Szwecja.net / Nowiny / 2006 / ...  
Szecja

Środa 24 maja 2006   00367

Anna Fotyga i Jan Eliasson, szefowie polskiej i szwedzkiej dyplomacji uczestniczyli w seminarium na temat doświadczeń Polski, Irlandii i Szwecji po rozszerzeniu Unii w 2004 roku.

UE25 - dwa lata doświadczeń

Z pewnym opóźnieniem zorganizowano w Sztokholmie seminarium poświęcone efektom rozszerzenia Unii w Polsce, Irlandii i Szwecji. W Polsce szeroko bowiem debatowano tę kwestię już na długo przed drugą rocznicą akcesji do UE. Media w Szwecji też od dawna donosiły, iż socjalni turyści z nowych krajów Wspólnoty, nie obciążyli - mimo wysuwanych obaw - budżetu zabezpieczeń społecznych.

Konferencję zaaranżowali szwedzki Instytut Studiów Europejskich, polski Instytut Badań Społecznych, szwedzkie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ambasada Polska w Szwecji.

Szef szwedzkiej dyplomacji Jan Eliasson, który otworzył wraz z polską minister spraw zagranicznych panią Anną Fotygą seminarium, mówił o Unii jako projekcie dla pokoju, demokracji i rozwoju. I mimo - według Eliassona - wyłącznych korzyści płynących z rozszerzenia UE, debatę na temat akcesji nowych państw cechuje wyraźny eurosceptycyzm.

Analizując przyczyny tego, Eliasson tłumaczył, iż negatywne skutki globalizacji często przypisywane są zjawisku rozszerzania Unii. Zdaniem szefa szwedzkiej dyplomacji, jedną z błędnych koncepcji stanowi to, że rozszerzenie prowadzi do wzrostu konkurencji ze strony „krajów niskich płac”. To przyczynia się w konsekwencji do dumpingu płac, pogorszenia warunków zatrudnienia i wreszcie do utraty miejsc pracy w starych państwach Unii.

Za skutki rozszerzenia uznaje się również powolny przyrost gospodarczy w wielu krajach Wspólnoty oraz wysokie bezrobocie.

Tymczasem ostatnie raporty Komisji Europejskiej wskazują na to, że argumenty o spowolnionym tempie wzrostu gospodarczego są bezzasadne. Ostatnie rozszerzenie bowiem to „ekonomiczny sukces”.

Według analiz KE, gospodarki w nowych państwach Unii, wykazują szybkie tempo wzrostu, przyczyniając się do niwelowania różnic w płacach i pod względem stopy życiowej wobec zamożniejszych sąsiadów.

Pojawianie się nowych państw w UE wywiera również presję na europejski przemysł, by go restrukturyzować. Stanowi również bodziec do śmielszych inwestycji.

Eliasson wyraził również przekonanie, że przyłączenie się nowych państw do Unii i zwiększenie liczby jej członków z 75 mln. do 450 mln. zwiększyło zacznie jej konkurencyjność na globalnym rynku.

- Z 25 państwami i ponad 450 milionową populacją UE generuje jedną czwartą światowego PNB i odpowiada za ponad połowę pomocowych środków dla rozwoju państw, jakimi dysponuje się w świecie- ocenił Eliasson.

W jego opinii, dyskutując zdolności unijne integrowania nowych państw, nie można zapomnieć faktu, iż proces ten przyczynia się do stabilizacji i polepszenia koniunktury nie tylko w krajach UE, ale również u ich wschodnich i południowych sąsiadów.

 

Na temat społecznych wymiarów członkostwa Polski w Unii mówił Maciej Kaczyński z Instytutu Spraw Publicznych. W latach 90. procesowi transformacji w Polsce towarzyszyła mantra „Powrotu do Europy”. Poparcie dla Unii wynosiło wówczas aż 80 procent. Po pewnym spadku popularności integracji w okresie przedakcesyjnym, poparcie dla UE znów osiągnęło poziom 80 procent, po dwóch latach przynależności do niej. Jedynie 11 proc. opowiedziało się przeciwko członkostwu. Wynik ten świadczy o tym, że Polacy są zadowoleni z członkostwa w większym stopniu, niż przeciętny Europejczyk. Procent osób deklarujących, iż przynależność do krajów Wspólnoty przysporzyło im więcej osobistych korzyści, niż strat, okazał się bowiem dwa razy większy, niż osób uznających jej skutki za negatywne. 57 procent Polaków jest zdania, że UE odbiło się korzystnie na naszej gospodarce. Ponadto ocenia się, że prywatne przedsiębiorstwa (47 proc.) stały się większymi beneficjentami, niż państwowe (32 proc.).

Wśród krajów UE10, jedynie Litwa wyróżniła się większym entuzjazmem dla Unii.

Jeżeli chodzi o rynek pracy, dominuje w tym roku opinia (34 proc.) , iż UE nie wywarła żadnego wpływu na ten sektor. 28 procent uważa , że Unia przełożyła się na wzrost zatrudnienia. Natomiast 29 proc. stwierdziło, że raczej na jego spadek.

Rok po akcesji Polski jeden na siedmiu Polaków zadeklarowało, że po 1 maja 2004 roku ktoś z ich najbliższej rodziny wyjechał z Polski za chlebem.

Według oficjalnej statystyki, najpopularniejszym krajem imigracji stały się Niemcy. Po nich Wielka Brytania. Polacy znaleźli tam zatrudnienie w sektorze administracji, marketingu, hotelarstwa i gastronomii. Względnie wielu naszych rodaków wyemigrowało do Włoch, Irlandii i Holandii. Przeważający procent ankietowanych osób znalazło legalną pracę. Nadal jednak większość deklaruje chęć pracy na czarno.

Maciej Kaczyński referował również, że rok temu, dominowała opinia, iż integracja miała negatywny wpływ na poziom życia Polaków. Obecnie większość osób uważa, że oddziałała raczej pozytywnie, niż negatywnie na standard życia.

O ile społeczno-ekonomiczne skutki integracji są dostrzegalne po stosunkowo krótkim okresie członkostwa Polski w Unii, to oddziaływanie w sferze cywilizacyjno-kulturalnej da się ocenić - według analiz IPA - prawdopodobnie dopiero w przyszłości.

Postawa Polaków wobec UE kształtowana jest w dużej mierze poprzez świadomość o jej cywilizacyjno-kulturalnych aspektach. Więcej niż połowa dostrzega pozytywne efekty integracji na środowisko naturalne w Polsce. Niemalże połowa uważa , iż członkostwo przyczyniło się do polepszenia poziomu wiedzy, edukacji, a nawet stosunku do pracy. Dwóch na pięciu uważa, że efektywność pracy zwiększyła się po akcesji. Więcej, niż czwarty Polak na dziesięciu jest zdania, że UE oddziałuje korzystnie na system polityczny i prawny kraju. W dwóch sferach jednak Unia nie spowodowała zmian w mentalności: są nimi religijność i patriotyzm.

22 procent uznało, że integracja europejska wpłynęła na destabilizację rodziny. Przełożyła się jednak pozytywnie na relacje międzyludzkie, takie jak życzliwość i tolerancja.

Zupełnie inny charakter miało na konferencji wystąpienie profesora Eskila Wadensjö ze Szwedzkiego Instytutu Studiów Europejskich. Eskil Wadensjö skonstatował, że napływ pracowników z nowych krajów Unii po 1 maja 2004 r. nie miał miejsca w takiej skali, jakiej tutaj oczekiwano. Do Szwecji wyemigrowało bowiem w poszukiwaniu pracy jedynie 9 tysięcy osób. Największa grupa spośród nich to Polacy. Według Eskila Wadensjö, nasi rodacy znaleźli pracę przede wszystkim w sektorze opieki zdrowotnej. Procent zatrudnienia pracowników z Europy Środkowej był jednak niższy, niż wśród Szwedów.

Profesor tłumaczył fakt imigracji stosunkowo małej - w porównaniu z Wielką Brytanią i Irlandią - grupy z krajów UE10 do Szwecji, głównie czynnikami nieznajomości języka oraz niewielką ilością nowych miejsc pracy, powstałych na tutejszym rynku.

Obywatele państw akcesji nie okazali się też stanowić fali emigrantów, którzy wyjechali z kraju, by czerpać korzyści z systemu świadczeń socjalnych. Wypłaty dla osób nie zamieszkałych w Szwecji, wyniosły między marcem a grudniem w 2004 r. 82 mln sek. Większość z nich trafiła jednak nie do kieszeni imigrantów z UE10, lecz do obywateli Norwegii, Danii i Finlandii. Tylko 1 procent czyli 0,9 mln. sek. wypłacono rodzinom zamieszkałym w nowych krajach Unii.

Eskil Wadensjö wyraził nadzieję, że imigracja nowych członków Unii będzie równie pozytywnie oceniona, jak napływ do Szwecji pracowników z Finlandii w latach 70.


Anna Nowacka-Isaksson
ani@szwecja.net

 

Szecja

Jan Eliasson i Anna fotyga zainaugurowali seminarium „EU Enlargement - Experiences in Poland, Ireland and Sweden”

Piotr Kaczyński z Instytutu Spraw Publicznych