pil Szwecja / Nowiny / 2010 / ...    
 

Niedziela, 14 listopada 2010 r.   00425

Sahlin odchodzi

Po kilkudniowej burzy medialnej wokół kierownictwa szwedzkich Socjal­demokratów szefowa partii Mona Sahlin poinformowała w niedzielę 14 listopada, że rezygnuje ze swego stanowiska. Przyczynę sromotnej klęski w tegorocznych wyborach i słabnących notowań coraz częściej upatry­wano w nieudolnym kierownictwie partii. Organizacje lokalne mają teraz 10 dni na wyłonienie swoich kandydatów. 4 grudnia poznamy nazwisko nowego wodza Socjaldemokratów. Formalnie zostanie on wybrany w marcu przyszłego roku, podczas nadzwyczajnego kongresu partii.

Niespodzianka była oczekiwana

W ostatnich wyborach parlamentarnych 19 września 2010 r. Socjaldemokraci ponieśli porażkę. Uzyskali najgorszy wynik od 96 lat. Nie da się ukryć – wynik stulecia. To już drugie wybory z kolei, w których Socjaldemokraci przegrywają walkę o władzę w Szwecji. To też między rekordy włożyć należy. Poprzednio, w 2006 roku, ówczesny szef partii Göran Persson ogłosił swoją abdykację już w noc wyborczą. Sahlin ograniczyła się teraz jedynie do konstatacji faktu, że wynik wyborów jest katastrofalny, po czym wezwała wiernych by nie tracić nadziei.

Nadzieja jednak nie spieszyła się z powrotem w szeregi największej niegdyś partii politycznej Szwecji. Czerwono-zielona koalicja wyborcza – Socjaldemokraci, Komuniści i Zieloni – zaczęła szybko trzeszczeć w szwach. Fredrik Reinfeldt, premier mniejszościowego rządu centroprawicy, z łatwością rozgrywał poszczególne partie, zmuszając ich do popierania propozycji rządowych. Alternatywą dla nich było głosowanie wspólnie z parlamentarnymi debiutantami, Szwedzkimi Demokratami, odsądzanymi od czci i wiary za ich nacjonalizm i niechęć do imigrantów. W ostatnich wyborach uzyskali oni rolę języczka u wagi w riksdagu. Czerwono-zieloni sami zapędzili się w kąt deklarując, że nigdy, przenigdy nie będą głosowali razem z SD. Padli przy pierwszym ciosie Fredrika. Do negocjacji w sprawie dalszego udziału wojsk szwedzkich w Afganistanie Reinfeldt zaprosił jedynie Socjaldemokratów i Zielonych, wykluczając Komunistów. Dwaj sojusznicy w podskokach zdradzili trzeciego – i po koalicji. Głosowali jak Fredrik chciał.

Porwano nam partię!

Socjaldemokraci gonią w piętkę. Utrata pozycji partii, która jest przy władzy (jak nie zawsze, to na ogół), spadła jak grom z jasnego nieba zarówno na partyjny beton, jak i na oportunistów. Nie dość, że przegrywają wybory, to jeszcze przestali być największą partią kraju. Wyprzedzili ich ich główni rywale – prawicowi Moderaci. Nowi Moderaci, należy dodać. Od wielu lat grupa młodych działaczy pod wodzą Fredrika Reinfeldta przekształcała wizerunek partii w kierunku centrum, podkradając powolutku ulubione hasła Socjaldemokratów – i zwolenników. Doszło do tego, że Reinfeldt ogłosił swoją partię jedyną partią „ludzi pracy” w Szwecji. Co gorsza coś w tym jest. Tylko 22% „ludzi pracy”, powiewających dotychczas na czerwonych sztandarach, zagłosowało na Socjaldemokratów. Jeden z czołowych Socjaldemokratów rozpaczał – porwano nam partię! Mona Sahlin znalazła się w idiotycznej sytuacji wodza, który pędzi za tłumem pokrzykując: Poczekajcie na mnie, przecież jestem Waszym przywódcą!

Poprzednik Sahlin i wieloletni premier Szwecji Göran Persson w swoim wywiadzie-rzece powiedział o niej, że myślenie nie jest jej najmocniejszą stroną. Dobrze wypada w mediach, potrafi dostarczyć komunikat, ale nie wymyślać strategię. Pewnie miał rację. Na przywódcę partyjnego wybrano ją w końcu nie z powodu walorów intelektualnych, a jedynie z powodu płci. Na fali opętania rasowopłciowego postanowiono wybrać kobietę. Nawet po przejściach – takich jak malwersacja państwowych pieniędzy i inne przekręty. To za te „osiągnięcia” Sahlin musiała w 1995 roku opuścić politykę na kilka lat. Przekazanie partyjnych sterów w ręce Mony Sahlin okazało się fatalnym posunięciem (zobacz: Wódz poszukiwana).

Fryzjer

Od kilku tygodni rozpętała się medialna burza na temat sytuacji w partii Socjaldemokratów. Najpierw krótkie noty prasowe o fali niezadowolenia wewnątrz partii. Potem włączyła się usłużna młodzieżówka, która wprost zażądała zmian na szczycie. Po kilku dniach było już wiadomo, że sprawa jest przesądzona.

Niedzielną konferencję prasową Mona Sahlin zaczęła od informacji, że wczoraj była u fryzjera. Dopiero potem wyznała, że na nadzwyczajnym kongresie nie będzie kandydowała o przedłużenie mandatu szefa partii. Kongres odbędzie się dopiero w marcu przyszłego roku. Do tego czasu partia będzie dryfować.

Mona Sahlin jest pierwszym liderem Socjaldemokratów, który nie został szefem rządu i pierwszym, który został praktycznie zmuszony do dymisji. Pozostawia ona partię w chaosie. Wyjście z tej matni nie będzie proste, również dla jej następcy. Nie jest wykluczone, że nie ma go wcale.

nic Mona Sahlin

Mona Sahlin
Foto: Magnus Selander

 

 

 

   
 

Ryszard Nowak
rn@szwecja.net