Szwecja.net / Nowiny / 2007 / ...    
 

Sobota 6 stycznia 2007   00377

Wódz poszukiwana

Szwedzcy Socjaldemokraci nadal szukają kandydata na partyjnego przywódcę. W noc po przegranych wyborach, 17 września 2006 roku, ówczesny szef partii i jednocześnie premier Szwecji, Göran Persson, zapowiedział swą abdykację. Jego następca zostanie wybrany na partyjnym zjeździe w marcu tego roku. Jednak spekulacje na temat dziedzictwa socjaldemokratycznego tronu kwitną już od pamiętnej wrześniowej nocy.

HSB

Göran Persson został przywódcą partii Socjaldemokracji 16 marca 1996 roku. Piastował on wówczas funkcję ministra finansów w rządzie Ingvara Carlssona. Do socjalistycznego rytuału w Szwecji należy zaprzeczanie, że chce się zostać partyjnym przywódcą. Na pytania dziennikarzy, czy jest gotowy objąć to stanowisko, Persson konsekwentnie odpowiadał „nie”. Prawowierny socjaldemokrata nie może tu okazywać dążenia do władzy. Dopiero gdy „partia wzywa”, najchętniej błagalnie, pod naporem głosu ludu – niechętnie i z ociąganiem, podkreślając konieczność wypełnienia partyjnego obowiązku, kandydat zgadza się w końcu i zostaje wybrany.

Persson był przywódcą dominującym i nie znoszącym sprzeciwu. Już jako samorządowy polityk w Katrineholm był nazywany HSB. Jest to skrót znanej spółdzielni mieszkaniowej w Szwecji (Hyresgästernas Sparkasse- och Byggnadsförening / Lokatorska Spółdzielnia Oszczędnościowo-Budowlana), któremu nadano nowe znaczenie „Han Som Bestämmer” - Ten Kto Decyduje.

Rezultatem dominującego stylu Perssona jest brak samodzielnych talentów politycznych na partyjnych szczytach. Szansę na karierę mieli raczej potakiwacze, niż kreatywni twórcy politycznych rozwiązań. Tak więc po abdykacji Perssona niełatwo będzie Socjaldemokratom znaleźć następcę na miarę poprzednika.

Kryteria

Wygląda jednak na to, że wcale nie o to chodzi. Podstawowym kryterium doboru dla największej partii politycznej w Szwecji nie są wartości intelektualne, polityczne wizjonerstwo, zdolności przywódcze, kompetencja socjalna, czy choćby wykształcenie. Nie, żadne takie tam burżuazyjne dyrdymały. Podstawowym kryterium kwalifikacyjnym dla przywódcy Socjaldemokratów jest... technika oddawania moczu. Od samego początku postanowiono, że nowy przywódca ma być kobietą, wykluczając raczej wybór mężczyzny na to stanowisko. Wpływ techniki oddawania moczu na efektywność kierownictwa partyjnego Socjaldemokratów nie został dotychczas wyjaśniony. Mimo to główną kwalifikacją przyszłego przywódcy ma być jego płeć. Świadczy to o wyjątkowej wulgaryzacji szwedzkiego życia politycznego.

Kandydatki

Kolejne kandydatki, proponowane przez media, lub partyjne organizacje lokalne, zdecydowanie zaprzeczały jednak gotowości objęcia zaszczytnej funkcji - zgodnie z obowiązującym rytuałem. Jako pierwsza odmówiła Margot Wallström. Trudno jej się dziwić. Robi ona właśnie świetną karierę w Brukseli - piastuje tam funkcję pierwszej wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej. Powrót do Szwecji i zarządzanie opozycyjną partią z problemami nie brzmi zapewne dla niej zbyt kusząco. Jeszcze mniej atrakcyjną musi być perspektywa objęcia kierownictwa partii dzięki wyżej wspomnianym kryteriom rekrutacji.

Następna kandydatka, Carin Jämtin, w poprzednim rządzie minister ds. współpracy międzynarodowej, również odmówiła. Twierdzi, że woli koncentrować się na pracy jako opozycyjny polityk w Radzie Sztokholmu.

Szwecja  

Göran Persson


 

Mona

Wśród osób spełniających wymagania techniczne, na placu boju pozostała teraz jedynie Mona Sahlin, partyjna weteranka, która jak na razie nie powiedziała „nie”. Miała ona szansę zostać szefową partii i jednocześnie premierem rządu już w roku 1996. W końcu 1995 roku, po zapowiedzi rezygnacji Ingvara Carlssona ze stanowiska szefa partii i jednocześnie premiera, była ona jedyną kandydatką na te funkcje. Okazało się jednak, że Sahlin - wówczas wicepremier - notorycznie nadużywała rządowej karty kredytowej. Na koszt podatników kupowała artykuły codziennego użytku, nawet pieluchy i słodycze, płaciła za prywatnie wypożyczane samochody i pobierała dziesiątki tysięcy koron z bankomatu.

Ponadto Sahlin zatrudniała na czarno opiekunkę do dzieci oraz nie płaciła abonamentu radiowo-telewizyjnego. Tylko za te dwa ostatnie występki zmuszono niedawno do dymisji dwóch ministrów w obecnym rządzie Fredrika Reinfeldta.

Gdy sprawa nadużyć wyszła na jaw, Sahlin tłumaczyła się, że ona tylko „pożyczała” i zamierzała kiedyś wszystko oddać. Do dzisiaj Mona Sahlin jest nazywana „Mona-lona”, czyli Mona-pożyczka*. W wyniku afery Sahlin musiała podać się do dymisji i wycofać się z pierwszoplanowej polityki.

Z politycznego lamusa wyciągnął ją po paru latach Göran Persson, dając jej posadę wiceministra w swoim rządzie. Być może zrobił to z wdzięczności, że to dzięki jej przekrętom i związanej z tym aferze, Persson został szefem partii i premierem rządu w 1996 roku.

Teraz po raz drugi Mona-lona jest więc jedyną - jak na dzisiaj - kandydatką na tron Socjaldemokratów. Byłby to wymarzony przeciwnik dla rządzącej obecnie centroprawicowej koalicji. Mając tyle „za uszami” będzie wdzięcznym obiektem ataków. Jej wiarygodność jest znikoma lub żadna. Nie pozostanie to bez wpływu na wizerunek Socjaldemokratów i ich polityki.

Mimo medialnych zapowiedzi należy jednak wątpić, że Socjaldemokraci popełnią aż taki błąd. Będą musieli raczej znaleźć inną kandydatkę, lub zmienić kryteria doboru. Nie jest też wykluczone, że zgodnie z socjalistycznym rytuałem któreś „nie” okaże się „tak”.


rn
rn@szwecja.net

 

   

Mona Sahlin


 

*) lån = pżyczka, låna = pożyczać; spolszczona wymowa „lona”.