pil Szwecja / Nowiny / 2012 / ...    
łąka przed domem
 

Niedziela, 8 stycznia 2012 r.   07836

Jak kupiłem dom w Szwecji

O kupnie domu w Szwecji myślałem od pewnego czasu. Stwierdziłem, że ceny nieruchomości znalazły się na podobnym poziomie jak w Polsce czy w Niemczech. Pomysł sprowadzał się do tego, by kupić coś niedrogiego, do remontu, możliwie niedaleko portu w Ystad, Karlskronie lub Nynäshamn.

Ceny nieruchomości są jednak mimo wszystko dość wysokie, nawet w porównaniu z Polską. Znając kilka słów po szwedzku i posługując się tłumaczem Google szukałem po prostu okazji.

Mniej więcej po pięciu miesiącach intensywnych poszukiwań w necie – przede wszystkim na portalu ogłoszeniowym blocket.se – znalazłem w grudniu 2010 roku nieruchomość, która odpowiadała naszym oczekiwaniom. W ogłoszeniu umieszczono parę fotek domu z żółtą elewacją z desek, wraz z danymi kontaktowymi do biura maklera.

Zadzwoniłem pod podany numer, zapytując po angielsku, czy nieruchomość jest jeszcze dostępna.
- Witam, dzwonię z Niemiec.
- Hej, czym mogę służyć?
- Widzę na pańskiej stronie internetowej nieruchomość w Kalmarze w cenie 300 tysięcy koron. Czy nadal jest do wzięcia?
- Tak, nadal jest dostępna.

Padło oczywiście pytanie o stan techniczny, rok budowy, wyposażenie, etc. Wywiad przebiegał obiecująco, makler był bardzo konkretny i uprzejmy, widać było, że chce sprzedać dom. Po dłuższej rozmowie na temat detali ustaliliśmy, że warto umówić się, aby na miejscu dokonać wizji lokalnej.

Zima Anno Domini 2010 należała do określanych w Szwecji mianem zjawisk stulecia, więc nie ustaliwszy dokładnej daty obiecałem wpaść do Kalmaru jak najszybciej.

Zastanawiając się, jaką trasą najlepiej dotrzeć do Kalmaru, po uwzględnieniu ceny promu, kilka dni po naszej rozmowie wybrałem się polskim promem do Ystad, jadąc z Berlina przez Szczecin. To trasa taka sama mniej więcej jak przez Sassnitz – Trelleborg, jednak połączenie polskie jest tańsze, a plusem są kabiny na promie w przystępnej cenie.

Mniej więcej około południa 10 grudnia w piątek dotarłem na miejsce, jadąc z Ystad trasą międzynarodową E22 przez Karlskronę do Kalmaru. Droga bardzo ciekawa, co chwila z lewej lub z prawej otwierające się krajobrazy, wzniesienia i zjazdy przy całkiem białej aurze.

nic

Widok z mojej werandy.

Szwecja, anonse1

 

 

 

Dom za 280 sek.

   
 

W końcu dojechałem na miejsce. Umówiliśmy się pod domem. Z zewnątrz dom wyglądał na nieco zaniedbany, zbudowany w latach 50-tych, nadgryziony nieco zębem czasu. Gdzieniegdzie odchodząca farba i zmurszałe deski werandy sugerowały brak gospodarza od dłuższego czasu. Wejście do domu potwierdziło przypuszczenia, powiało lekko stęchlizną i …myszami. Z minuty na minutę przekonywałem się jednak, że ocena dokonana wstępnie po obejrzeniu zdjęć, które otrzymałem mailem od maklera, potwierdza się, a nawet nieco zaskakuje in plus.

Takim pozytywem był np. stan techniczny stropów drewnianych i betonowych oraz wnętrz w całości. Co prawda w dachu nad łazienką była dziura i woda lała się do środka, ale nie spowodowało to większych uszkodzeń poza zamoknięciem sufitów i niewielką kałużą na wykładzinach w korytarzu na górze oraz w łazience.

Zgodziliśmy się, że dom jest w dość dobrym stanie, jeśli chodzi o konstrukcję, jednak stan dachu wymaga przełożenia, bo miejsc przecieków było kilka. Wszystkie inne instalacje były zgodnie z oświadczeniem maklera sprawne. Nie było możliwości sprawdzić CO, bo woda była spuszczona. Nie działał też hydrofor, bo Eon wyłączył prąd. W całym domu było wiec przygnębiająco zimno, panował bałagan i wszędzie było pełno jakichś przedmiotów niepotrzebnych nikomu, do wyrzucenia.

Makler przyjął moją propozycję, aby spróbować wytargować jakiś rabat. Po niedługim czasie moja oferta została zaakceptowana i łącznie zapłaciliśmy cenę 280 tys. koron.

Zanim jednak doszło do transakcji, należało spisać po szwedzku umowę. Makler szwedzki posiada licencję i gotowe drafty umów, które są sporządzane w jednym oryginalnym egzemplarzu oraz dwóch kopiach. Podpisałem w ciemno wszystkie 3 egzemplarze oddając je z powrotem, bo bardziej opierałem się na zaufaniu do maklera niż na tym, czego się dowiedziałem z tych sformułowań w umowach. Musiałem tylko przekonująco kiwać głową, że wszystko rozumiem, gdy czytał umowę i punkt po punkcie tłumaczył mi wszystko po angielsku. Stwierdziłem po prostu, że ten miły facet nie ma chęci oszukania mnie, siedząc w swoim przytulnym biurze obok domu umiejscowionym w okolicy portu jachtowego w Ekenäs i dokonując transakcji z obcokrajowcem w imieniu banku.

Przedstawiciela banku nie było na miejscu – transakcja była samodzielnie koordynowana przez maklera i jemu też wcześniej wręczałem zaliczkę. Na koniec pojechaliśmy do banku, aby zrobić przelew z mojego konta w Niemczech. Jeszcze 28 grudnia 2010 roku otrzymaliśmy klucze do naszego domu.

  wnętrze
łąka przed domem

Łąka przed moim domem.

 

Obecnie, po remoncie dachu na wiosnę i latem 2011, razem z Maciejem, naszym zaprzyjaźnionym stolarzem z Polski, zabieramy się za renowację wnętrz. Remont dachu kosztował mnie około 50 tys. koron, czyli znacznie więcej niż przypuszczałem. Cóż, dachówka Vettinge kosztuje w Szwecji 18 koron, czyli 9 złotych, a wygląda jak polska esówka, ma tylko inny wymiar. Jak wiadomo, polska esówka kosztuje 2 złote. Drewno jest droższe w Kalmarze, nawet w najtańszym Byggmaxie kosztuje około 100% więcej niż w Polsce. Ale cóż, dach jest gotowy, a deseczek dużo nie potrzebowaliśmy. Trochę jeszcze zejdzie na drobiazgi, choć jakość półproduktów drewnianych jest zdecydowanie lepsza niż u nas.

Wszystkie instalacje działają bez zarzutu – elektryczna, centralne ogrzewanie z piecem na drewno lub pelety, woda ciepła i zimna. Do wody ciepłej zdecydowałem się jednak na bojler elektryczny, który jest bardziej komfortowy w lecie. Całkiem sprawna była też kanalizacja oraz szambo – osadnik gnilny, komora fermentacyjna i przepływowa.

W sprawie wywózki śmieci i opróżniania szamba odwiedził mnie, oczywiście odpłatnie, pracownik KSRR (Kalmarsundsregionens renhållare) – komunalnej firmy, która zajmuje się wywózką śmieci oraz szlamu z osadników w gminie Kalmar i paru okolicznych. W moim przypadku wszystko razem kosztuje około 3000 koron rocznie.

Do kosztów doszedł też wpis w księgach wieczystych (lagfart) za kwotę około 11 tys. koron. Dom kupiliśmy na spółkę brytyjską LTD, więc wpis w Lantmäteriet kosztował nas więcej niż na osobę prywatną*. Zamierzamy w przyszłości otworzyć tu filię spółki, może nawet zorganizować mały pensjonat.

Podstawowym walorem nieruchomości jest dość duża działka (ponad 2000 m2) i położenie ze wspaniałym widokiem. W pobliżu, ok. 5 km na południe, 18-dołkowe pole golfowe Möre – klub, restauracja i hotel. Również 5 km, ale w przeciwnym kierunku port jachtowy Ekenäs. No i wspaniała okolica z lasami i jeziorami: Åsnen (ryby połykają wędki razem z wędkarzami) oraz Bolmen (podobnie).

Lasy są też pełne prawdziwków – Szwedzi nie interesują się grzybami, poza pieczarkami z Polski lub kurkami. W lasach zwierzyna – sarny obok naszego domu żerują bez żenady, głębiej można spotkać też łosie i bardzo rzadko rosomaki. Daleko na północ, w okolicach Älvsborg zdarzają się podobno niedźwiedzie brunatne.

 

Szwecja, anonse1

 

Lasy Blekinge, Skanii, Östergötland, Skaraborg, zresztą całej południowej i środkowej Szwecji, są podobne do tych na Mazurach – wysokie i gęste świerkowo-jodłowe bory, jakby z Ostrołęki kierować się na Rozogi i za wsią w prawo drogą na Mrągowo i Ruciane.

Szwedzi mówią, że wchodząc do tych lasów w Kalmarze trzeba zabrać ze sobą strzelbę, śpiwór i wędkę. Najbliższe wyjście jest w Geteborgu.

 

Zobacz też

Mieszkania

 

 

Robert K.
info@szwecja.net

 
 

*Wpis nieruchomości do księgi wieczystej (Lagfart + stämpelskatt) kosztuje 825 sek plus procent od większej z dwóch wartości – sumy sprzedaży lub wartości podatkowej. Dla osób prywatnych i związków mieszkańców jest to 1,5%, a dla osób prawnych 4,25%. Dane z 2012 r., źródło Lantmäteriet...

 

   
Ekenäs
 

Ekenäs – parę kilometrów od mojego domu.