Szwecja / Nowiny / 2005 / ...   luty 2005
 

Anna Nowacka-Isaksson,
luty 2005 r. 00484

Szwedzkie związki bronią swego

Dumping płac - uważa Związek Szwedzkich Elektryków i organizuje kampanie prasowe, by bronić swoich interesów. Wedle Związku Pracodawców Przedsiębiorstw Energetycznych polscy monterzy z firmy „Polskie Sieci Elektroenergetyczne System”, otrzymali większe wynagrodzenie, niż przeciętnie zarabiający elektryk szwedzki. Polacy pracowali przy naprawianiu przewodów elektrycznych w południowej Szwecji, którą w początku stycznia nawiedził huragan, przerywając dopływ prądu aż do ok. 450 tys.gospodarstw.

- Twierdzenie, że elektromonterzy padli ofiarą dumpingu płac jest wzięty z powietrza - mówi Björn Tibell szef Związku Pracodawców Przedsiębiorstw Energetycznych. Polacy otrzymali przyzwoite wynagrodzenie, nawet nieco wyższe, niż przeciętne płace elektryków w Szwecji. Zarabiali bowiem 23-25 tys. kr, 135-140 koron na godzinę. - To dwa razy więcej, niżby otrzymali u siebie w kraju - wyjaśnia Tibell. Mimo że monterzy z PSE System pojechali już do domu, formalnie są nadal członkami Związku Pracodawców Przedsiębiorstw Energetycznych. Ich przyłączenie się do organizacji gwarantuje też, że podlegają szwedzkim regułom - dodaje Björn Tibell.

Tibell chwali wkład Polaków w akcję usuwania skutków huraganu w południowej Szwecji. - Zdobyli sobie u nas bardzo dobrą opinię. Pracowali fantastycznie - ocenia Tibell.

Obawy związków zawodowych o dumping płac na rynku pracy uważa Tibell generalnie za zasadne. W przypadku elektromonterów z Polski jednak nie ma podstaw do zarzutów o nieprawidłowości. Otrzymali oni płace w pełni porównywalne ze szwedzkimi - podkreśla. Mam na to dowód w postaci przesłanego faksu z firmy PSE System (o zmienionej od 1 lutego nazwie na Volteon SA). - Nie mogę tym informacjom nie ufać - wyjaśnia.

- To, że przyjęto Polaków potraktowaliśmy jako prowokację - opowiada Jonas Wahlin szef prasowy Związku Elektryków. Przedsiębiorstwa energetyczne Vattenfall i Sydkraft zatrudniały Niemców, Finów i Norwegów, co nie stanowiło najmniejszego problemu. Kiedy jednak wybrano do pracy Polaków, związek zdecydował się na zamieszczenie anonsu najpierw w sztokholmskim „Metrze”, a potem w sześciu lokalnych gazetach w Polsce, w tym w „Życiu Warszawy”.

W dramatycznym ogłoszeniu w „Metrze” widnieje para rąk, a pod nią slogan: „Czy widzisz różnicę. My też nie, ale te ręce należą do Polaka. Szwedzcy pracodawcy jednak uważają je za mniej warte”.

Związek oponuje przeciwko handlującym tańszą siłą roboczą pracodawcom. Pracodawcy bowiem pozwalają zagranicznym przedsiębiorstwom, które użyczają swoich pracowników, by ci wstępowali do szwedzkiego związku pracodawców. W tej sytuacji pracowników obejmują umowy zbiorowe i wówczas związki zawodowe czują się bezsilne, nie mogąc podejmować akcji protestacyjnych przeciwko konkurencyjnym wynagrodzeniom dla cudzoziemców.

Wahlin odmawia informacji na temat kosztów kampanii w polskiej prasie. Zapewnia jednak, że była ona względnie tania w porównaniu z cenami szwedzkimi. Poza tym odzew na akcję, okazał się według niego pozytywny.

Intencją związku w przeprowadzonej kampanii prasowej było - tłumaczy Jonasa Wahlin - „zademonstrowanie solidarności” z polskimi elektrykami poprzez uświadomienie im, jakie płace i prawa im przysługują na szwedzkim rynku. Chciano też zaapelować do Polaków, by przyłączali się do szwedzkich związków zawodowych i uniknęli w ten sposób dyskryminowania ich przez tutejszych pracodawców. Pracodawcy wykorzystują bowiem - zdaniem Jonasa Wahlina - pracowników z Europy Środkowej i republik nadbałtyckich, płacąc im miesięcznie o 10 tys. kr mniej, niż Szwedom. Dają im do dyspozycji szatnie i toalety, których by nigdy nie zaakceptowali miejscowi robotnicy. Nie wspominając już o przestrzeganiu wymogów bezpieczeństwa zatrudnionych. O ryzyku pracy elektryka świadczy fakt, że w czasie robót przy usuwaniu ściętych przez huragan drzew na południu w Smalandii zginęło kilka osób.

- Polacy może posądzaliby nas o rasizm, albo że dążymy do protekcjonizmu i próbujemy bronić się przed napływem pracowników z innych krajów - wyjaśnia Wahlin. Wspólny unijny rynek pracy to żadna groźba dla nas. Chcemy jedynie poinformować, że pracodawcy nie mają prawa ustalać wynagrodzeń cudzoziemców poniżej poziomu przeciętnej płacy w Szwecji i narażać ich na gorsze warunki zatrudnienia - tłumaczy.

W opinii szefa Związku Elektryków Stiga Larssona pracodawcy powinni gwarantować przeciętnie 22,5 tys. koron na miesiąc brutto. - Nie mieliśmy możliwości kontroli polskiej firmy PSE System, ale z tego, co się dowiedzieliśmy, choć tego ostatecznie nie potwierdzono, pracodawcy nie dopuścili się dumpingu płac. Sądzę też, że Polacy otrzymali należne ubezpieczenia społeczne - mówi Larsson.

Dla związku ważne jest, by przy zatrudnianiu cudzoziemców została zachowana zasada „neutralności w konkurencji”, w celu uniknięcia wygrywania robotnika przeciwko robotnikowi dyskryminującym wynagrodzeniem oraz „prawo współdecydowania w przedsiębiorstwie”. W przyszłości związek zamierza zająć się kwestią uregulowania chorobowego i ubezpieczeń społecznych dla pracowników.

- Postępowanie szwedzkich związków elektryków wobec polskich to nic innego, niż kwestia socjalnego protekcjonizmu - mówi Jan-Peter Duker zastępca szefa „Szwedzkiej Gospodarki” - konfederacji szwedzkich przedsiębiorstw zrzeszającej ok. 55 tys.firm.

- Związki zawodowe widzą w robotnikach z zagranicy zagrożenie dla własnych interesów i konkurencję - kontynuuje Duker. Twierdzą, że zmierzają do przeciwdziałania dumpingowi płac, ale w rzeczywistości chcą chronić poziom swoich własnych wynagrodzeń. Uważają bowiem, że zagraniczne przedsiębiorstwa, w tym polskie, doprowadzają do obniżenia szwedzkich płac na skutek konkurencji.

- Wedle budowlańców zagraniczne przedsiębiorstwa są zobligowane płacić wynagrodzenia zawsze na poziomie będącym przeciętną płacy Szwedów. Zgodnie z tą logiką połowa Szwedzkich pracowników byłaby narażona na dumping, ponieważ ci mają płace poniżej przeciętnej! - mówi Duker.

- Na pewno jednak związki będą walczyć do końca - zapewnia .Związek elektryków nigdy nie organizował akcji wobec Polaków, ale wcześniej zdecydował się na opublikowanie anonsu-protestu w lokalnej gazecie w Rydze, w czasie trwania konfliktu z Łotyszami. Chodziło wówczas o wysuwany przez Szwedów wymóg dostosowywania się łotewskich budowlańców do szwedzkiego modelu.

Sprawa pracowników budowlanych z Łotwy stała się głośna, kiedy Szwedzi zastosowali wobec Litwinów blokadę. Żądali podwyższenia niskich płac budowlańców w wysokości 14 tys. koron (z lokum i wyżywieniem) miesięcznie o 10 tys. Chodziło im o to, by robotników łotewskich pracujących na rynku szwedzkim obowiązywały tutejsze umowy zbiorowe, a nie łotewskie. Budowlańcy przerwali niedawno blokadę. Rząd łotewski zamierza jednak odwołać się do Trybunału w Strasburgu i pozwać Szwedów o etniczną dyskryminację. Minister pracy Hans Karlsson ostatnio przyznał, że umowy zbiorowe trzeba będzie zreformować, ponieważ stanowią przedmiot konfliktów między szwedzkimi i zagranicznymi firmami.

W końcu lutego blokada zagraża dwóm polskim firmom budowlanym. Z wiadomych powodów. Czy kolejny konflikt zakończy się również w Trybunale w Strasburgu?

Na razie wszystko wskazuje wszakże na to, że Unia nie za bardzo ufa szwedzkiemu związkowemu „liberum veto” i umowom zbiorowym grozi sukcesywna utrata racji bytu i znaczenia.
 

Anna Nowacka-Isaksson
ani@szwecja.net

 

Zobacz również:

Anno Nowacka-Isaksson - Strach przed tanimi Polakami

Piotr Wolodarski - Związki zawodowe poniżają naszych sąsiadów

Szwecja, anonse1