Szwecja.net / Turystyka / Relacje / ...    00634

 

Polonezem na jagody

Chciałem podzielić się swoimi przeżyciami z wyjazdu i pobytu w Skandynawii.

Mój wyjazd do Szwecji zaczął się dość burzliwie i od samego początku był wielką niewiadomą i pasmem zaskakujących zwrotów akcji.

Mój kolega, który notabene lubi przygody i ryzyko w 2002 roku postanowił pojechać do Szwecji na zbiory jagód za pośrednictwem firmy Inter-region, za tę możliwość słono zapłacił ale pojechał. Przebywał ok.10 dni i zbierał tam jagody. po powrocie do kraju opowiedział o swojej wyprawie mnie i mojej przyjaciółce. Opowiadał między innymi p przepięknych okolicach, super drogach, o rzekach czystych i pełnych ryb, o górach i co najważniejsze o możliwości zarobienia pieniędzy, których w Polsce nie można zarobić. Mnie osobiście spodobała się opowieść kolegi i nabrałem ochoty na wyjazd do tego kraju, lecz moja przyjaciółka bardzo sceptycznie podeszła do tego wyjazdu.

Natomiast ja byłem chętny na tą eskapadę. Rozpytywałem co i jak aby najlepiej przegotować się do tego wyjazdu. Kolega opowiadał jak najlepiej się przygotować do takiego przedsięwzięcia. Zgodnie z jego radami czyniłem przygotowania, gdyż nigdy nie wyjeżdżałem z kraju, a tym bardziej na północ i na tak długo. Więc byłem ăzielony" w tych sprawach. Od kolegi wyszła propozycja, że jeśli tylko ja jadę, to on może mnie wziąć do swojej załogi, ja na tę propozycje przystałem. Zwierzałem się mojej przyjaciółce o postępach w przygotowaniach, dużo rozmawialiśmy na ten temat. Notabene mój kolega również jej opowiadał co gdzie i jak tam jest. Ona słuchała opowieści kolegi ale nie do końca była przekonana że tam można zarobić, bo oto nam najbardziej chodziło.

W końcu gdy już wszystko było ustalone,bilety kupione to moja przyjaciółka zdecydowała się pojechać razem z mami i tu zaczęły się schody. Po burzliwych debatach z kolegą postanowiłem że pojadę swoim samochodem wraz z moją przyjaciółką do Szwecji. On zaproponował że będzie nas pilotował gdyż my nieznany ani drogi ani języka. Tę propozycje przyjęliśmy i w dwa samochody wyruszyliśmy na Szwecje. Ja już swojego czasu z kolegami z podwórka płynąłem do Szwecji na pare godzin,więc trochę wiedziałem jak wygląda podróż promem i jak długo trzeba płynąć. Natomiast moja przyjaciółka nic na ten temat nie wiedziała i nigdy promem nie płynęła, więc bardzo się bała. Gdy już byliśmy po odprawie i znaleźliśmy się na promie to ona już nie miała wyjścia musiała to jakoś przeżyć. Podczas rejsu cały czas byłem przy niej. W konkursie który był organizowany na statku, nazwanym karaoke zająłem 3 miejsce a przyjaciółka gorąco mi kibicowała.

I tak 10 godzin rejsu upłynęło i znaleźliśmy się w szwedzkim porcie Karlskrona. No i tu znowu schody. Mój kolega z moją przyjaciółką zostali ustawieni w innym ogonku do odprawy niż ja,co spowodowało że oni o ponad 2 godz. szybciej byli odprawieni niż ja, więc musieli na mnie czekać. Nic w tym nie było by złego gdyby mój kolega był taki sam jak w Polsce, ale on poza granicami kraju dostaje małpiego rozumu. W Polsce można z nim konie kraść, lecz zagranicą jest inaczej zmienia się chłop diametralnie. Co zresztą będzie miało swoje uzasadnienie w trakcie drogi do miejsca docelowego, czyli do Storuman. Jest to około 1300 km od Karlskrony - kawałek drogi.

17.10.2005.

Szwecja, anonse1

 

 

 

Gdy już przeszedłem odprawę moja przyjaciółka powróciła do mojego auta i ruszyliśmy w drogę. Od razu zauważyłem tamtejsze drogi, są bardzo dobre i szerokie. W Polsce to czuć że jedziesz bo samochód podskakuje jak kangur, a tam jedzie jak po stole. Chciałem nadmienić że mój samochód to Polonez 1,6 benzyna w dodatku 10 letni i przystosowany do spalania gazu który wziąłem z Polski 60l natomiast samochód kolegi to Siena 1.2 benzyna nowy. Pewnie zastanawiacie się po co o tym mówię zaraz się dowiecie. Otóż nasze założenie w Polsce było, że jedziemy około 150 km z prędkością 100-110 km/h. Mój kolega już od początku jechał szybciej, że mój rzęch ledwo nadarzał, a musze dodać, że ja jeżdżę 15 lat i różnymi autami a on sporo mniej. Nie mowie to po to aby się chwalić, lecz aby uzmysłowić wam, że nie jestem niedzielnym kierowcą.

Jakoś przejechaliśmy razem około 150 km i zrobiliśmy postój. Lecz w moim wozie to nie bardzo można spać. Każdy kto miał lub ma to cudo techniki przyzna mi racje. Przy próbie spania w tym samochodzie człowiek gorzej się męczy niż by jechał. Więc ja pomęczyłem się ok. 3 godz i postanowiłem - w porozumieniu z przyjaciółką - ruszyć w trasę. Podszedłem do kolegi i tłumacze jaka jest sprawa prosząc o to abyśmy dalej jechali, on nie chciał, więc zaproponowałem że ja pojadę przodem a on mnie dogoni bo i tak jedzie dużo szybciej niż ja. Nie spodobał mu się ten pomysł jak i to, że go obudziłem. Ja ruszyłem dalej i po jakiś 70-80 km on mnie dogonił, i przegonił - i tyle go widziałem.

Więc byliśmy skazani na siebie i na nasze zdolności, które doprowadzą nas do Storuman. Moja przyjaciółka pilotowała mnie. Z tego zadania wywiązała się znakomicie. Po przejechaniu pewnego odcinka oboje uwierzyliśmy w swoje możliwości, tylko był jeden problem - jak znaleźć stacje gazową w tym kraju bez znajomości języka.

Po 300-400km zobaczyliśmy kolegę jak stał na parkingu. Podjechaliśmy do niego i ja zaczołem rozmowę. Ustaliliśmy, że on na nas będzie czekał przed Sztokholmem w dzielnicy Kungenskurva i pomoże nam znaleźć stacje gazową, gdyż jego synowie znali angielski. Jechaliśmy więc dalej do owej dzielnicy. Gdy tam dojechaliśmy kolegi nie było. Pomyśleliśmy trudno, i z tym sobie poradzimy, i zaczęliśmy poszukiwanie stacji gazowej bez pomocy kolegi. W tym właśnie momencie zaczęliśmy mieć bliski kontakt z ludźmi mieszkającymi w Szwecji. Okazuje się że jeśli znasz parę słów i masz poukładane w głowie to możesz znaleźć to co tobie potrzebne. Szwedzi są mili i bardzo pomocni. Pamiętam że jeden Szwed który pracował na zwykłej stacji paliw wiedział gdzie kupić gaz do auta. Był miły i cierpliwy bo około 40 min. poświęcił aby nam dokładnie wytłumaczyć gdzie mamy jechać bo wcale nie było tam prosto trafić. Stacja ta znajdowała się na obrzeżach Sztokholmu w dzielnicy Taby.

Po zatankowaniu udaliśmy się w dalszą podróż. Po raz pierwszy jechaliśmy w tunelach wydrążonych w skałach, jak również nie widzieliśmy tak pięknych widoków czystych lasów, rzek, jezior. Nad jednym z takich jezior zatrzymaliśmy się i tam szok - woda czysta, że widać dno. Postanowiłem spróbować tej wody. To nie woda to jakiś super napój. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem jak powinno wyglądać jezioro i jak powinna smakować naprawdę czysta woda.

 

 

Szwecja, anonse1

 Północna Szwecja, okolice Storuman

 

Wraz z upływem kilometrów i przesuwania się bardziej na północ dostrzegliśmy całe bogactwo naturalne Szwecji. Tego wszystkiego nie da się opisać to trzeba zobaczyć.

Gdy zbliżaliśmy się coraz bliżej Storuman to kilometrów zamiast ubywać przybywało. To nie ze zmęczenia, to szwedzka niespodzianka dla kierowców. Podam przykład. Jadąc zobaczyliśmy drogowskaz 36 km do Storuman jechaliśmy ok. 30 min. z prędkością 90-100 km/h i zobaczyliśmy drogowskaz 38 km do Storuman. Ale to szczegół.

Po dojechaniu do Storuman trzeba było odnaleźć camping, ale z tym nie mieliśmy kłopotu - drogowskazy nas doprowadziły na miejsce. Lecz co dalej, jak poprosić o miejsce na polu namiotowym? Znów się udało - pani z obsługi campingu to Polka, więc bez problemu rozmawialiśmy. Tylko trochę był kłopot, bo nie było już miejsc, ale pani recepcjonistka zobaczyła zmęczoną i senną kobietę obok mnie więc zlitowała się i dała nam klucz do bramy abyśmy mogli wjechać na camping, co uczyniliśmy.

Podczas jazdy martwiliśmy się jak my się rozbijemy z namiotem, jak będzie ciemno. Ale tu zaskoczenie - cały czas świeci słońce, nawet w nocy więc z rozbiciem nie mieliśmy kłopotu.

Na drugi dzień poszliśmy się zarejestrować. Pani recepcjonistka już na nas czekała. Otrzymaliśmy plakietkę na nasz namiot i specjalny klucz do wszystkich pomieszczeń sanitarnych i do kuchni. Po obejrzeniu campingu stwierdziliśmy zgodnie że warunki są dobre. I zaczęliśmy się zastanawiać, jak zacząć zbierać jagodę, gdzie i w jakich miejscach jej szukać bo w tym względzie nic nie wiedzieliśmy, ale liczyliśmy na szczęście, więc się nie załamywaliśmy. Zaczęliśmy jeździć po okolicznych lasach wyposażeni w specjalne zbieraczki, które zakupiliśmy od naszych sąsiadów z campingu.

Nasze poszukiwania jagody niezbyt nam wychodziły, nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego miejsca na zbiór. Za to zauważyliśmy że lasy są czyste, że człowiek mało ingeruje w ekosystem, duża różnorodność drzew krzewów, dużo zwierzyny, cisza i spokój, zero przemysłu wokół lasów jak również małe zaludnienie. Aby znaleźć jakiś dom lub gospodarstwo trzeba czasem przejść lub przejechać wiele kilometrów.

Po kilku dniach zaczęło kończyć się paliwo, czyli gaz. Zacząłem rozpytywać ludzi będących na campingu czy nie wiedzą gdzie w pobliżu jest stacja gazowa i tu szok - nie ma - i podobno w Szwecją są tylko 24 stacje gazowe. Najbliższa znajduje się 200 km od Storuman, więc trzeba było tankować benzynę. No i tu nowy kłopot, bo ja w Polsce jeździłem tylko na gazie, a tam trzeba było tankować benzynę, która zresztą jest droższa od gazu. Gaz kosztuje 4,5 sek. A benzyna 10,5 sek. Lecz gdy zatankowałem pełny zbiornik benzyny okazało się, że zbiornik przecieka na łączeniu dwóch połówek zbiornika, czyli na szwie. To był problem.

Nieco wcześniej nastąpił konflikt w innej załodze. Dwóch panów odłączyło się i szukali załogi, która by ich przyjęła. Oni płacili by jakąś część za paliwo, a w zamian jeździli by z tą nową załogą i pokazali by nowe miejsca zbiorów. Gdy ci panowie nam złożyli tą propozycję chętnie ją przyjęliśmy. Wspólnie z tymi nowymi ludźmi załataliśmy dziurę w zbiorniku co pozwoliło na tankowanie do pełna, bo wcześniej tankowaliśmy tylko po 20 l. A jak wiadomo zbiornik poloneza ma 45 l.

Nowi ludzie zaproponowali nam, żeby zamiast zbierać jagody, zbierać hjorton. Ani ja ani moja przyjaciółka nie wiedzieliśmy co to jest hjorton i gdzie on rośnie. Owi panowie zaczęli nam tłumaczyć co to za roślina i gdzie należy ją zbierać. Jak my dowiedzieliśmy się, że Hjorton rośnie na bagnach to miny nam zrzedły. Wszyscy wiedzą co to znaczy bagno. A teraz my mamy po tych bagnach chodzić i zbierać hjorton. Normalnie - śmierć w oczach! Lecz pomyśleliśmy, skoro oni łażą po bagnach i żyją to i my nie będziemy gorsi.

Zaczęliśmy jeździć na zbiory hjortonu, co okazało się nie takie trudne jak to nam się na początku wydawało. Jeździliśmy na hjorton w góry, gdzie oprócz zbierania mieliśmy okazję podziwiania przepięknych widoków górskich, strumyków, rzek, lasów jak i samych gór, co sprawiało nam dużą przyjemności.

Zbiór hjortonu nie należy do lekkich zajęć, ale można się szybko tego nauczyć i polubić tę pracę, zwłaszcza, że pracuje się wśród tak pięknego otoczenia. Zarobek na hjortonie był wyższy niż na jagodzie, lecz co z tego, skoro większość zarobionego grosza inwestowaliśmy w poloneza, bo się psuł. Głównie jego usterki były związane z tym że pracował na benzynie. Kto miał lub ma samochód na gaz to wie, a kto nie ma niech sobie kupi, to się przekona jaki to cudowny wynalazek. W sumie nie polecam zabierania do Szwecji auta na gaz.

Po pewnym czasie kolega dołączył na nasz camping. Ja rozmawiałem tylko z jego synami i z chłopakiem, który był w jego załodze. Ta sytuacja była trudna i moja przyjaciółka namawiała mnie abym się pogodził z kolegą. Znamy się już 10 lat, trochę czasu jest i - jak mówiłem - w Polsce to on jest fajny facet.

Po namowach pogodziłem się z kolegą. W tym samym czasie ci dwaj panowie, którzy się do nas dołączyli, kupili sobie samochód i postanowili się usamodzielnić. Więc my, skoro byliśmy pogodzeni, to ja zaproponowałem koledze zbiór hjortonu. On również nie wiedział co to jest hjorton i gdzie go zbierać. Zaproponowaliśmy, że im pokażemy gdzie rośnie jak wygląda i gdzie należy po niego jeździć, na co oni się zgodzili.

Jeździliśmy w 6 osób w sienie żeby było taniej, i tak do końca naszego pobytu. Razem w zgodzie zbieraliśmy hjorton i zarabialiśmy pieniądze. Ogólnie rzecz ujmując bardzo dużo przygód dobrych i mniej dobrych, ale każda podroż uczy.

Polecam każdemu aby choć raz odwiedził Szwecję niekoniecznie zarobkowo bo to co tam zobaczy nie zobaczy w innym kraju. Te widoki mają tylko kraje skandynawskie tak bogatą i czystą faunę i florę. Ja i moja przyjaciółka od tego czasu jeździmy co roku do Skandynawii.


Sławomir Jankowski.
slawekjan6@wp.pl

 

foto © Sawomir Jankowski