Szwecja.net / +INFO / Poradnik zbieracza /     00784=     07 kwietnia 2005
 

Zdobywamy Szwecję, cz. 1.

Co roku już od wiosny pojawiają się na łamach prasy ogłoszenia o naborze do pracy przy zbiorze runa leśnego w krajach skandynawskich. Anonse te kuszą zwykle perspektywą wspaniałego zarobku. Czy w rzeczywistości jest tak różowo? Czy każdemu można polecić ten rodzaj pracy? Co trzeba wiedzieć przed wyjazdem? Te i inne zagadnienia postaram się przybliżyć w tym artykule.

Zacznijmy od wyjaśnienia najprostszych kwestii. Do wyjazdu i pracy przy zbiorach nie potrzeba żadnych zezwoleń. Runo leśne zbieramy i sprzedajemy na własną rękę. Nie potrzebujemy do tego żadnych pracodawców ani pośredników. Krótko mówiąc - sami jesteśmy sobie sterem i okrętem. Niemniej - warto nauczyć się wcześniej nawigacji, bo o rafy i mielizny nietrudno.

 
 

Przygotowania

Niezwykle ważnym czynnikiem - niejednokrotnie decydującym o sukcesie lub klęsce wyprawy - jest właściwy dobór załogi. Ideałem jest, gdy zbierze się grupka ludzi znających się jak przysłowiowe łyse konie. Wyjazd z przypadkowymi osobami często kończy się bowiem niesnaskami. W ekstremalnych warunkach - a z takimi mamy do czynienia podczas zbiorów - pewne osoby po prostu „pękają”, ujawniając swoje gorsze oblicze. Oprócz cech charakterologicznych istotna jest też sprawność fizyczna i ogólny stan zdrowia. Słabeusze nie mają tu czego szukać.

Jeżeli mamy już skompletowaną załogę (optymalny skład to 4 osoby wraz z kierowcą), to czas pomyśleć o wyposażeniu. Przede wszystkim musimy sprawdzić stan techniczny samochodu, którym przyjdzie nam przejechać ładnych kilka lub kilkanaście tysięcy kilometrów. Nie polecam aut napędzanych gazem, gdyż stacje z tym paliwem można policzyć na palcach. Wskazany jest bagażnik o dużej pojemności i ewentualnie dodatkowy na dachu. Musimy bowiem zabrać ze sobą zapasy trwałej żywności (w Szwecji jest bardzo droga) i wyposażenie. Obowiązkowe elementy ekwipunku to: namiot, ciepłe śpiwory, materace lub karimaty, płaszcze przeciwdeszczowe, kalosze z wysokimi cholewami, naczynia kuchenne. Dobrze też jest mieć ze sobą czajnik elektryczny, butlę turystyczną z gazem, metalową kratkę na ognisko, saperkę, moskitiery lub inne środki przeciw komarom. Do samych zbiorów z kolei potrzebować będziemy wiaderek i mocnych worków (zbieraczki do jagód i borówek można nabyć na miejscu).

Kierownikiem wyprawy zwyczajowo jest kierowca. Do jego obowiązków należy zatem zaopatrzenie się w dokładną mapę Szwecji, najlepiej z zaznaczonymi kempingami. Również w gestii kierowcy jest załatwienie biletów promowych i wybór trasy. Dla starych wyjadaczy są to sprawy oczywiste, ale tekst ten skierowany jest głównie do nowicjuszy, stąd tak wiele w nim drobiazgowości.

 

 Zbieraczka pełna borówek.

 

Skup - Bär köpes

Większa część Szwecji pokryta jest lasami. Jednak nie w każdym lesie występują jagody, borówki czy moroszka. Dlatego wiele uwagi trzeba poświęcić wyborowi rejonu, w który chcemy jechać. Generalnie rzecz biorąc, wszędzie tam, gdzie zlokalizowane są skupy (Bär köpes) można spodziewać się występowania runa. Jednak żeby je znaleźć, trzeba sporo się najeździć i nachodzić. Można oszczędzić trochę czasu, jeżeli wie się, że jagód najlepiej szukać na stokach gór porośniętych karłowatym lasem, borówek na wyrębach a moroszki na bagnach. Oczywiście, są to ogólniki i nikt nigdy nie da nam żadnej gwarancji na to, że z całą pewnością trafimy na dobry urodzaj. Jeżeli ktoś to obiecuje, to po prostu kłamie.

 

 Moroszka

 

Kiedy jechać?

Nie ma tu prostej odpowiedzi. Bywają lata, gdy skupy otwierane są w połowie lipca, a bywają i takie, kiedy następuje to dopiero na początku sierpnia. Najlepiej jest upewnić się telefoniczne, dzwoniąc na wybrany kemping. Na niektórych z nich jest polska obsługa, a jeżeli nie, to można porozumieć się po angielsku.

Jako pierwsza dojrzewa malina moroszka, zwana hjortronem. Miejscowi mówią o niej „złoto Laponii”. Jest to żółto-pomarańczowy owoc, kształtem przypominający naszą malinę. Rośnie zwykle na terenach bagiennych, nad brzegami jezior i rzek. Można ją też spotkać na licznych górskich polanach. Za szczególnie urodzajne uchodzą tereny wokół Gallivare, Jokkmokk, Vilhelminy, Sorsele i Dorotea. Moroszka osiąga w skupie bardzo wysoką cenę. W roku 2003 w Storuman płacono 75 SEK, a w Gallivare nawet 85 koron za kilogram. W ubiegłym roku było znacznie gorzej. Mimo słabego urodzaju cena za kilogram hjortronu rzadko przekraczała 60 SEK. Przy dobrym urodzaju można zebrać bez problemu 8-12 kilogramów dziennie. Doświadczeni zbieracze osiągają nawet 20 kg.

Przełom lipca i sierpnia to czas dojrzewania czarnej jagody. Za kilogram tego owocu można otrzymać od ośmiu do dwunastu koron. Żeby więc zarobić przyzwoitą dniówkę, trzeba zbierać w granicach 50 kilogramów dziennie (rekordziści potrafią zebrać dwa razy tyle). Rzadko zdarza się, aby jagody rosły blisko drogi. Należy więc liczyć się z tym, że trzeba je nosić do samochodu z odległości nawet kilku kilometrów. Wymaga to niezłej kondycji i odpowiednich worków, najlepiej z szelkami.

W drugiej połowie sierpnia rozpoczyna się sezon na borówkę, czyli lingon. Występuje ona praktycznie do końca września, ale za kilogram nie można liczyć na więcej niż 6-8 koron. Zbiera się ją dość szybko, gdyż występuje w dużych skupiskach. Czasami na jednym polu można zbierać nawet przez kilka dni.

Jak wynika z powyższego - na zbiorach można zarobić. Trzeba jednak pamiętać, że wymaga to dużej odporności psychicznej i fizycznej. Zaryzykowałbym twierdzenie, że poszukiwanie odpowiednich pól i dostarczenie runa do punktu skupu pochłania połowę czasu poświęconego zbiorom. Jeżeli ktoś ma słabe nogi czy nie lubi dużo chodzić, to niech lepiej zostanie w domu. To samo dotyczy osób łatwo i szybko się zniechęcających. Po co psuć sobie i innym humor?

Przeciętny dzień zbieracza

...wygląda następująco: godz. 5-6 pobudka, po śniadaniu wyjazd w poszukiwaniu runa, kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów od kempingu; zbiera się zwykle 7-8 godzin, potem powrót i ustawienie się w kolejce do skupu. Resztę dnia każdy spędza tak jak lubi. Jedni coś pichcą, inni wypoczywają, a jeszcze inni oblewają udane zbiory. Tu trzeba powiedzieć, że ostre powietrze Północnej Europy sprawia, iż alkohol uderza tam do głowy znacznie szybciej niż u nas. Warto o tym pamiętać, zanim wyciągnie się z podróżnej torby zachomikowaną „krówkę”.

Klimat środkowej i północnej Szwecji (tam udaje się większość zbieraczy) jest dość kapryśny. Kilkukrotna zmiana pogody w ciągu dnia nie należy do rzadkości. Należy zatem zabrać odpowiednie ubrania. Już w sierpniu zdarzają się bowiem przymrozki. Przed wyjazdem do lasu dobrze jest więc napełnić termos gorącą herbatą. Nie brak też ciepłych dni, ale ze względu na dużą ilość komarów warto nosić odzież z długimi rękawami i koniecznie mieć jakieś nakrycie głowy.

Zbieracze runa mieszkają zazwyczaj na kempingach, gdzie mają do wyboru domki lub pola namiotowe. Domki są niewątpliwie wygodniejsze, ale ze względu na cenę korzystniej jest rozbijać własne namioty. W ramach opłaty kempingowej mamy dostęp do kuchni i węzła sanitarnego. Niemal wszędzie dostępne są sauny i piece do wypiekania chleba. Dobowa opłata kempingowa oscyluje w granicach 20-40 SEK od osoby. Niektórzy zbieracze decydują się na rozbijanie namiotów na dziko, gdzieś nad jeziorami czy rzeczkami. Plusem takiego rozwiązania jest zaoszczędzenie na opłatach. Trudno jednak przez dłuższy czas obywać się bez ciepłej wody. Poza tym pozostawienie namiotu bez jakiejkolwiek opieki jest nieco ryzykowne.

Zarobkowy wyjazd do Szwecji można też połączyć z wypoczynkiem i szeroko pojętą rekreacją. Są tam naprawdę przepiękne krajobrazy, mnóstwo jezior i rzek pełnych ryb. W okolicach koła podbiegunowego można podziwiać białe noce lub obserwować zorzę polarną. Można też zrobić sobie wycieczkę do niezbyt odległych fiordów norweskich czy też w drodze powrotnej zwiedzić Sztokholm.

 

Ireneusz Gębski