Szwecja.net / +INFO / Poradnik zbieracza /     00384=     20 kwietnia 2005
 

INTERREGION - ZA I PRZECIW

Zarówno w e-mailach adresowanych do mnie, jak i na różnych forach internetowych spotykam się z pytaniem, czy warto jechać na zbiory z ramienia Organizacji Międzynarodowej „Interregion”. Zwykle odpowiadam, że jeżeli ktoś ma za dużo pieniędzy, to może śmiało powierzyć się opiece wymienionego wyżej organizatora wyjazdów do Szwecji. Skąd ten sceptycyzm?

 
 

Po pierwsze - trzy lata temu byłem klientem „Interregionu”, co szczegółowo przedstawiłem w dostępnych na tym portalu zapiskach „Z dziennika zbieracza”.

Po drugie - uważam, że „Interregion” jest firmą nastawioną wyłącznie na czerpanie zysków i świadczone przez nią usługi są nieadekwatne do pobieranej opłaty. Przeanalizujmy to na przykładzie uczestnika, który nie ma samochodu:

Płaci on organizatorowi wyjazdu 795 złotych, z czego 35 zł idzie na materiały szkoleniowe, drugie tyle na ubezpieczenie i 75 złotych za pierwsze dni zakwaterowania. Zakładając zasadność tych wydatków otrzymujemy kwotę 145 złotych. A co dzieje się z pozostałymi pieniędzmi?

Już wyjaśniam: 30 zł wynosi opłata manipulacyjna, choć nie wiem co się na nią składa; na koszty pozyskiwania jednego uczestnika, w tym kierowcy (choć od tego ostatniego pobiera się dodatkowo większą o 100 złotych opłatę manipulacyjną) idzie 300 zł. W kwocie tej mieszczą się wynagrodzenia pracowników i pełnomocników (naganiaczy), korespondencja, utrzymanie biura oraz ogłoszenia prasowe. Sto złotych od osoby wynoszą (cyt.): „koszty pozyskiwania wstępnej informacji o najlepszych dochodowo rejonach i dostępności miejsc zakwaterowania na rynku wysoce konkurencyjnym”. Konia z rzędem temu, kto wie co się za tym kryje. Według mojej wiedzy z miejscami na kempingach nie ma większego problemu, o ile wcześniej dokona się telefonicznej rezerwacji. Kolejna pozycja, za którą trzeba zapłacić 200 złotych to (znów cytat): „koszty monitorowania całego obszaru zbiorów trzech owoców przez cały sezon. Podstawa dla ew. przenoszenia grup w inne rejony. Obszar monitorowany to około 100 000 km 2 i ponad 1100 km z pd. zachodu na pn. wschód”.

Jeżeli ktoś zada sobie trud i zsumuje powyższe składniki, to do kwoty 795 złotych zabraknie mu 20 zł, ale to już pryszcz w porównaniu z całością. Nie należy też zapominać, że danina dla „Interregionu” to dopiero początek wydatków związanych z wyjazdem na zbiór runa. Trzeba przecież jeszcze partycypować w kosztach biletu na prom, dokładać się do paliwa, no i przede wszystkim zadbać o zakup ekwipunku i żywności. Niejednokrotnie więc przez wiele dni trzeba ciężko pracować na odrobienie kosztów. 

 

 

 

Co można uznać „Interregionowi” za plus? Przyznać muszę, że materiały szkoleniowe tej organizacji są dla początkujących zbieraczy prawdziwą kopalnią wiedzy. Szkopuł w tym, że wiedzę tę można posiąść bez konieczności wydawania pieniędzy. Część owych materiałów udostępnia na swojej stronie internetowej sam „Interregion”, inne można znaleźć na różnych forach.

Koronnym argumentem, którym „Interregion” usiłuje przekonać niezdecydowanych do swojej oferty jest rzekomo dobre rozpoznanie terenu i wysyłanie ludzi tylko na urodzajne tereny. Gdyby było tak w istocie, to w pokorze schyliłbym czoło przed pracownikami tej organizacji. Tak się jednak złożyło, że pracowałem kilka lat temu w firmie sąsiadującej z biurem „Interregionu”. Miałem zatem możność obserwowania tabunów niezadowolonych klientów, którzy na cały korytarz wykrzykiwali swoje zdanie na temat tego, jak „zrobiono ich w ...”.

   
 

Aby nie być gołosłownym, przytaczam kilka charakterystycznych opinii z Internetu:

„Jeśli natknie się ktoś na ogłoszenie dość powszechnie znanej firmy Interregion o pracy w Szwecji, to stanowczo odradzam jakiekolwiek kontakty z tą firmą. Chyba, że nie szkoda wam 800 złotych (co najmniej). Pomimo tego, że ta firma robi ludzi w balona, jest nietykalna, bo tak tworzy umowy, że nie ma na nich haczyka.”

Thomascharlock

„Facet ma rację... Firma organizuje pracę przy zbieraniu jagód i ładuje klientów w d... Do waszej informacji. Każdy może pojechać do Szwecji legalnie na własną rękę, zbierać jagody i samemu sprzedać je w skupie. Nie wymaga to żadnych zezwoleń a unikniecie nabijania kabzy pośrednikom.”

Mariola

„Ja też dzięki tej ”wspaniałej” firmie straciłam osiem stów. Pomyślcie też, ile na tym zarabiają koordynatorzy z poszczególnych regionów. Ten od którego ja jechałam nałapał ponad setkę ludzi (ok.125 zł za łebka).I kiedy my wszyscy zapieprzaliśmy po szwedzkich lasach od rana do wieczora (bez większych rezultatów) to on sobie z panienkami zwiedzał Skandynawię. No ale w zasadzie można mieć pretensje tylko do własnej naiwności. Jednak mimo wszystko była to niezła przygoda i każdemu polecam wyprawę do Szwecji, ale absolutnie nie z Interrregionem”.

Doris 23

Gwoli obiektywnej prawdy trzeba też wspomnieć o takich głosach, jak poniżej. Są one jednak w zdecydowanej mniejszości:

„Słuchajcie, wy wszyscy mądrzy. Za dużo to tu was nie widzę, dwóch może trzech zacięcie wściekłych na Interregion. Każdy z was wyjechał przez tą firmę do Szwecji i przeżył coś w swoim życiu, poznał się w trudnych, bardzo różnych sytuacjach i albo dał sobie radę, albo narzekał całymi dniami jaka to ciężka praca. Byłem w Szwecji 3 razy pod rząd(...). Pierwszy raz pojechałem przez biuro Interregion, drugi raz chciałem być mądrzejszy i zaoszczędzić 795 zł, pojechałem sam i zabrałem znajomych, w to samo miejsce. Nie było nic, polany, które w poprzednim roku kiedy wysłał mnie Interregion wyglądały jak kobierce dywanowe, teraz były puste (...).. Zadzwoniłem do biura i pomimo ze nie byłem ich klientem, pomogli mi. Zarobiłem dużą kasę. Ale gdyby nie oni, wróciłbym od razu, a znajomi chcieli mnie ”powiesić”(...).Widziałem w Szwecji setki mądrali, którzy nie mogą zarobić na fajki i piwko. Bo im po prostu się nie chce(...).

Lingon.

 

   
 

PS.

Już po napisaniu powyższego tekstu zauważyłem w sieci kolejną stronę poświęconą zbiorom runa leśnego. Nie jest to jednak żadna nowa firma, lecz dawny „Interregion”, który teraz występuje pod nazwą „Berner&Bolling”. Przyznać trzeba, że z marketingowego punktu widzenia jest to dobre posunięcie. Sama strona również jest wykonana profesjonalnie. Firma obiecuje: „radykalną obniżkę kosztów spodziewamy się uzyskać m.in. poprzez zmniejszenie stanu zatrudnienia pracowników etatowych w Biurze, przy jednoczesnym zatrudnieniu w różnej formie - kierowców. Spodziewamy się, że część ponoszonych tylko przez nas w latach poprzednich kosztów, np. kosztów rozpoznania najlepszych dochodowo rejonów zbiorów, przerzucimy, zgodnie z możliwościami stwarzanymi przez prawo unijne, na stronę zagraniczną.”

W praktyce ma to wyglądać w ten sposób, że zwerbowany kierowca ma sam skompletować sobie załogę. Musi też z góry wyłożyć pieniądze na sprzęt do zbierania dla swoich ludzi, który: „pozwoli im zbierać płody leśne w większej ilości o lepszej jakości. Oceniamy, że inwestycja z pierwszych zarobków na poziomie kilkuset złotych, powinna się w efekcie końcowym zwrócić wielokrotnie.” Jest to bardzo sprytne posunięcie, gdyż teraz w razie niepowodzenia, ludzie nie będą przychodzić z pretensjami do firmy, lecz do kierowcy. No, ale po co w takim razie pośrednictwo „Berner&Bolling”?

I.G.

 

 

 

xxx