Szwecja / Nowiny / 2004 / ...    
 

Anna Nowacka-Isaksson, Sztokholm, październik 2003 r. 00592

Strach przed tanimi Polakami

Premier Göran Persson nie wyklucza, że szwedzki rynek pracy zostanie od razu otwarty dla wszystkich nowych członków Unii Europejskiej. Tymczasem sześć central związkowych już wystąpiło do rządu o wprowadzenie dla "10" okresów przejściowych - od trzech do siedmiu lat. Na okres przejściowy (z wyjątkiem Cypru i Malty) zdecydowała się - do ponownego rozpatrzenia kwestii za dwa lata - sąsiednia Finlandia.

- W Unii żaden kraj nie ma obowiązku nikogo utrzymywać. Jeżeli po trzech miesiącach nie znajdujesz pracy w kraju, do którego przybyłeś, to go opuszczasz i jedziesz do innego - tłumaczy deputowana z partii liberałów Ana-Maria Narti.

Związki zawodowe są przekonane, że po otwarciu rynku pojawią się trudne do przezwyciężenia problemy.
- Gdy otworzy się granicę, na rynku zapanuje Dziki Zachód, chaos, handel "niewolnikami", którzy podkopią system układów zbiorowych. Zagrozi to interesom naszych pracowników - nie będą w stanie konkurować z "tanimi" Polakami - rozwija pesymistyczny scenariusz Ulf Hansson ze Związku Pracowników Gmin.

Pracownik za pięć złotych

Za ustalaniem kwoty nowych członków Wspólnoty, których Szwecja byłaby w stanie przyjąć do pracy, przemawia jego zdaniem to, że kilkuletni okres przejściowy pozwoliłby chociaż częściowo wyrównać różnice standardów życia starych i nowych obywateli Unii. Zahamowałoby to spodziewany gwałtowny napływ osób gotowych podjąć pracę na tutejszym rynku na każdych warunkach. Umożliwiłoby też uporanie się z miejscowymi przedsiębiorcami, którzy nie płacą podatków na świadczenia socjalne, zatrudniając cudzoziemców półlegalnie.

Przekonanie Związku Pracowników Gmin, że natychmiastowe otwarcie rynku pracy spowoduje powstanie na nim po poszerzeniu UE ogromnych zakłóceń podzielają organizacje pracowników transportu, budowlańców, pracowników nieruchomości, elektryków, malarzy oraz usług i komunikacji. Wszystkie przytaczają argument "taniości Polaków i Litwinów", stanowiących trudną do zwalczania konkurencję dla szwedzkiej siły roboczej.

- Imigranci przyjmują pracę u rolnika za 10 koron (ok. pięciu złotych - przyp.red.) za godzinę i mieszkają w szkodliwych dla zdrowia warunkach, w starych, wilgotnych przyczepach kempingowych - mówi Ulf Hansson. W porcie w Ystad przyjeżdżającym na zarobek Polakom rozdaje więc broszury z napisaną po polsku informacją, by żądali od szwedzkich pracodawców pensji zgodnych z układami zbiorowymi.

Szwedzkiego prawa jazdy, pozwolenia na pracę, wprowadzenia wyraźnej granicy między statusem pracownika a właściciela przedsiębiorstwa oraz przeciwdziałania konkurencji ze strony tanich pracowników z nowych krajów UE, domagają się transportowcy. Przejrzystości zasad zatrudnienia oraz noszenia przez wszystkich pracowników plakietek z nazwiskiem na miejscach budowy żądają budowlańcy - pracownicy branży, w której straty ponoszone z powodu oszustw podatkowych szacuje się na równowartość około 5 mld złotych rocznie. Ogólne straty ocenia się na sumę odpowiadającą 50 mld złotych rocznie.

Przykład Niemiec i Austrii

Hans Tilly z Zarządu Federacji Związków LO twierdzi, że naiwnością byłoby nie brać przykładu z Niemiec i Austrii, to znaczy nie zastosować specjalnych przepisów dla nowych członków Unii. Zarząd sformułował postulaty, które mają wpłynąć na uruchomienie mechanizmów, takich jak wymóg posiadania specjalnego pozwolenia przez firmy pośredniczące w wynajmowaniu siły roboczej, zaostrzenie kontroli czy zobowiązanie firm ogłaszających przetargi do uiszczania zaliczki na poczet podatków i świadczeń socjalnych ich pracowników.

Rząd powołał specjalną grupę "szybkiego reagowania", która ma za zadanie "zaprowadzić w kraju porządek" i dopilnować, by zagraniczne przedsiębiorstwa nie mogły nieuczciwie konkurować ze szwedzkimi firmami dzięki wypłacaniu pracownikom nieprzyzwoicie niskich wynagrodzeń.

- To, że Persson nie widzi potrzeby wprowadzenia w Szwecji okresów przejściowych dla swobodnego przepływu siły roboczej z nowych państw członkowskich, nie znaczy, że tak będzie. To tylko wyraz jego woli. Do 1 maja 2004 roku jeszcze wszystko może się zmienić - mówi Per Badd z Zarządu Federacji Związków. W jego opinii wobec zamknięcia rynku pracy przez Niemcy, Austrię i Finlandię istnieje duże ryzyko, że Szwecja stanie się nie tylko celem dla tych, którzy szukają nielegalnej pracy, ale i obiektem "turystyki socjalnej". Przed taką "turystyką" zabezpiecza się już Dania. Rozważane są metody zapobiegania sytuacjom, w których nowi obywatele Unii po przepracowaniu w tym kraju powiedzmy dwóch dni, nabyliby prawo do zasiłku chorobowego wypłacanego przez rok.

Obawy przed nadużywaniem szwedzkiego systemu socjalnego wyraziła Berit Rollen, autorka rządowego raportu "O rozszerzeniu UE i przemieszczaniu się siły roboczej". Jej zdaniem po rozszerzeniu UE kwitł będzie handel fikcyjnymi kontraktami na pracę, a goniący za zyskiem "przedsiębiorcy" będą aranżować grupowe wycieczki dla poszukiwaczy szczęścia z Europy Wschodniej i republik nadbałtyckich. W zeszłym roku z Europy Wschodniej przyjechało do Szwecji 30 tysięcy "turystów". - Z tego zapewne 29 tysięcy zatrudniło się na czarno. Po poszerzeniu Unii będzie ich o wiele więcej - spekuluje Ulf Hansson.

Niechciani, ale niezbędni

Profesor ekonomii Jan Ekberg, współpracujący przy tworzeniu rządowego raportu w roli eksperta, uważa, że wprowadzanie okresów przejściowych jest niepotrzebne.

- Asymilacja przyszłych imigrantów z Europy Wschodniej będzie przebiegała zupełnie inaczej niż w przypadku uchodźców w minionym dziesięcioleciu, z których wielu nie dostosowało się do szwedzkiego rynku pracy - podkreśla w rozmowie z "Rzeczpospolitą". Nawet gdyby imigracja objęła 100 tysięcy osób, to wpływy w postaci podatków przysporzą państwu równowartość 1,5 - 2 mld złotych rocznie, już po odliczeniu kosztów na naukę języka, opiekę zdrowotną, zasiłki socjalne, emerytury, itp.

Konfederacja Przedsiębiorców Szwedzkich (SNL) zdecydowanie opowiada się za polityką zatrudniania przyjazną nie tylko wobec obywateli nowej "10", ale również osób pochodzących spoza UE. Tym bardziej że mimo bezrobocia (4 proc.) w niektórych rejonach Szwecji występują problemy z zatrudnieniem.

Ankieta przeprowadzona w zeszłym roku przez konfederację wykazała, że około stu tysięcy miejsc pracy nie zostało obsadzonych w pierwszym półroczu z powodu braku kompetentnych pracowników. Najgorzej sytuacja wygląda w sektorze państwowym, zwłaszcza w służbie zdrowia i opiece społecznej. Wobec starzenia się społeczeństwa problemy z naborem pracowników w przyszłości jeszcze się pogłębią.

MSZ zapewnia, że rząd podejmie decyzję o rynku pracy przed zimą. Wcześniej chce się przekonać, czy Dania, która podobnie jak Szwecja chce uniknąć okresów przejściowych, nie przyjmie jednak tymczasowych rozwiązań.

Wszystkie prawicowe partie i Zieloni opowiadają się za bezwarunkowym otwarciem rynku pracy od pierwszego dnia członkostwa nowych państw. Pewien sceptycyzm wykazują jedynie socjaldemokracja i lewica.


Anna Nowacka-Isaksson
ani@Szwecja.net

Szwecja, anonse1

 

Szwecja, anonse1