Szwecja / Nowiny / 2004 / ...    
 

Peter Wołodarski, Sztokholm 16 lutego 2004 r. 00645

Związki zawodowe poniżają naszych sąsiadów

„ONI są w Sztokholmie, Lulea i Skanii”, mówi sekretarka prasowa Związku zawodowego pracowników budowlanych (Byggnqads, oddział LO*), Monica Swärd w wywiadzie dla gazety Arbetaren (nr 6/04). I powtarza: „Dopóki 'oni' mają dziwne imiona i wracają do domu na weekend, dopóty nie mamy żadnego 'my' i 'my'.”

Tak wyraża się reprezentantka Związku, poproszona o wyjaśnienie kampanii prasowej i bilbordowej, przedstawiającej bałtyckich i polskich robotników pracujących w Szwecji jako tanie dziwki.

Rozmawiałem z Sandrą Veinberg, sztokholmską korespondentką łotewskiej telewizji. Opowiadała mi, że wstydzi się raportować o poczynaniach szwedzkich związków zawodowych: „To jest potwornie poniżające” - mówi Sandra. „Związek nie okazuje żadnej solidarności z nami. Zastanawiam się, jak można być tak nieludzkim i cynicznym? Moi koledzy w kraju, nie mogą uwierzyć, że to prawda. Nie chcą pokazać tych afiszów w telewizji. Szwecja jest mimo wszystko naszym sąsiadem.”

Niezbyt wielu Szwedów podziela, to całkiem uzasadnione oburzenie Łotyszów. Brak jednoznacznej reakcji w masmediach. Wygląda na to, że prostytucyjna propaganda jest akceptowana przez społeczeństwo. Pozostałe związki, zrzeszone w LO nie komentują oficjalnie tego, że związkowe akcje zaczynają być synonimem szowinizmu.

Gdzie się podziała solidarność, którą tak często szermuje LO? Związek twierdzi, że ich kampania ma na celu powstrzymać „wykorzystywanie ludzi”. Jest to oczywistym nonsensem.

Obywatele nowych krajów UE, dziękują bardzo za taką „pomoc”. Zwłaszcza po tym jak przez kilka lat związek jeździł po południowej Szwecji i kontrolował rzemieślników obcokrajowców czy mają pozwolenie na pracę lub NIP. Nie można ufać organizacji, która samowolnie przybiera rolę policji. Całkiem słusznie szwedzki rzecznik do spraw dyskryminacji nazwał prześladowanie polskich i bałtyckich przedsiębiorców „szykanowaniem etnicznym”.

Echo protekcjonizmu jest nader wyraźne gdy związek mówi o „ładzie i porządku” na rynku pracy. Z tym, że szwedzkie przedsiębiorstwa otrzymują kontrakty po drugiej stronie Bałtyku, nie ma związek żadnych problemów. Drażni go tylko to, że obcokrajowcy mają dostęp do szwedzkiego rynku.

Mówi się często o zaniżaniu płac, jednak w rzeczywistości chodzi o to, że związek boi się stracić swoją wyjątkową władzę i uprzywilejowaną pozycję w branży.

Dzięki korzystnemu systemowi prowizyjnemu 1,5% pensji każdego pracownika idzie prosto do związkowej kasy. W ciągu 2003 roku zarobił związek w ten sposób 190 milionów SEK (ok. 95 mln PLN), nie licząc 320 milionów SEK uzyskanych z opłat członkowskich.

Jeżeli zbyt dużo Polaków i Bałtów zacznie pracować w Szwecji może nastąpić zachwianie tego systemu, gdyż raczej niewielu z nich zapisze się do związku. Ich pracy nie będzie można kontrolować w każdym detalu poprzez centralnie negocjowane „umowy kolektywne”.

To narusza pozycję związku, czego ta organizacja nie może zaakceptować. Już dzisiaj ostro zwalcza się tych, którzy nie chcą „stanąć w szeregu”. Gazeta związkowa donosi np. o trzech stolarzach, którzy zostali odcięci od funduszu zasiłków dla bezrobotnych tylko za to, że pracowali dla firmy odnajmującej pracowników.

Może jednak -- jak twierdzi związek -- to, że obcokrajowcy będą pracowali w Szwecji na nieco gorszych warunkach stanowi duży problem. Niekoniecznie.

Tak samo jak my kupujemy towary produkowane taniej w Polsce, musimy zaakceptować, że Polacy mogą pracować tutaj za nieco mniejszą pensję niż Szwedzi. To ich bardzo konkretny atut konkurencyjny. Gadanie o niewolniczej płacy jest groteskowe, wziąwszy pod uwagę to, że zapłata i tak znacznie przewyższa tę, którą można uzyskać w Polsce.

Szwedzkie „umowy kolektywne” nie mogą być narzędziem służącym do odtrącania obywateli dawnego bloku socjalistycznego. Oczywiście, że mogą zdarzać się nadużycia i należy je zwalczać ale Szwecja musi pozostać otwarta dla zagranicznej siły roboczej. Wszyscy na tym skorzystają.

Jeżeli my nie dopuścimy do pewnego rodzaju konkurencji płac, jakżesz będzie można przekonać np. Francuzów, żeby kupowali tanie produkty żywnościowe z Polski? I jak przekonać pozostałe kraje UE, żeby pozwoliły najbiedniejszym krajom świata eksportować swoje produkty rolne do Unii.

Główną zasadą Unii Europejskiej jest solidarność. Oby bezwstydne stanowisko Związku nie było nigdy stanowiskiem Szwecji.

 
Piotr Wołodarski
peter.wolodarski@dn.se

---

Szwedzka wersja artykułu dostępna na str. Dagens Nyheter

LO Plakat

Obelżywa kampania Szwedzkich związków zawodowych.

Zobacz też:
Nasza fałszywa idylla.

Niesolidarność

 

 

Szwecja, anonse1

 

Szwecja, anonse1

 

 

 

LO* — LandsOrganisation, największa centrala związków zawodowych w Szwecji, odpowiednik dawnego PRL-owskiego CRZZ; ściśle związana z partią Socjaldemokratów, jest istotnym elementem władzy.