Szwecja.net / Nowiny / 2006 / ...    
Szecja

02 stycznia 2006  00579

Korkowy podatek

Trzeciego stycznia stratuje tak zwana Próba sztokholmska (Stockholmsförsöket). Każdy wjazd i wyjazd samochodem do i ze Sztokholmu, w godzinach 6.30-18.29, będzie kosztował od 10 do 20 SEK, ale maksymalnie 60 SEK dziennie. Czerwono-zieloni politycy znaleźli nowy, doskonały sposób na robienie kasy - najpierw zaniedbali rozbudowę dróg, a teraz każą za to płacić mieszkańcom okolic Sztokholmu. Ich samych to nie dotyczy - mieszkają w centrum, a w razie potrzeby korzystają z limuzyn lub taxi, za które też płacą podatnicy.

3,8 miliarda koron (1,6 mld PLN), będzie kosztowało podatników to doświadczenie, w którym rolę królików pełnią mieszkańcy przedmieści Sztokholmu. Samochody zarejestrowane za granicą nie są objęte tym haraczem. Na polskich tablicach jeździmy więc za darmo.

W gminach graniczących ze sztokholmską przeprowadzono referenda w tej sprawie. Ich wynik był jednoznaczny - żadnych opłat! Mimo to, 20 października 2004 Riksdag (szwedzki sejm) zatwierdził propozycję umożliwiającą wprowadzenie przez gminę Sztokholm podatku od wjazdu do Sztokholmu (prop. 2003/04:169). Przewagę w Riksadagu mają socjaldemokraci wspomagani przez komunistów i zielonych. Podobnie jest w Zarządzie Sztokholmu.

Podatek nazwano „trängselskatt” - podatek od ciasnoty, podatek od korków samochodowych. W celach propagandowych próbuje się go nazywać podatkiem dla ochrony środowiska, co zdaniem ekspertów, jest zwykłym oszustwem.

Podatek wprowadza się na próbę w okresie od 3 stycznia do 31 lipca 2006. Potem nastąpi analiza rezultatów. 17 września, razem z wyborami do Riksdagu, mieszkańcy gminy Sztokholm będą głosowali za lub przeciw podatkowi. Warto zauważyć, że gmina Sztokholm to tylko mała część tak zwanego dużego Sztokholmu, na który składa się aż 26 gmin.

Technicznie rozwiązano to tak, że nad drogami prowadzącymi do centrum ustawiono urządzenia, które sczytują rejestracje przejeżdżających samochodów i naliczają podatek. Nie ma możliwości wybrania innej drogi, gdyż bramki otaczają miasto jak średniowieczne mury. Położony na wyspach Sztokholm, łatwo odgrodzić od reszty świata.

Korkowy podatek wprowadza się pod pretekstem konieczności zmniejszenia natężenia ruchu drogowego w Sztokholmie. I owszem, taka potrzeba niewątpliwie istnieje, jednak jedynym uczciwym rozwiązaniem jest zbudowanie obwodnicy, tak by wszystkie samochody jadące z Malmö do Kiruny nie musiały przejeżdżać przez centrum Sztokholmu. Jeżeli ta sama, rządząca większość parlamentarna przeciwstawia się rozbudowie dróg i jednocześnie - stosując niedemokratyczne sztuczki - wprowadza system, na którym zbija kasę, to... dudnienie bitych piersi zagłusza śmiech ludu.

Odsłaniającym totalitarną inspirację jest sposób egzekwowania korkowego podatku. Otóż kierowca sam musi notować wszystkie swoje przejazdy przez bramki i godziny przejazdów, po czym zapłacić podatek tak,  by znalazł on się na koncie Urzędu Podatkowego w ciągu pięciu dni. Urząd nie wysyła żadnego rachunku.

Tak więc do standartowego wyposażenie samochodu należy dołączyć notatnik przyklejony do kierownicy oraz zegar satelitarny, zsynchronizowany z zegarem Urzędu. Jeżeli płacimy poprzez najbardziej tutaj powszechne, dawne PostGiro - niegdyś prosta i bardzo tania forma przelewów - obecnie pod nazwą PlusGiro, przejęta przez najbardziej osławiony szwindel-bank w Szwecji - Nordea (państwowy oczywiście) - to koszty przelewów wyniosą kilka tysięcy rocznie.

Urząd jest jednak łaskawy. Możemy zawsze odszukać najbliższy „Kiosk Ruchu” i tam zapłacić gotówką. Kiepskie to pocieszenie dla mieszkańców przedmurza, którzy swój najbliższy kiosk mają... za murem.

Jest jeszcze kilka innych możliwości płacenia. Każda z nich wiąże się jednak z posiadaniem odpowiedniego sprzętu, dużym ryzykiem oszustwa lub wymaga od obywatela 1-2 godzin każdorazowo pańszczyźnianej pracy na rzecz Urzędu.

Jak brutalny jest ten system ilustruje taki oto scenariusz.

Szecja

Svensson pominął w swoich notatkach, i nie zapłacił, przejazdu za 10 SEK. Urząd nalicza dodatkowe 70 koron i wysyła upomnienie. Niestety w kamienicy Svenssona mieszka 10 Svenssonów i list przepadł u innego. Po czterech tygodniach Urząd nalicza i żąda dodatkowych 500 SEK. Svenssonowie wyjechali niestety w tym czasie na wakacje. Po kolejnych czterech tygodniach sprawa zostaje oddana do komornika, własnościowe mieszkanie Svenssonów zostaje zawładnięte przez Urząd i sprzedane na aukcji. Svenssona można dziś spotkać, spacerując tunelem sztokholmskiego metra, od T-centralen w kierunku ratusza. Bezdomny Svensson gra tam na grzebieniu, żona go porzuciła, a dzieci przejęła tak zwana „służba socjalna”, znana bardziej pod nazwą familje-gestapo.

Wszelkie podobieństwo nazwisk - przypadkowe.


rn
rn@szwecja.net

Ps. Słowo „korkad” - spolszczając „korkowy” - oznacza po szwedzku - głupi, idiotyczny.