pil Szwecja / Nowiny / 2013 / ... Szwecja.net
 

Piątek, 6 grudnia 2013 r.   01050

Przed dwoma laty Michał Cichecki wrócił z podróży dookoła świata, którą odbył idąc śladami Phileasa Fogga, głównego bohatera książki Juliusza Verne "W 80 dni dookoła świata". Podróż odbył samotnie, nawet bez Passepartout. Inaczej wygląda jego obecny projekt – wraz z żoną i dwoma małymi córeczkami zwiedza wybrzeże Bałtyku.

 

Smak Bałtyku: Epizod I

Przez całe pokolenia Morze Bałtyckie było miejscem pracy i przyjemności, nadziei i tragedii. Jedni przybywali tam znad Morza Północnego albo Oceanu Atlantyckiego, inni przypływali wodami rzek – Torniojoki, Kemijoki, Newy, Dźwiny, Wisły czy Odry. Fiordy, klify, piaszczyste plaże, urokliwe porty, rybackie łodzie, dzika przyroda, cudowne krajobrazy – takie jest Morze Bałtyckie, ze wszystkimi tajemnicami i historiami, jakie w sobie skrywa. Fascynujące miejsce dla podróżników i wczasowiczów, ale jednocześnie groźne dla zawodowych żeglarzy.

Zamykam oczy i pamięcią wracam do mojej samotnej podróży dookoła świata z 2011 roku. To była niesamowita przygoda, zwariowane dnie – fizycznie i psychicznie wyczerpujące. Przez ponad dwa miesiące rozkoszowałem się każdą chwilą pomimo wszystkich wyzwań, jakie niosła ze sobą wyprawa. Były momenty zachwytu, choroba morska na Morzu Wschodniochińskim i chwile strachu w czasie mega trzęsienia ziemi, które nawiedziło Japonię w dniu 11 marca.

Podróżowanie statkami i pociągami, pobyt w Mumbaju, Singapurze, Szanghaju, Tokio, San Francisco czy w kilku innych fascynujących miejscach, mnóstwo czasu na refleksje, wspólne posiłki i długie rozmowy z ludźmi, których nigdy wcześniej nie spotkałem w swoim życiu, dało mi wszystko to, czego oczekiwałem. Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek będę miał możliwość zrealizowania podobnego projektu, ale wiem, że wspomnienia będą wracały do końca moich dni. Pokonałem długi dystans. Marzenie zostało zrealizowane, ale w międzyczasie zaczęły pojawiać się kolejne.

Na przykład Bałtyk

Przygoda, którą przeżyłem, była fascynująca, ale odkąd urodziła się Laura ( dziś 4 lata), a potem Klara (teraz 1,5 roku), marzyłem o odkrywaniu świata wspólnie z moimi córeczkami. Czas nigdy nie jest odpowiedni a okoliczności nie zawsze sprzyjają, więc razem z żoną Sylwią zdecydowaliśmy, że nie ma sensu czekać aż dziewczynki dorosną. I wtedy przyszła nam na myśl podróż dookoła Morza Bałtyckiego. Wybrzeża Szwecji, Finlandii, Estonii, Łotwy, Litwy, Polski, Niemiec i Danii zdawały się być dla nich idealnym wstępem do przygody. Zresztą, Morze Bałtyckie pozostawało w mojej pamięci od najmłodszych lat. Pamiętam, jak będąc jeszcze małym chłopcem, całe wakacje spędzałem, bawiąc się na jego piaszczystych plażach. Tamte doświadczenia sprawiały, że czułem się szczęśliwy.

Widok na Zatokę Botnicką z latarni morskiej Bjuröklubb, Szwecja

Widok na Zatokę Botnicką z latarni morskiej Bjuröklubb, Szwecja.

Projekt być może nie jest takim wyzwaniem, jak wyprawa dookoła świata – sytuacja polityczna w regionie jest stabilna, a poziom przestępczości na relatywnie niskim poziomie, nie ma też zagrożeń katastrof naturalnych albo chorób tropikalnych. Jednakże podróżowanie z małymi dziećmi stawia kompletnie inne wyzwania – zmienia dynamikę całej wyprawy. Wszystko, co jest z nią związane – trasa, postoje, tempo – musi być dostosowane do ich własnego rytmu. Częścią podróży powinna być bowiem dobra zabawa, w przeciwnym razie ciągłe przemieszczanie się z miejsca na miejsce, wczesne poranki, stres związany z pokonywaniem długich dystansów, mogą okazać się zbyt dużym obciążeniem dla dziecka, a poziom jego entuzjazmu i energii może się drastycznie obniżyć. To jest to, czego chcieliśmy uniknąć.

Wspólne próbowanie nowych rzeczy, fascynacja miejscami, poznawanie ludzi, chłonięcie zapachów i barw, jest częścią edukacji dziecka, i niejednokrotnie ma większe znaczenie niż lata spędzone w szkole. Zabierając nasze córeczki na wyprawy, chcemy rozbudzić w nich ciekawość i ofiarować dar poznania świata. Chcemy, żeby nie tylko świetnie się bawiły, ale żeby dzięki temu nauczyły się czegoś o wiele ważniejszego. Takie doświadczenia kształcą człowieka, wyostrzają jego spojrzenie, rozbudzają poczucia własnej wartości, uczą otwartości na odmienne kultury i szacunku dla cudzych poglądów. Dlatego wierzę, że podróżowanie z Klarą i Laurą, pokazywanie im świata od ich najmłodszych lat, będzie najlepszą inwestycją w ich edukację.

Wioska rybacka Sorfjärden, Szwecja.

Wioska rybacka Sörfjärden, Szwecja.

Pierwszy etap

Liczy się jednak nie tylko sama podróż, ale i przygotowania z nią związane. Cały projekt podzieliliśmy na trzy etapy, które zostaną zrealizowane w latach 2013-2015. Planowanie pierwszej części zajęło nam kilka miesięcy. Niczego nie pozostawiliśmy przypadkowi, bowiem z doświadczenia wiem, że to mogłoby pokrzyżować nasze plany. Nabyta przed wyjazdem wiedza była bezcenna i miała istotny wpływ na sprawny przebieg wyprawy.

Pomysł pojawił się w naszych głowach przeszło rok temu, a teraz aż trudno uwierzyć, że Epizod I projektu został już zrealizowany. Ten etap rozpoczęliśmy w Sztokholmie i skierowaliśmy się na północny kraniec Zatoki Botnickiej, po drodze zatrzymując się w Gävle, Sundsvall, Örnsköldsvik, Umeå i Luleå. Mijając małe wioski i miasteczka, mogliśmy wyobrazić sobie jak sceneria będzie wyglądała przez następne dni – wybrzeże, rzeki, wyspy, lasy i pastwiska, a cały krajobraz upstrzony drewnianymi domkami pomalowanymi na charakterystyczny ciemno czerwony kolor.

Krajobraz zmienił się diametralnie po dotarciu do północnego krańca zatoki. To była prawdziwie dzika kraina – całkiem płaska, z niewielkim ruchem na drodze i niewielką liczbą przydrożnych osad bądź miasteczek. Zdawało się, że nie było tam niczego poza lasami sosnowymi. Granicę z Finlandią przekroczyliśmy w Tornio, a potem zjechaliśmy ze szlaku, żeby po kilku intensywnych dniach odetchnąć w Rovaniemi i spotkać się z najbardziej znaną osobą na świecie – Świętym Mikołajem.

nic Rodzina Cicheckich

Rodzina Cicheckich: Michał. żona Sylwia oraz córeczki Klara i Laura.

 

Szwecja, anonse1

Szwecja, anonse1

Szwecja, anonse1

 

 

 

 

 

  

Nostalgia

Pamiętam, jak będąc małym chłopcem, siadywałem w Wigilię w oknie i z niecierpliwością czekałem na wizytę tajemniczej osoby z białą brodą, w czerwonym płaszczu i w czerwonej czapce z białym pomponem i z wielkim workiem na plecach, która zna marzenia wszystkich dzieci, a potem wyrusza z mroźnej północy i przemierza świat roznosząc prezenty. Przypatrywałem się gwiazdom migocącym na niebie, i czekałem, czekałem, i czekałem, mając nadzieję, że choć przez chwilę uda mi się ujrzeć jego śmigające po niebie sanie, zaprzęgnięte w renifery. Nigdy go nie widziałem, ale wierzyłem, że On istnieje. Kochałem Świętego Mikołaja. Z biegiem lat zacząłem postrzegać Mikołaja jako symbol przedstawiający ideę, emocje i życzenia, ale razem z Sylwią chcemy, żeby nasze córeczki wierzyły, że On jest prawdziwy. Któregoś dnia wyjaśnimy im, że chociaż Święty Mikołaj nie jest postacią fizyczną, która wchodzi do naszego domu przez komin, to jednak On żyje głęboko w naszych sercach, przynosząc ze sobą ducha szczęśliwości, radości i dobrej woli.

Wioska Świętego Mikołaja jest magicznym miejscem na pograniczu świata bajkowego i realnego, w którym nawet dorośli mogą na kilka chwil odzyskać swoje dzieciństwo. Jak pięknie musi być tam zimą – białe zaspy śniegu, świąteczne melodie i dzwoniące dzwonki. Z drugiej jednak strony, choć było lato, czuliśmy się szczęściarzami, że byliśmy tutaj całą rodziną.

U Świętego Mikołaja w

Rodzina w komplecie u Świętego Mikołaja w Rovaniemi, Finlandia.

Muminki

Następnego dnia wróciliśmy na wybrzeże, chłonąc widoki Zatoki Botnickiej, stopniowo pokonując kolejne kilometry i pozwalając, żeby droga zabrała nas w lini prostej przez Oulu, Kokkolę i Turku aż do Helsinek. W międzyczasie zatrzymaliśmy się w miasteczku Naantali, gdzie znajduje się park rozrywki poświęcony Muminkom, jedna z największych rodzinnych atrakcji w Finlandii. Od wielu lat opowieści Tove Jansson przenoszą dzieci w magiczny świat Doliny Muminków, zamieszkałej przez białe przyjazne trole oraz ich przyjaciół: Małą Mi, Włóczykija, Paszczaka czy Ryjka.

Park otwarty jest tylko w sezonie letnim i kilka dni w okolicy świąt Bożego Narodzenia. W tym roku zamknięty został 25 sierpnia, dokładnie jeden dzień przed naszym przyjazdem. Wiedzieliśmy o tym, ale mimo to postanowiliśmy odwiedzić Naantali, żeby kupić kilka pamiątek w sklepie Muminków.

Bajkowy Sztokholm

Z Helsinek statkiem wróciliśmy do Sztokholmu, co dla naszych córeczek było przygodą samą w sobie. Podróżując z Laurą i Klarą nie mogliśmy oczekiwać, że będą zachwycały się zabytkami, ponieważ jeszcze nie rozumieją sensu ich istnienia, dlatego wizyta w Junibacken, muzeum poświęconym szwedzkiej literaturze dziecięcej, a w szczególności twórczości Astrid Lindgren, była jednym z głównych punktów naszego pobytu w stolicy Szwecji. Pamiętam, jak będąc małym chłopcem, czekałem na kolejne odcinki telewizyjnej serii "Pippi Pończoszanki", ale poza Pippi, "Emila z Lonebergi" i "Dzieci z Bullerbyn" nie byłem zaznajomiony z twórczością Lindgren.

Junibacken-Stockholm-Szwecja

Junibacken w Sztokholmie, Plac Opowieści Książkowych, domek Tove Jansson, twórczyni Muminków.

Najpierw spędziliśmy kilka chwil na Placu Opowieści Książkowych, gdzie każdy z otaczających go domków poświęcony jest postaciom z twórczości szwedzkich autorów, innych niż Lindgren. Miejsce jest tak zorganizowane, że Laura z Klarą mogły do woli skakać, wspinać się, zjeżdżać i dotykać przedmiotów. Potem wybraliśmy się na przejażdżkę kolejką, która zabrała nas w magiczny świat literatury Lindgren. Za końcową stacją znajdowała się willa Pippi Pończoszanki – najsilniejsze dziewczynki na świecie, gdzie nasze córeczki znów mogły się bawić do woli. Kiedy opuszczaliśmy muzeum, uzmysłowiłem sobie, że gdybyśmy nie podróżowali razem z dziećmi, to najprawdopodobniej przeoczylibyśmy coś, co choć na chwilę przeniosło nas w bajkowy świat naszego dzieciństwa.

Epizod I za nami

Pokonywanie dziennych kilometrów, mijanie urokliwych wiosek, włóczenie się godzinami po ulicach Sztokholmu albo Helsinek, chłonięcie ich atmosfery i odkrywanie ich uroków, przejazd spektakularną Höga Kusten, wycieczka do latarni morskiej Bjuröklubb, która z dumą wznosi się nad Zatoką Botnicką, wizyty na wyspach Ulvön i Haliuoto, spotkanie ze Świętym Mikołajem w Rovaniemi, spacer po pięknej plaży Yyteri na przedmieściach Pori, zwiedzanie muzeów Forum Marinum w Turku i Junibacken w Sztokholmie, podziwianie fascynującego świata podwodnego w akwarium Sea Life w Helsinkach, a w końcu podróż statkiem przez archipelag wysp Alandzkich, było czymś magicznym. To były wspaniałe dni, a ja czułem się szczęśliwy, że mogłem doświadczyć tego wszystkiego, podróżując razem z rodziną.

 

Szwecja, anonse1

 

Szwecja, anonse1

 

Szwecja, anonse1

 

 

  

Wyprawa nabiera sensu, kiedy się z niej powraca i zaczyna ją komuś opowiadać, więc teraz nadszedł czas, żeby zebrać myśli i opisać na naszym blogu to, czego doświadczyliśmy. Zapraszam zatem do odwiedzenia www.dusty-dreams.org albo profilu Facebook , gdzie można poczytać o naszej podróży i obejrzeć zdjęcia. Jednocześnie wiem, że nie da się tego dobrze opowiedzieć – trzeba tam po prostu pojechać, zobaczyć, przeżyć na własnej skórze.

Jest jeszcze mnóstwo innych miejsc do odkrycia na wybrzeżu Morza Bałtyckiego i już nie mogę się doczekać Epizodu II naszej przygody – podróży wybrzeżami Estonii, Łotwy, Litwy i Polski. Mam nadzieję, że będziemy w drodze już za kilka miesięcy.

 
Zobacz też:

Epizot II...

Epizot III...

Epizot IV...

 

  

 

   
 

Michał Cichecki
dusty-dreams.org

   
 

http://szwecja.net/NOW/fs-now/2013/Cichecki/smak1.html

 

 Port w Helsinkach.

Helsikni, Finlandia