące o zasięgu lodowca. Mimo jakiejś wiedzy na ten temat, jakoś nie mogę. Urok tego miejsca jest zbyt duży.

lodowiec Jostedalsbreen

Jostedalsbreen z bliska.

  Jostedalsbreen, pod jęzorem

Pod jęzorem lodowca.

  

Idąc w kierunku lodowca Jotedalbreen jest się cały czas pod jego wrażeniem. W końcu to największy na kontynencie lodowiec o maksymalnej grubości 400 m. Jego najwyższy punkt leży na wysokości 1950 m n. p. m. Ma kilka jęzorów np. Nigardsbreen, Briksdalsbreen. Ten ostatni schodzi do jeziora o lustrze wody na wysokości 346 m n. p. m. To miejsce właśnie osiągamy. W lustrze wody odbija się spływający jęzor. Wokół pływają "góry" lodowe dopiero co oderwane od czoła. Dwóch śmiałków kąpie się, zapewne wbrew przepisom, w lodowatej, turkusowej wodzie.

Wszystko to sprawia, że jesteśmy w wyjątkowym miejscu na naszym kontynencie. Lodowiec mamy na wyciagnięcie ręki. Widać stąd jego cielsko, strukturę i błękitny kolor. Z jeziora wypływa rzeczka. Zanim osiągnie dolinę spada z wysokości ok. 150 m z hukiem wspomnianym wyżej wodospadem by wreszcie osiągnąć dno doliny i spokojnie płynąć do Briksdal.

Potęgę wodospadu najlepiej podziwiać w drodze powrotnej, z boku. Wtedy widać na jaką wysokość spienia się woda – to kilka metrów!. Nie dziwi więc fakt, że Norwegia pozyskuje energię wodną i zajmuje czołowe miejsce w świecie w produkcji energii elektrycznej z hydroelektrowni.

 

 

Norwegia,

 
  

Potęga wodospadu.

Nie ma innej drogi powrotnej jak ta. Ale nie narzekam bo widoki są całkiem inne i na zupełnie coś innego zwracam uwagę. Teraz interesujące są jęzory lodowcowe należące do Jostedalsbreen ale usytuowane wysoko i nie schodzą tak nisko. Dalej wodospady, których nie było 8 lat temu (zapewnia kolega, który tu był właśnie wtedy). Z form polodowcowych moją uwagę zwracają wielkie powierzchnie nagich skał, gładkich ale z widocznymi rysami. To wygłady polodowcowe. Lodowiec cofając się obnażył gołe skały a rysy są śladem po skałach w dnie lodowca i świadczą o kierunku jego regresji.

Nagie skały pięknie kontrastują z zielonym poszyciem, wśród którego purpurowymi powierzchniami odznaczają się kępy Naparstnicy (Digitalis purpurea), występującej tutaj dziko. Do naszych ogrodów przywędrowała już jako roślina ozdobna.

Powód czwarty – relaks z kozami

Ostatnim przystankiem na tej trasie jest zielona łąka. Stoją na niej dwie hytty – drewniane domki z darnią trawy na dachu. Służą turystom dla relaksu w tym pięknym miejscu z widokiem na lodowiec i... stadko kóz, baraszkujących teraz na głazach narzutowych.

Zgłodnieliśmy. Czas więc na piknik – zwykłe kanapki i gorąca herbata smakują jak nigdy.

Norwegia, hytta

Powód piąty – eksperymenty z lodem

Naszą lekcję kończymy w Fjerland, wiosce w której mieszka 300 mieszkańców. Osada słynie z muzeum lodowców, Norsk Bremuseum (wstęp 110 NOK), do którego właśnie zmierzamy jednym z trzech tuneli poprowadzonych pod lodowcem (!). Robi to wrażenie tym bardziej, że tunel ma długość ponad 5 km.

Po niespełna godzinie podjeżdżamy pod gmach o śmiałej linii architektonicznej nawiązującej do sylwetki lodowca. W muzeum z interaktywną ekspozycją, dowiadujemy się m.in. o zmianach klimatycznych zachodzących na Ziemi na przestrzeni jej dziejów, a także o genezie lodowca. Zaskoczyć może fakt, że lodowiec ten nie jest pozostałością po ogromnym lądolodzie skandynawskim z poprzedniego okresu geologicznego, plejstocenu, a jest lodowcem współczesnym.

Możemy wykonać eksperyment polewając fragment autentycznego lodu z lodowca wodą i w ten sposób znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego lodowiec jest niebieski a woda wypływająca z niego jest zielona. Otóż: jak każdy lód, lodowiec jest idealnie biały, ale zawarte w nim minerały pochłaniają część spektrum światła i dlatego oko ludzkie widzi go jako coś błękitnego. Woda spływająca spod lodowca jest zielona bo zasilana jest także przez wody opadowe, a nie tylko z topniejącego lodowca.

  Norwegia, dzika naparstnica

Dzika naparstnica.

Szwecja, anonse1

 

  

W Bremuseum jest też ekspozycja poświęcona Ötzi, człowiekowi sprzed 5300 lat, znalezionym w lodzie w południowym Tyrolu. Dowiadujemy się też wiele o mamutach żyjących w Norwegii a pochodzących z Syberii, gdzie żyły 30 000 lat temu.

Na koniec wizyty w tym bardzo ciekawym muzeum spacerujemy po jego dachu – platformie widokowej, skąd rozpościera się cudowna panorama na lodowiec i szczyty gór. Wszystko to pięknie rozrysowane i opisane jest na szklanych tablicach. Chłoniemy te widoki bez ograniczeń.

 

Więcej podróżniczych opowieści Hanki Jefimowicz:
- Nie tylko fiordy
- Trzy żywioły i niedźwiedź, Spitsbergen.

I inne...

  

 

   
 

HankaHanka Jefimowicz
hefi@amu.edu.pl

 

Foto Hanka Jefimowicz.

 

 

 

Fjerland, widok z dachu Bremuseum.

Norwegia, Fjerland, widok z dachu Bremuseum.