Szwecja / Nowiny / 2008 / ...  
 

Piątek 21 listopada 2008   00438

   

Północne landy IV Rzeszy

Bez publicznej debaty, wstydliwie i po cichutku, szwedzki riksdag (sejm), przyjął „traktat lizboński”, unijną konstytucję wersji B. Równie bez sensu można było ratyfikować wersję A, tę z 2004 roku. Obie wymagają zgody wszystkich 27 państw UE, a zostały już odrzucone w tych krajach gdzie społeczeństwu pozwolono zabrać głos. Jedna we Francji i Holandii, druga w Irlandii. Kontynuacja procesu ratyfikacyjnego to wyjątkowo brutalne szyderstwo z demokracji i narodów Europy.

Przed ratyfikacyjnym głosowaniem w riksdagu - 20 listopada 2008 - nie było żadnej poważnej debaty w mediach. Nawet w przeddzień przeciętny Szwed nie mógł się dowiedzieć, że jutro ważą się losy jego kraju. Zamiast tego organizowano zainteresowanie społeczeństwa wokół morderstwa w Umeå, odtworzenia DNA mamuta oraz odkrycia, że 20% Brytyjczyków wysyła SMS z toalety.

Poprzedzająca głosowanie debata w riksdagu przeciągnęła się natomiast do późnych godzin wieczornych, co tutaj jest ewenementem. Miało to zapewne stworzyć wrażenie zaangażowania społecznego i świadomej decyzji przedstawicieli narodu. Długa lista mówców przekonywała na zmianę za i przeciw, mimo że wynik głosowania był już przesądzony.

Przyjęcie traktatu wymagało kwalifikowanej większości 5/6 głosujących, nie licząc nieobecnych i wstrzymujących się od głosu. Przeciwnikami traktatu byli jedynie komuniści (Vänsterpartiet) oraz zieloni (Miljöpartiet). Razem mają oni 41 mandatów. Gdyby wszyscy 349 głosowali, to 59 głosów sprzeciwu mogło powstrzymać ratyfikację traktatu lizbońskiego. Wśród pozostałych partii byli posłowie, którzy zapowiedzieli wyłamanie się z dyscypliny partyjnej i głosowanie przeciw.

Motywy oponentów były różne. Szwedzcy komuniści, którzy są silnie powiązani z lewicowymi związkami zawodowymi, są z gruntu antyunijni, zwłaszcza po przegranej w trybunale UE procesu przeciwko estońskiej firmie Laval. Ten wyrok temperuje nieco samowolę związków, które dążą do wyeliminowania ze szwedzkiego rynku pracy firm i ludzi z Europy środkowej, zwłaszcza Polski, oraz z krajów bałtyckich. Komuniści stają więc w obronie „svenska modellen” (model szwedzki), świętej tutaj zasady organizacji rynku pracy.

Zieloni mieli dotychczas w swoim programie żądanie wystąpienia z UE. Dopiero podczas kongresu, parę tygodni temu, usunięto ten postulat niewielką przewagą głosów.  Dla budowania jedności partii Zieloni muszą teraz wykazać się większym krytycyzmem wobec UE.

Przeciwnicy traktatu z pozostałych partii wskazywali na niedemokratyczny tryb przyjmowania traktatu, brak debaty publicznej i jego konstytucyjny charakter, co wymaga przegłosowania w dwóch różnych kadencjach sejmu.

Najlepiej jednak powagę chwili opisał w swoim wystąpieniu Jan Lindholm, poseł zielonych z Dalarna.

- W ocenie przyszłych historyków ratyfikacja traktatu lizbońskiego będzie zapewne ostatecznym rozwiązaniem niepodległego państwa Szwecja. Mniej niż 20% kompetencji ustawodawczej pozostanie tutaj, w riksdagu. UE zadecyduje w praktyce kiedy mamy wyzbyć się naszej szwedzkiej waluty. Nie „czy?” tylko „kiedy?”. Przyjmując ten traktat lekceważymy więc wcześniejszą decyzję narodowego referendum w tej sprawie. Szwedzka neutralność przestanie istnieć w rzeczywistości i polityką zagraniczną będzie sterował wspólny minister UE. Będzie bardzo trudno dostrzec niepodległe państwo w tym, co pozostanie.

- W powszechnym rozumieniu demokracja to przekładnia woli narodu. Jeżeli traktat lizboński ma być lepszy dla demokracji niż obecny nicejski, jak twierdzą zwolennicy Lizbony, to dlaczego musimy go przyjmować w tak poniżającej i niedemokratycznej formie? Czyż nie wywołuje to w was co najmniej zakłopotania? Czy nie odczuwacie niesmaku, że ten „lepszy traktat” musicie narzucić narodowi wbrew jego woli?

Jan Lindholm zwracał uwagę, że w żadnych wyborach do riksdagu w ostatnich latach nie nagłaśniano spraw unijnych. Żadna partia polityczna nie może więc powoływać się na mandat społeczny, gdy chodzi o rezygnację z decyzyjności krajowych organów władzy i przekazanie jej ciałom unijnym.


 

Zwolennicy traktatu ograniczali się do demagogii, okrągłych komunałów, a nawet zwykłych kłamstw. Jednym z nich - powtarzanym również przez dzisiejsze media - było twierdzenie, że już 24 kraje przyjęły traktat lizboński przed Szwecją. Otóż prawdą jest, że proces ratyfikacji nie został jeszcze zakończony co najmniej w Czechach, Niemczech i Polsce, a Irlandia odrzuciła traktat. Co ciekawe, również unijna strona internetowa europa.eu też niezgodnie z prawdą przedstawia Polskę i Niemcy jako kraje, które ratyfikowały traktat.  

Odrzucenie traktatu przedstawiano niemalże jako groźbę dla światowego pokoju i zamknięcie drogi dla nowych krajów kandydujących do UE. - To głosowanie jest unikalną szansą dla bardziej pokojowego rozwoju w naszej części świata - twierdziła Walburga Habsburg Douglas, posłanka Moderatów. Miała pewnie na myśli art. 42: „Kraje członkowskie zobowiązują się do stałego wzrostu zdolności militarnych... rozwoju przemysłu zbrojeniowego...” itd.

Carl B Hamilton z partii Liberałów posunął się tak daleko, że obciążył oponentów traktatu wywołaniem światowego kryzysu gospodarczego. – Ci, co zagłosują dzisiaj „nie”, wystąpią przeciw interesom robotników Volvo, przeciwko pracownikom SAABa, przeciwko tym, co pracują w Sandvik - grzmiał Hamilton. Liberalny poseł twierdził, że przyjęcie nowego traktatu zwiększy możliwości państwowego interwencjonizmu.

   
 

Ostatecznie, po wielogodzinnych przekomarzankach postanowiono rozwiązać Szwecję. Oto wyniki głosowania:

243 - za przyjęciem traktatu lizbońskim,
38 - przeciw,
13 - wstrzymało się od głosu,
54 - nieobecnych.

243/6=40,5. Zabrakło więc tylko trzech głosów, by traktat nie przeszedł.

Partie głosowały:
Za przyjęciem traktatu: 95 s, 88 m, 22 c, 23 fp, 15 kd.
Przeciw: 1 c, 20 v, 18 mp.
Wstrzymali się: 8 s, 2 c, 3 kd.
Nieobecni: 27 s, 9 m, 4 c, 5 fp, 6 kd, 2 v, 1 mp.

Zdecydowana większość Szwedów nadal nie ma świadomości, że Szwecja jako niepodległe państwo przestanie istnieć, gdyby traktat wszedł w życie. Jej pozycja zostanie zdegradowana do czegoś w rodzaju północnych landów IV Rzeszy. W mediach raczej głucho na ten temat. Brak zwyczajnych w takich wypadkach sondaży na stronach internetowych. Czołowy dziennik Dagens Nyheter uznał za ważniejsze pytanie: „kto jest Twoim ulubionym Idolem”. Pozwoliłem więc sobie zrobić własny, bardzo nienaukowy sondaż. Zapytałem 36 młodych Szwedów: „Jakie wczorajsze wydarzenie w Szwecji uważasz za najważniejsze?”. Odpowiedzi były różne - żadna nie dotyczyła traktatu lizbońskiego.

   
 


Ryszard Nowak
rn@szwecja.net