Szwecja.net / Nowiny / 2004 / ...  
 

Sztokholm, 14 kwietnia 2004 r. = 00423 = 

Nasza fałszywa idylla

Szwedzkie unijne debaty są od dawna dosyć zakręcone. Obecna dyskusja osiągnęła jednak dno w notowaniach ostatnich lat.

Wczoraj odbyły się konsultacje sejmowej komisji ubezpieczeń socjalnych z grupą ekspertów w sprawach rozszerzenia UE. Z całą powagą rozważano tam ryzyko, że dodatek rodzinny stanie się szwedzkim produktem eksportowym. Pomysł polega wyraźnie na tym, że jakiś spłukany Polak weźmie prom do Szwecji, zapisze się do kasy chorych i natychmiast zacznie kwitować zapomogę dla pięciorga swoich dzieci w Gdańsku.

Przesądy i niewiedza odpowiedzialnych polityków wprawia w osłupienie.

Pomijając nawet to, że chęć uzależniania się od szwedzkiej opieki socjalnej leży poza światem wyobraźni większości Polaków, którzy po latach komunizmu wiedzą doskonale jak bardzo destruktywny jest taki system, to i tak wymagany jest dłuższy pobyt w kraju aby otrzymać różne zapomogi socjalne.

Pobyt musi być dłuższy niż rok. Nie da się więc tylko przyjechać i natychmiast używać bankomatu opieki socjalnej. To jest po prostu zniekształcanie rzeczywistości, którym członkowie sejmowej komisji nie powinni się zajmować. Nie ma w tym również nic dziwnego, że Polak, który pracował tutaj przez cały rok, ma takie sama prawa do opieki jak Szwed. Płaci on przecież taki sam podatek jak Andersson czy Petersson. Nazywanie tego „socjalną turystyką” jest zwykłą obelgą.

Uwłaczające traktowanie nowych obywateli UE można dostrzec również w rządowej propozycji okresu przejściowego. Rząd wychodzi z założenia, że albo oni sami nie wiedzą co dla nich dobre i dlatego będą wykorzystywani na rynku pracy lub też odwrotnie - są doskonale zorientowani w sytuacji i... wykorzystują szwedzki system opieki społecznej.

Mówi się również o tak zwanej „regule 10 godzin”, która zapewnia dostęp do naszego systemu dobrobytu po przepracowaniu z górą jednego dnia. Jednak taka interpretacja również jest nieprawdziwa.

Podczas wczorajszych konsultacji niezależni znawcy prawa twierdzili, że nie istnieje żadna reguła 10 godzin.

- Nic takiego nie istnieje, powiedział profesor europejskiego prawa integracyjnego, Ulf Bernitz.
- Oni mają urojenia, stwierdził specjalista prawa UE, Ulf Öberg.

W rzeczywistości wymaga to sporo pracy - zauważył profesor Bernitz - aby zapisać się do operacyjnej kolejki w Szwecji. Wprowadzając dyskryminacyjne prawa, większość parlamentarna chce rozwiązać problem, który nie istnieje. A wszystko tylko dla tego, że premier Göran Persson zmienił zdanie, bo zobaczył program telewizyjny o nadużyciach.

Nie przedstawia to szwedzkiej demokracji w zbyt dobrym świetle. Jednak konsekwencje są równie destruktywne. Po 1 maja nie wystarczy, by Polak szukający pracy w Szwecji, znalazł pracodawcę. Musi on jeszcze wystąpić o pozwolenie na pracę w szwedzkiej ambasadzie w Warszawie, gdzie zwykły urzędnik będzie miał władzę by przystawić mu stempel Tak lub Nie na czole.

Tak gościnnie witamy nowych członków Unii w naszej fałszywej idylli.


Peter Wolodarski
peter.wolodarski@dn.se

Artykuł opublikowany w największym dzienniku szwedzkim Dagens Nyheter.
Tłumaczenie ze szwedzkiego: Ryszard Nowak. Tłumaczenie autoryzowane.

 

Zobacz też:
Związki zawodowe poniżają naszych sąsiadów

 

Peter Wolodarski

Zobacz też:
Związki zawodowe poniżają naszych sąsiadów.

Niesolidarność

 

Szwecja, anonse1