Szwecja.net / Turystyka / Relacje / ... =01206
 

Ewa Grychtoł, Szwecja 2008.

Sztokholm

W drodze do portu w Gdańsku układałam w myślach scenariusz podróży, a co za tym idzie treść przyszłej relacji. Jednak to, co nas spotkało przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wycieczka do Sztokholmu okazała się niezapomnianym przeżyciem.

Do Gdańska udało nam się dotrzeć pożyczonym samochodem, gdyż miska olejowa naszego uległa przedziurawieniu na jednej z remontowanych dróg. Szczęście w nieszczęściu, stało się to na parę godzin przed wyjazdem, dzięki czemu mieliśmy szansę sklecić na prędce „plan B” i wcielić go w życie. W całej akcji nieocenioną pomocą okazał się koordynator naszej wyprawy z serwisu Szwecja.net, który załatwił w firmie Polferries zmianę numeru rejestracyjnego na biletach promowych i zapewnił, że wszystko zostało dopięte na ostatni guzik. Tak też się stało. Sponsor rejsu, Polferries, zadbał o to, abyśmy bez problemu otrzymali właściwe bilety i miejsca w komfortowej kabinie.

Przeprawa promem stała się dla nas wspaniałą formą wypoczynku po trudzie całodniowej podróży przez zatłoczone ulice. Wieczorem, na górnym pokładzie, podziwialiśmy widok słońca chowającego się do snu za horyzontem. Na promie czas przestał dla nas istnieć. Wyspaliśmy się, a o poranku, wygrzewaliśmy się już w wesołych, letnich promieniach łagodzonych morską bryzą. Szwecja powitała nas fantastyczną pogodą.

 

Ewa Grychtoł - laureatka konkursu Szwecja.net 2007r.

 

 


   
 

Do Sztokholmu wjechaliśmy podekscytowani. Spokojne, uporządkowane miasto niezmiennie zachwycało architektonicznym połączeniem tradycji z nowoczesnością. W drodze do naszego hotelu minęliśmy przykuwającą uwagę, ogromną białą kopułę. Jak się dowiedzieliśmy, Globen, to hala widowiskowa, w której odbywają się różnego typu imprezy rozrywkowe, najczęściej koncerty światowej sławy gwiazd muzyki pop oraz rock’a. Minąwszy popularne obiekty starego miasta, wjechaliśmy w nowoczesną dzielnicę Norrmalm. Tutaj zlokalizowaliśmy nasz hotel Nordic Sea. W centrum jednak trudno było znaleźć dogodne miejsce do dłuższego postoju. We wszystkich uliczkach umieszczono znaki z wyznaczonym czasem parkowania. Zmotoryzowanym turystom radzę zwracać na nie uwagę, gdyż odpowiednie służby dbają o przestrzeganie przepisów, o czym mieliśmy okazję się przekonać. W końcu udało nam się znaleźć parking w pobliżu hotelu. Przy okazji poszukiwań odkryliśmy też wiele interesujących punktów w Norrmalm.

Wybrany przeze mnie hotel, Nordic Sea wywarł na nas pozytywne wrażenie. Panowała w nim odprężająca atmosfera. Przyjemny zapach, muzyka oraz akwaria umieszczone w hollu, wpływały na morski koloryt obiektu. Dość ascetyczne, nowoczesne wnętrza pokoi, kryły w sobie przemyślane rozwiązania, sprzyjające luksusowemu wypoczynkowi. Wykorzystano tam szwedzki design – harmonijne połączenie drewna i prostych linii oraz subtelnych barw. Ciekawostką jest, iż w Nordic Sea znajduje się pierwszy lodowy bar na świecie. Absolut Ice Bar zbudowany został w całości z lodu, włącznie z naczyniami. Jest on dostępny zarówno dla gości hotelowych, jak i osób z zewnątrz.

Hotel Nordic Sea w Sztokholmie.

W hotelu otrzymaliśmy karty Stockholm à la Carte. Owe karty uprawniają turystów do korzystania z większości środków sztokholmskiej komunikacji oraz do zwiedzania pałaców, szerokiej gamy muzeów i wszelkich innych atrakcji turystycznych – po okazaniu karty, zupełnie za darmo. Firma Destination Stockholm dodaje kartę do każdego pakietu hotelowego zawartego w swej ofercie. Zdecydowanie polecam taki środek osobom ciekawym świata, nastawionym na zwiedzanie, pragnącym zdobyć jak najwięcej wrażeń.

Czym prędzej zameldowaliśmy się, zostawiliśmy bagaże i wyruszyliśmy na podbój miasta. Wychodząc z hotelu zabraliśmy z sobą praktyczny przewodnik dołączony do Stockholm à la Carte. Dzięki niemu mogliśmy skutecznie zaplanować trasy zwiedzania, biorąc pod uwagę: lokalizację obiektów, dostępny środek transportu oraz potrzebny czas.

 


Globen - wyrazisty akcent w panoramie Sztokholmu.

 

Szwecja, anonse1

 

Choć nasz hotel znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie głównej stacji metra T-Centralen, na początek postanowiliśmy rozpocząć zwiedzanie od spaceru. Nowoczesna dzielnica tętniła życiem w godzinach popołudniowych i - jak się później okazało - nie tylko. My w pierwszej kolejności udaliśmy się jednak na przystań stateczków przy Ratuszu, a później na inną - w pobliżu Pałacu. Stwierdziliśmy, że tam biorą początek bardziej interesujące nas wodne wycieczki. Godnym polecenia jest na przykład dwugodzinny widokowy rejs stateczkiem „Pod mostami Sztokholmu”. My właśnie z niego skorzystaliśmy. Z perspektywy wód jeziora Melar można podziwiać główne wyspy, dzielnice miasta, znaczące historycznie budynki, a co najważniejsze, można wysłuchać wielu ciekawych historii dotyczących mijanych obiektów, a także funkcjonowania zarówno samej Stolicy, jak i całego kraju. Pod monumentalnymi mostami nie tylko przepływają łodzie, urządzane są tam co jakiś czas zawody lotnicze.

 

 

 

 

Spacerowe łodzie kursują nieustannie po wodnych autostradach Sztokholmu.

 

 

 

Kiedy stateczek zakończył trasę i dobił do przystani, zaczęło się powoli ściemniać. Przeszliśmy wzdłuż nabrzeża, po czym usiedliśmy. Obserwowaliśmy ruch środków komunikacji wodnej, wyspę Djurgården, Pałac Królewski. Większość oferowanych atrakcji o tej porze była już niedostępna. Tylko jedna z łodzi do nocy kursowała między przystanią, na której właśnie się znajdowaliśmy, a tajemniczą wyspą oddaloną o parę kilometrów od centrum. Owo tajemnicze miejsce nazwano Wyspą Piór – Fjädeholmarna*. Bez chwili zawahania weszliśmy na pokład łodzi. Oprócz nas znalazło się na niej jeszcze parę osób. Minąwszy dwa przystanki, dotarliśmy do celu – niewielkiej kamienistej wyspy. W całości zabudowana była ona w stylu typowo wiejskim. Czerwone domki, drewniane kafejki, małe pracownie rzemieślnicze, wystawy rękodzielnictwa artystycznego, gdzie można wszystkiego dotknąć, sklepik. Przyjezdni skupili się w gwarnych kafejkach, my natomiast woleliśmy szukać czegoś osobliwego.

Nie potrafiliśmy oprzeć się magnetyzmowi wąskich ścieżek, stworzonych jakby dla dzieci, zapraszających do pieszej wycieczki. Doprowadziły nas one do stodół, gdzie ręcznie budowano łodzie, do małego parku, a wkrótce do urwiska, z którego podziwiać można było Sztokholm. Choć piór nie znalazłam, odkryłam jedyną w swoim rodzaju „samotnię”, miejsce idealne do kontemplacji, patrzenia na miejską cywilizację z dystansem. W połączeniu z zachodem słońca, wyspa wydawała się zupełnie wyjątkowa, magiczna w całej swej prostocie.

 

 

Z powrotem zabrała nas ta sama łódź. Ominęliśmy fontannę z człowiekiem sięgającym gwiazd, jak sądziłam. Bła to rzeźba najwibitniejszego szwedzkiego rzeźbiarza Carla Millesa – Bóg Ojciec na tęczy (Gud Fader på Himmelsbågen). Po chwili ukazał się nam Sztokholm w wyjątkowo kolorowym wydaniu jak na tę porę dnia. Paręnaście wielobarwnych balonów, łapiących ostatnie promienie słońca, wyłaniało się zza horyzontu.

Później miasto otuliła noc. Tak minął pierwszy dzień w Stolicy.

Eskadra balonów nad Sztokholmem

Następnego dnia, o poranku wyruszyliśmy zwiedzać muzea na Zamku Królewskim. Z całego ogromnego budynku zwiedzającym udostępniono parę miejsc: muzeum Trzech Koron, mieszczące się w podziemiach, Skarbiec, Zbrojownię. Pozostałe pomieszczenia po dziś dzień w miarę potrzeb użytkowane są przez rodzinę królewską. Oczywiście Pałac zachwyca wielkością i bogactwem rokokowych wnętrz.

Po opuszczeniu zabudowy pałacowej, udaliśmy się w stronę malowniczej starówki, Gamla Stan. Stała się ona popularnym punktem programu każdej wycieczki po Sztokholmie.

 

Rzeźba Carla Millesa – Bóg Ojciec na tęczy (Gud Fader på Himmelsbågen).

 

Od samego rana pogoda sprzyjała spacerom. Przemierzaliśmy wąskie uliczki, podobnie jak cała reszta turystów znajdujących się na Gamla Stan. W pewnym momencie dostrzegłam, iż w cieniu jednej z kamienic siedzi krasnal. Podeszłam zaciekawiona tajemniczą postacią. Szepnęłam mu na ucho, żeby powiedział coś o mieście. Jednak ten, mimo sędziwego wyglądu, nie był w stanie opowiedzieć żadnej barwnej historii. Uśmiechał się tylko wstydliwie i rumienił onieśmielony. W tej kwestii, na tego pana nie można liczyć. Poszliśmy więc dalej. W pełni korzystaliśmy z uroków miejsca. Wstąpiliśmy do kościoła niemieckiego – Tyska Kyrkan, w którym co jakiś czas odbywają się koncerty chóru. Na placu Järntorget usiedliśmy w ogródku jednej z kawiarenek, aby wtopić się na jakiś czas w obrazek beztroskiego leniuchowania na tle staromiejskiej zabudowy.

Po chwilach błogiego relaksu, odwiedziliśmy jeszcze Muzeum Nobla. Znajdują się tam fotografie laureatów Międzynarodowej Nagrody oraz informacje dotyczące ich działalności. Ponadto w muzeum można obejrzeć modele cząstek, a także schematy działania procesów, latami odkrywanych przez sławnych naukowców. Muzeum Alfreda Nobla jest skarbcem informacji, organizowane są tu sympozja naukowe, wykłady. Zainteresowani mogą skorzystać z elektronicznej wiedzy dostępnej na miejscu lub wziąć czynny udział w debacie dotyczącej interesujących ich zagadnień. Druga opcja dostępna jest według programu muzeum.

Po opuszczeniu Starówki podążyliśmy w stronę przystani stateczków, skąd łodzią HOP ON - HOP OFF udaliśmy się na wyspę Djurgården. Miejsce to jest popularne ze względu na rozrywkowy charakter. Wesołe miasteczko – Gröna Lunds Tivoli, Muzeum Okrętu Vasa, Junibacken, Muzeum Nordyckie, a wreszcie Skansen połączony z zoo, to tylko niektóre z atrakcji, z których można skorzystać na Djurgården.

 

 

Muzeum nordyckie, z prawej muzeum okrętu Vasa.

W pierwszej kolejności rzucił nam się w oczy drewniany architektoniczny kolos, który stał tuż przy nabrzeżu. Było to muzeum Okrętu Vasa. Rozmiary konstrukcji wykonanej z drewna są tak pokaźne, gdyż została ona wzniesiona dosłownie wokół okrętu. Muzealny wrak wydobyto w 1961 roku. Historia mówi, iż w 1628 roku galeon zatonął zaraz po wypłynięciu z portu. Załoga zdążyła przepłynąć na nim zaledwie niecałą milę. Katastrofa nastąpiła na skutek wad konstrukcyjnych statku i obciążenia nadmierną liczbą dział. Vasa miał być chlubą szwedzkiej żeglugi, jednym z najważniejszych okrętów floty wojennej. Notabene planowano go wykorzystać przeciw Polsce w okresie wojen polsko-szwedzkich XVII wieku. Teraz zachowany w idealnym stanie wrak można podziwiać z paru pięter tarasów widokowych.

Okręt Vasa

 

Szwecja, anonse1

 

W drugiej kolejności podążyliśmy do Junibacken. Z zewnątrz niepozorny budynek mieścił w sobie całą gamę rozrywek dla dzieci, choć w rzeczywistości dorośli bawili się tam równie dobrze. Miniaturowe domki z wyposażeniem odpowiedniego rozmiaru, sprzęty, zabawki, drabinki, meble – przedmioty użytkowe wyjęte z minionych epok, scenografia rodem z ulubionych szwedzkich bajek. Można było wszystkiego dotknąć, wejść do każdego z domków, a nawet na dachy. Odwiedzenie Junibacken to prawdziwa przygoda zarówno dla małych pociech, jak i nieco starszych opiekunów. Główną atrakcją była przejażdżka swoista kolejką wagonikową, brnącą w coraz to nowe, coraz mroczniejsze scenerie bajek, baśni i legend. Do przejażdżki dołączono podkład głosowy. Dla udogodnienia można było wybrać sobie głos lektora w zależności od preferowanej wersji językowej. Całość przedstawienia robiła wrażenie ze względu na przepojone niepokojem, nieraz smutne i straszne, fragmenty, które przemieszane były z elementami nadziei i radości. Opowieść skutecznie urealniono kunsztowną oprawą wizualizacyjną łączącą ruch, efekty dźwiękowe oraz grę świateł. Z całą pewnością warto odwiedzić to miejsce.

Po wizycie w centrum zabaw, postanowiliśmy nadal podążać tym tropem. Udaliśmy się w stronę wesołego miasteczka, Gröna Lunds Tivoli. Słońce wytrwale górowało nad stolicą. Momentami dało się odczuć prawdziwie letnią spiekotę, dlatego też – dla ochłody – kupiliśmy sobie lody. Niefortunnie, w tamtym momencie zachciało nam się spróbować jakiegoś szwedzkiego smakołyka. Padło na lody PUCK. W tym miejscu pragnę przestrzec kulinarnych tradycjonalistów – lukrecja nie jest smakiem stworzonym do lodowych deserów. Inni niech próbują.

Gröna Lund - sztokholmskie wesołe miasteczko.

Gröna Lunds Tivoli nasycone było atmosferą zabawy. Zaskoczyła mnie ogromna ilość osób odwiedzających to miejsce. Do każdej z karuzeli trzeba było stać w kolejce. My uniknęliśmy przynajmniej tej przy kasie z biletami wstępu. Stockholm à la Carte umożliwiła nam bowiem bezpłatny wstęp również tam. W Parku Rozrywki największym powodzeniem cieszyły się oczywiście rollercoaster’y, strzelnice – mimo fantastycznej reklamy – trochę słabszym. Najbardziej charakterystyczne natomiast były wieże przeznaczone do spadania (widać je na załączonej fotografii). Cała zabawa polegała na tym, iż wciągano na górę krzesełka przymocowane bezpośrednio do wieży, po czym pozwalano im swobodnie spadać (wraz z pasażerem). Najbardziej zachęcającym do całego przedsięwzięcia, stał się sam fakt oglądania panoramy miasta z lotu ptaka. Jeśli ktoś miał ochotę przekąsić coś w przerwie pomiędzy atrakcjami zapierającymi dech w piersiach, dostępne były różnego typu dania fast food. Ogólnie Gröna Lunds Tivoli posiadało towarzysko-piknikowy charakter.

Na tym etapie naszej wycieczki pogoda uległa chwilowemu załamaniu. Niebo zachmurzyło się, a z chmur spadł rzęsisty deszcz. Zrobiło się chłodno. Przeczekaliśmy opady pod drewnianym zadaszeniem, po czym na piechotę wróciliśmy do hotelu. Nawet nie spostrzegliśmy, kiedy zapadł zmrok.

Sztokholm wyglądał bajkowo w nocnej scenerii. Rozległa tafla wody odbijała kolorowe światła miasta, w oddali widać było mieniące się jachty i statki-hotele. Monumentalne budowle wydawały się lżejsze na tle modrego nieba, a ogromne oświetlone mosty dodawały finezji swoimi koronkowymi kształtami nocnej panoramie.

 

 

Szwecja, anonse1

 
 

Sztokholm nocą.

 

 

 

Wreszcie nadszedł ostatni dzień naszego pobytu w Sztokholmie. Zaplanowaliśmy wykorzystać czas do końca i odwiedzić pozostałe interesujące nas obiekty. Zjedliśmy śniadanie wcześniej niż zwykle i od razu wyruszyliśmy w trasę. Moją uwagę przykuły rowery zaparkowane w rzędzie tuż obok dworca. Podobne można było spotkać w jeszcze paru miejscach. Służyły one jako miejski środek lokomocji. Rower taki dało się wypożyczyć na określony czas za niewielką opłatą. Zwracało się go natomiast na dowolnym miejskim parkingu rowerowym. Jakże prosty i funkcjonalny sposób odciążenia ruchu samochodowego wdrożono w życie.

Pierwszy punkt naszego programu tego dnia stanowiła Wyspa Rycerzy – Riddarholmen. Wyspa ta położona jest na zachód od Gamla Stan. Fragment jej zabudowy widać spod Ratusza. Na wyspie nie ma budynków mieszkalnych, pozostały natomiast zabytkowe pałacyki. Niektóre ich powierzchnie przysposobiono na biura. Znajdując się w tamtym otoczeniu nie sposób pominąć średniowiecznego Kościoła Riddarholmen. Znany jest on z tego, że pochowano w nim wszystkich władców szwedzkich, począwszy od XVII wieku. Na honorowym miejscu umieszczony został okazały nagrobek Gustawa II Adolfa.

 

 

 

Riddarholmen, wyspa w centrum Sztokholmu.

Po zwiedzeniu Riddarholmenskyrkan, dalej podążyliśmy na południe, w stronę dzielnicy Södermalm. Tam bowiem znajduje się Winda Katerina. Można nią wyjechać na specjalny taras widokowy, z którego roztacza się wspaniała panorama całego miasta. Polecam to miejsce osobom pragnącym uwiecznić Stolicę na fotografii. Stamtąd właśnie dojrzeć można charakterystyczne budowle, jak choćby Ratusz, wieżę Riddarholmen, czy nawet Rollercoastery z Parku Rozrywki. Ja z góry obserwowałam przechadzających się turystów, mknących na rowerach mieszkańców Sztokholmu, błyszczące jachty unoszące się na wodzie. Kilka obrazów pospiesznie zapisałam w pamięci, po czym wraz z towarzyszem podróży udaliśmy się na przystanek metra.

Naszym ostatnim celem stał się Pałac Drottningholm położony na przedmieściach Sztokholmu. Letnia rezydencja królów na wyspie Lovön, wybudowana została pod koniec XVII wieku w stylu renesansowym. Pałac otoczono wspaniałym barokowym ogrodem. Nie bez przyczyny, niektórzy nazywają to miejsce Szwedzkim Wersalem. W ogrodzie umieszczono paręnaście fontann, a także oczka wodne, alejki. Uporządkowana flora harmonijnie współgrała z tamtejszą fauną. Niesamowitym widokiem były dla nas zające, które swobodnie kicały po obszarze parku. Próbowaliśmy nawet śledzić jednego, ale wprowadził nas w żywopłot i na tym się skończyło. Wokół samego budynku Pałacu nie było już tyle swobody. Wartownicy pilnowali, by nikt nie wszedł dalej niż dozwolono. Udostępnione komnaty Pałacu można było zwiedzać tylko w określonych godzinach. Trudno się dziwić, niegdyś letnia rezydencja, jakiś czas temu stała się miejscem stałego pobytu królów.

Warto dojść parkowymi alejkami do końca, gdyż właśnie tam mieści się pawilon chiński z 1769 roku. Jak sama nazwa wskazuje, inspiracją do jego powstania stała się architektura i sztuka Dalekiego Wschodu. Do zabytkowej zabudowy należy również XVIII wieczny teatr, który teraz funkcjonuje jako muzeum.

Pałac Drottningholm, rezydencja królewska.

Drottningholm jest nieco oddalony od centrum, dzięki temu pozwala turyście w zaciszu zieleni odpocząć od zgiełku. Jeśli chodzi o transport - nie ma problemu, by się tam dostać: drogą wodną - z przystani pod Ratuszem, bądź pociągiem miejskim połączonym z metro (przystanek Brommaplan). My oczywiście wybraliśmy metro, gdyż jest znacznie szybsze od stateczków, a tego dnia zależało nam na czasie. W drodze z Pałacu do przystanku mieliśmy okazję zobaczyć działanie mostu zwodzonego. Założyliśmy się nawet, w którą stronę się otworzy. Most jednak zwiódł nas. Fragment jezdni -w tym przypadku- przekręcił się o 90 stopni i to umożliwiło przepłynięcie jachtom z wysokim masztami.

 

Katarinahissen - winda Katarzyna - z 1883 r.

Szwecja, anonse1

 

Wkrótce dostaliśmy się metrem do centrum. Nie mieliśmy już więcej czasu, więc wymeldowaliśmy się tylko z hotelu i z głowami pełnymi wrażeń podążyliśmy w stronę słońca. Trudno było mi wtedy opuszczać miasto, które zachwyca przestrzenią, obecnością ogromnej ilości zieleni oraz bliskim kontaktem uspakajającej wody. W dodatku, na wyciągnięcie ręki jest tam wielowiekowa kultura i wielowymiarowa sztuka. Połączenie to sprawia, iż w Sztokholmie ma się poczucie niczym nie skrępowanej wolności. W takim miejscu można „złapać wiatr w żagle” dosłownie i w przenośni.

Po paru dniach intensywnego zwiedzania, wyspaliśmy się dopiero w przytulnej kabinie promowej.

Pragnę podziękować sponsorom wycieczki: Firmie Polferries za rejs w komfortowych warunkach, a przede wszystkim za rzetelną i miłą obsługę naszej wycieczki oraz Destination Stockholm za umożliwienie nam korzystania ze swojej niezastąpionej oferty turystycznej, Stockholm à la Carte.

Na koniec, wyrazy uznania dla portalu Szwecja.net z panem Ryszardem Nowakiem na czele, za fantastyczny pomysł na promowanie Skandynawii w Polsce.

 

 

 


Ewa Grychtoł.
poltil@wp.pl

 

Foto: Ewa Grychtoł.