Szwecja.net / Turystyka / Relacje / ...    00534

 

Część 1

Część 2

Część 3

Szwecja po raz pierwszy

Organizację mojego wyjazdu rzecz jasna rozpoczęłam od zarezerwowania biletu na prom z Gdańska do Nynäshamn. Nie minęła chwila, a już o 14:33 wylądowałam w Gdańsku. Pomyślałam, że jeszcze mam dużo czasu na zorientowanie się na jaki pociąg do Nowego Portu mam uderzać, ponieważ prom odpływał o 18:00.

Gdy siłując się z moim bagażem wysiadałam z pociągu, nagle jakiś starszy Pan, najwyraźniej czymś poruszony, krzyknął:
- „Pani na prom?”, odpowiedziałam że tak.
- „To za mną!”, usłyszałam.

Ruszyłam więc za nim razem ze starszą Panią i jej wnuczką, które też chciały dojechać do Nowego Portu. Okazało się że ostatni pociąg do Brzeźna (koło Portu) odjeżdża o 15:10. Tak więc nie zdążyłam nic kupić do jedzenia po „normalnych cenach” (na promie jest dużo drożej).

Żeby tego było mało na terminalu nie chciano mi wydać biletu na prom, ponieważ nie odnotowano mojej wpłaty przelewem. Na szczęście jednak wzięłam ze sobą potwierdzenie zapłaty (przezorny zawsze ubezpieczony) i wszystko skończyło się dobrze.

W kabinie miałam dwie lokatorki - Martę, która jechała już na dobre do swojego narzeczonego do Sztokholmu i Panią Zosię, która mogłaby człowieka na śmierć zagadać. Tak więc zrozumiałe jest, że cały statek zwiedziłyśmy z Martą same, aby trochę się uwolnić i odpocząć od Zosi.

Na promie można sobie umilić czas wizytą m.in. w kafeterii, restauracji, sklepach z alkoholem, odzieżą, perfumami itp., a także w kinie czy klubie nocnym. Jeśli interesuje Was szerszy opis wyposażenia statku, zajrzyjcie na stronę www.polferries.pl

Ceny alkoholi i papierosów na promie są wyższe niż w Polsce, natomiast są o wiele niższe niż w Szwecji, dlatego głównie Szwedzi wynosili ze sklepu alkohol litrami. Atmosfera na promie - wszyscy się znają, rozmawiają we wszelkich możliwych językach, chodzą lekko „zakręceni”. Ogólnie - jedna wielka impreza. Nad ranem tak bujało, że chodziłam po ścianach.

Zbliżając się do Szwecji można podziwiać piękne krajobrazy - szczególne wrażenie zrobiły na mnie dziewicze, skalne wysepki.

Pierwszego dnia moją uwagę przyciągnęli sami Szwedzi. Obserwując ich nie mogłam się nadziwić że ktoś może rozumieć ich mowę, która wydawała mi się zwykłym bełkotem. Teraz już się przyzwyczaiłam. Z kolei nie mogłam się oprzeć wrażeniu, iż mój język dla nich również wydawał się dziwny - cały czas czułam na sobie podejrzliwe spojrzenia. Pomijając jednak to wszystko sami Szwedzi to sympatyczni i mili ludzie o bardzo frywolnym i luźnym sposobie bycia.

W Nynäshamn najbardziej spodobała mi się uliczka zwana Strandwägen, wzdłuż której rozciągają się niesamowite widoki - czyste morze o skalistym brzegu i niespotykanej, bogatej roślinności. Pisząc to siedzę właśnie na jednej z takich skał, wysuniętej wgłąb morza.

Poza tym w całym miasteczku odczuwa się uroczy klimat. Na przystani dla łódek znajdują się małe restauracyjki, w których można zjeść różne smakołyki typowe dla tego miasteczka (polecam pyszne krewetki w restauracji „Kroken”). Są one urządzone w bardzo prostym stylu - wszystko z surowego drewna, tak że naprawdę warto o nie zahaczyć.

Dalsze odczucia z mojego prawie dwutygodniowego pobytu w Szwecji spróbuję relacjonować na bieżąco.


Joanna Chmiel

joannachmiel@poczta.onet.pl

Część 1  ::  Część 2  ::   Część 3

Szwecja, anonse1