Szwecja.net / Turystyka / Relacje / ...    00513
 

2005

Den gamla goda tiden!

Stare, dobre czasy!


W podróż wybraliśmy się w czwórkę. Seicento.

Rozpaloną słońcem twarz teraz delikatnie pokrywa mgiełka bryzy morskiej. Stoję na tylnym pokładzie przyglądając się małej tęczy, która towarzyszy nam od wypłynięcia z portu w Gdyni.

- Szwecja! Widać ląd! - zawołał Wu.

 

Nasza ekipa

 

Spokojnie przechodzę na bok. Przecież nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a już na pewno zrekompensować parunastogodzinnej podróży! Wychylam się lekko za burtę. Przed moimi oczami roztacza się widok mnóstwa małych wysepek. Na niektórych stoją małe czerwone domki z białymi okiennicami i podwieszoną u dachu flagą Szwecji. Zaczęła się przygoda!

Jedziemy przez czyste, nieskażone przepychem tereny Skandynawii. Wykorzystujemy każdą chwilę na zwiedzanie miejsc popularnych oraz tych ustronnych, spokojnych, znanych tylko mieszkańcom. Szybki przemarsz przez Karlskrone - fantastyczne malownicze miasteczko portowe - i dalej cała noc w drodze do Andersbo. Noc jakże monotonna... Mkniemy po idealnej nawierzchni jezdni otoczonej parunastometrowymi sosnami. Wymija nas zaledwie parę samochodów. W Szwecji to normalne, gdyż kraj zamieszkuje ok. 9 mln. mieszkańców, z czego większość skupiona jest w miastach. Korki uliczne zdarzają się sporadycznie. Ola opowiada kawały, Maciek śpi... Może męczy go już paplanina kuzynki? A może to monotonia repertuaru pierwszego zasłyszanego radia: Riks Megapool?

O poranku wita nas wieś, do której dostaliśmy zaproszenie. Drewniany domek gospodarza, skromny na zewnątrz, kryje w sobie najrozmaitsze udogodnienia szwedzkiej architektury. Domki wyglądają tutaj podobnie, gdyż malowane są ekologiczną (z doświadczenia wiem, że jadalną) farbą, której barwnik wydobywany jest w regionie Dalarna w byłych kopalniach miedzi.

Nie marnując czasu, ruszamy w teren w poszukiwaniu jagód. Teraz już wiem, dlaczego Wu nalegał na kupno gumiaków. Bez nich ani rusz! W bajecznym lesie niewiele jest wydeptanych ścieżek, a wszelkie rośliny są tak dorodne i zdrowe, że nawet Jaś i Małgosia nie pogardziliby spróbowaniem! Jesteśmy zachwyceni. Tarzamy się we mchach tworzących swoistą oryginalną „wyładzinę”, podziwiamy panoramę okolic ze wzgórza, w przerwach zbieramy jagody do skupu. Podczas pobytu udaje nam się dotrzeć również na torfowisko, gdzie rośnie towar, ceniony bardziej niż jagody - śmierdzący hjortron, zwany maliną moroszką.

 

 

Szwecja, anonse1

 Falun - widok ze skoczni narciarskiej.

 

W dalszej części wakacji, pochłonięci jesteśmy do reszty integracją z tubylcami. Na pozór zimni i niedostępni Szwedzi, okazują się otwartymi, dowcipnymi kompanami. A co ważniejsze, komunikacja w języku angielskim nie stwarza im żadnego problemu. Dzięki naszemu gospodarzowi, korzystamy ze słonecznych dni nad jeziorem. Natomiast w te pochmurne - zwiedzamy, znane ze skoczni narciarskich, Falun, a później Rattvik. W Rattviku organizowany jest corocznie zlot starych samochodów. Mamy szczęście uczestniczyć w tym wydarzeniu. To największa tego typu impreza w Europie, rangą przewyższa ją tylko zlot old- mobili w USA. Szwedzi szczycą się jednak, że tylko u nich znaleźć można stare modele europejskich marek.

 

   
 
 

Wsiąkamy coraz bardziej w atmosferę miasta. Kilometrowe molo idealnie nadaje się na romantyczny spacer, a jeśli zabraknie adrenaliny? - wyścigi konne natychmiast ją uzupełnią. Prawie codziennie w którymś z miast ścigają się jeźdźcy. Ewenementem jest to, że powożą siedząc okrakiem za koniem, w specjalnych wózkach. Wygląda to dość komicznie, szczególnie w momencie, kiedy zwierzę podnosi ogon w wiadomym celu.

Dalej już tylko Harley`e... Corvetty, Mustangi... Na niebiesko-żółtym tle...

Niestety, wraz z dobrą pogodą minął czas zabawy. Pobyt zarobkowy uczy samodyscypliny, odpowiedzialności za innych, a przede wszystkim pokory. Oj, teraz uczy nas pokory, kiedy po ciężkich dniach machania zbieraczkami nasze jagody okazują się zbyt zielone, aby je odkupiono. Cóż pozostaje? Szlifować zdolności kulinarne?! ...Lub wybierać zielone od czarnych! Próbujemy obu opcji (i jagód przy okazji).

Wieczorami degustujemy rodzimą anyżówkę ku odprężeniu ciała i duszy. A Szwedzi idą z pomocą w postaci spontanicznego ABBA party! I tak już do końca nasz pobyt przeplata zabawa z pracą.

Z dnia na dzień coraz bardziej integrujemy się z otoczeniem. Trudno jest oswoić się z myślą, że za parę godzin czas ruszać z powrotem. Jedynie nadzieja na zwiedzenie Stockholmu w drodze powrotnej, utrzymuje nas w dobrym humorze.

- Mamy parę godzin, Aśka prowadź!

Aśka opowiada wiele o stolicy - mieszka tutaj od jakiegoś czasu - brodzimy zachwyceni uliczkami starego miasta, omijamy z żalem zabytki, czas jest nieubłagany.

W deszcz się zamienić, by tysiącami kropel dotknąć wszystkich miejsc, w których nie byłam?

W podróż wybraliśmy się w czwórkę. Seicento...

 

Bożena Grychtoł.

 

Szwecja, anonse1