Szwecja.net / Nowiny / 2006 / ... Szecja  
Szecja

17 lutego 2006  00528

Koniec przesłuchań

Komisja Konstytucyjna - Konstitutionsutskottet, KU - badająca przyczyny zaniedbań rządu po katastrofie tsunami w grudniu 2004 roku, zakończyła swe przesłuchania. Na pytania komisji odpowiadali wysocy urzędnicy państwowi oraz członkowie rządu - cztery panie minister oraz premier Göran Persson.

Katastrofa tsunami, mimo że wydarzyła się w regionie Oceanu Indyjskiego dotknęła wielu Szwedów. Jednym z krajów, który mocno ucierpiał w tej katastrofie jest Tajlandia, popularny cel podróży w Szwecji. W grudniu 2004 roku znajdowało się w regionie katastrofy około 20 tysięcy szwedzkich obywateli. Ponad 500 osób zginęło. Odległa tragedia stała się bliską.

Ci, którzy przeżyli katastrofę i rodziny tych, których pochłonęły fale tsunami są oburzeni na szwedzkie władze, które nie potrafiły na czas zorganizować pomocy. Mnożą się przykłady opieszałości, braku inicjatywy, a często arogancji wobec ofiar. Dużo więcej energii wykazały wówczas prywatne osoby, czy też ludzie z branży turystycznej. Ogromny podziw i uznanie całej Szwecji zdobyła wówczas Lottie Knutsons z biura podróży Fritidsresor, która błyskawicznie oceniła sytuację i z ogromną energią organizowała pomoc, nie tylko dla swoich klientów, przebywających w rejonie katastrofy. Lottie wykazała dużo więcej bystrości umysłu i inicjatywy niż cały szwedzki rząd wraz ze swą armią urzędników.

Już w styczniu 2005 powołano Komisję Obywatelską do zbadania poczynań szwedzkiego rządu i władz państwowych po katastrofie tsunami. Skład i przewodnictwo Komisji było uzgodnione w porozumieniu ze wszystkimi partiami parlamentarnymi. Pierwszego grudnia 2005 komisja złożyła swój raport - 500 stron druzgoczącej krytyki socjaldemokratycznego rządu Görana Perssona. Raport wywołał spore zamieszanie na szwedzkiej scenie politycznej. Podniosły się głosy żądające dymisji premiera lub, co najmniej, minister spraw zagranicznych Laili Freivalds. Piszemy o tym w serii artykułów pt. Fale tsunami...

 

+info:

Szwedzkiie partie polityczne.

Skład rządu.

 

Miłościwie nam panujący, premier Göran Persson.

 

Minister spraw zagranicznych, Laila Freivalds - najbardziej krytykowana.

 

Do dymisji rządu ani minister nie doszło. Głównym argumentem opozycji przeciwko wniesieniu wotum nieufności był brak możliwości jego przegłosowania w riksdagu, szwedzkim sejmie. Socjaldemokratyczny rząd szwedzki jest wprawdzie rządem mniejszościowym, bez własnej większości parlamentarnej, ale jest on na ogół lojalnie wspomagany przez Komunistów i Zielonych, z którymi ma podpisaną umowę o współpracy. Peter Eriksson, przywódca Zielonych, powiedział jednak oficjalnie, że Laila Freivalds powinna poddać się do dymisji i dalej, że jeżeli przesłuchania Komisji Konstytucyjnej nie wniosą nic nowego - okoliczności łagodzących - to Zieloni będą gotowi poprzeć wniosek o wotum nieufności dla Freivalds.

Przesłuchania KU nie wniosły wiele nowego, a jeżeli to jeszcze bardziej ugruntowały obraz rządu centralnie sterowanego przez premiera Perssona w otoczeniu gnuśnych, pozbawionych wszelkiej fantazji i inicjatywy pań, ministrów. Potwierdzony został brak istnienia sprawnej organizacji kryzysowej i rząd nie wykazuje nadal niezbędnej inicjatywy w jej tworzeniu. Masowa krytyka najwyraźniej do premiera nie dotarła. Gdyby Szwecję dotknęła jakaś katastrofa teraz, to chaos będzie podobny.

W ciągu najbliższych tygodni Zieloni muszą się zdecydować, czy dotrzymają wcześniejszych obietnic i poprą wniosek o wotum nieufności, czy też zadowolą się jakąś "naganą" dla Freivalds, w zamian za mglistą obietnicę udziału w rządzie, o ile będą go tworzyli socjaldemokraci po tegorocznych wyborach.

We wczorajszym wywiadzie dla Dagens Nyheter Eriksson potwierdził swoją opinię, że Freivalds powinna odejść. Zastrzegł się jednak, że Zieloni nie mają zamiaru wywoływać kryzysu rządowego. Na pytanie, czy poprą wniosek o wotum nieufności odpowiadał wymijająco.

Wotum nieufności będzie aktualne dopiero po zakończeni prac KU. 23 marca komisja ma ogłosić swoje stanowisko, a na 5 kwietnia planowana jest debata sejmowa w tej sprawie.


rn

rn@szwecja.net

 

   

Peter Eriksson, przywódca Zielonych.

Jego partia ma najmniej głosów w riksdagu, zaledwie 17. Jednak, wobec równowagi bloków, stanowi "języczek u wagi" i ma nieproporcjonalnie wysoki wpływ na decyzje parlamentu.