Szwecja.net / +INFO / Poradnik zbieracza /     00374=     07 kwietnia 2005
 

NA JAGODY DO SZWECJI

Co roku wiele osób narażonych bywa na kontakt z operującymi w całym kraju naganiaczami werbującymi do pracy w szwedzkich lasach. Niestety nie wszyscy spośród nich reprezentują firmy stawiające uczciwość jako wartość nadrzędną. W wyniku tego działania rzesze ludzi bywają co roku okradane. Z pieniędzy oraz nadziei na doraźne polepszenie bytu. Łupem wyłudzaczy pada w każdym sezonie od pięciu do dziesięciu tysięcy naiwnych płacących do ośmiuset złotych od osoby. Za co? Za wskazanie miejsca na kempingu.

Autor artykułu, Andrzej Niewinny Dobrowolski, dziennikarz mieszkający w Goeteborgu, z pomocą Konsulatu Generalnego RP w Sztokholmie oraz szwedzkiego Stowarzyszenia Skupów Runa Leśnego ujawnia kulisy "jagodowego biznesu" prowadzonego przez polskich pseudopośredników, żeby uchronić przed przykrymi niespodziankami tych, którzy w zbliżającym się sezonie planują wyjazd "na jagody" do Szwecji. 

Na witrynie internetowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych (www.msz.gov.pl, rubryka "Polak za granicą", Szwecja) można znaleźć ogólne wiadomości dotyczące warunków turystycznego pobytu w Szwecji, zaś wysyłając e-mail na adres adm@scr.se lub faks pod numer +46-522 642 430 otrzymać za darmo aktualny katalog z wykazem wszystkich kempingów, gdzie można telefonicznie lub przez Internet zarezerwować miejsce pod namiot lub wynająć domek letniskowy.

Mówi Sylve Björkman, reprezentujący organizację branżową właścicieli skupów runa leśnego.

Piętnaście tysięcy ton jagód i borówek rocznie

- Normalnie zbiera się w całym kraju od 10 do 15 tysięcy ton jagód i borówek rocznie. Po borówkach przychodzi kolej na prawdziwki, zaś jeszcze później, w porze pierwszych przymrozków, zbiera się specjalne grzyby podobne do kurek, cenione wielce przez Szwedów trattkantareller.

- Jakie były ceny w sezonie 2003?

- Za maroszkę, leśną malinę, której cena oscyluje zwykle w granicach 30-35 koron, płaciliśmy w zeszłej jesieni 80 koron, czyli około 8 dolarów za kilo. Czarne jagody skupowaliśmy po 8-9 koron, borówki po 6 koron, za kurki płaciliśmy 80, a za trattkantareller 20 kr/kg.

- Czy można mówić o średnim dziennym zarobku zbieracza?

- W zeszłym sezonie dniówka nie przekroczyła 20-30 dolarów. Zakładając, że osoba dostarczyła do skupu 40-50 kg jagód dziennie.

- Na jakich prognozach opieracie zapotrzebowanie na siłę roboczą w danym roku?

- Współpracujemy z Wyższą Szkołą Rolnictwa, która na podstawie analizy próbek podłoża pobieranych w różnych zalesionych regionach kraju dość dokładnie określa urodzaj runa leśnego. Na witrynie internetowej www.SBIF.org podajemy owe prognozy tyczące zarówno wielkości zbiorów jak i spodziewanych cen. W tej chwili rośliny są w trakcie kwitnienia, wszystko się jeszcze może zdarzyć. Decydujące są przymrozki i podaż jagód z Ukrainy, gdzie zbiera się rocznie tyle samo co w Szwecji, czyli około 10-15 tysięcy ton jagód rocznie. W praktyce zbiory na Ukrainie decydują o cenach czarnych jagód w Europie.

Jeden wielki szwindel

O szczegóły związane z pracą zbieracza zapytaliśmy właściciela jednego z kempingów, Kenta Nilssona.

- Jak konkretnie wygląda praca zbieracza?
- Zdecydowanie inaczej od tego, co obiecują pośredniczące polskie firmy. Przede wszystkim do pól jagodowych nie prowadzą żadne wyasfaltowane szlaki, a trzeba się wspinać często gęsto cztery i pięć kilometrów po ostrych zboczach, pracować cały dzień, po czym z nie mniej pochyłych stoków znosić urobek do auta. Bywa, że dziennie trzeba przejechać kilkadziesiąt kilometrów i przejść około dziesięciu. Nie wspominając o samej pracy podczas zbierania. Czasem podjeżdżają Polacy i przez otwarte okno, nie wysiadając z auta, pytają, w którą stronę do jagód. Całkowicie zieleni, nie wiedzący nic. Takich jest ogromna większość. Co roku to samo. Jakieś firmy obiecują im kokosy, kasują na spore pieniądze i wpuszczają ludzi w maliny. Zwykle zresztą już po malinach, bo ich zbiór kończy się najwcześniej.

- Co by pan radził tym, którzy w nachodzącym sezonie staną się kolejnymi ofiarami złudzeń?

- Nie dawać się nabierać żadnym firmom. Do Szwecji każdy przyjechać może na własną rękę. Skrzyknąć się ze znajomymi czy wziąć rodzinę i przyjechać. Koniecznie własnym autem pozostającym do wyłącznej dyspozycji. Skontaktować się z ze skupami, dowiedzieć, gdzie co obrodziło, nie jechać na ślepo. Zrzeszenie skupów ma tę informację od służb leśnych, w katalogach są numery wszystkich kempingów, dowiedzieć się jest bardzo prosto. Wysyłanie tabunów ludzi w jedno miejsce, co robią pośrednicy, totalnie mija się z celem. Chyba, że wyłącznym celem jest wyłudzenie pieniędzy od naiwnych, na co wygląda.

Tak to widać z naszej perspektywy.

- Jak ma się sprawa Polaków poszukujących pracy w Szwecji po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Czy macie już Państwo jakieś sygnały? - pytamy w konsulacie RP w Sztokholmie

- Jeszcze nie. Prawdopodobnie z prostego powodu, że ci, którzy przyjechali zaraz po pierwszym maja, nie zdążyli jeszcze wydać przywiezionych ze sobą pieniędzy.

- A jak oceniacie Państwo działalność firm polskich organizujących pracę przy zbiorze runa leśnego w Szwecji?

- Po to, by przyjechać do Szwecji, nie jest potrzebna nikomu żadna firma. Natomiast potrzeba maksimum informacji. Ci, którzy przyjeżdżają, zdają się być owej informacji całkowicie pozbawieni. Wręcz przeciwnie, bywają poważnie zdezinformowani. Domyślam się, że przez owe firmy właśnie. Przynajmniej tak to widać z naszej perspektywy.

Z rozmów z przedstawicielami Zrzeszenia Skupów, Związku Właścicieli Kempingów oraz firmy rekrutującej zbieraczy wywnioskowaliśmy, że istnieje zainteresowanie naborem pracowników z Polski, acz zorganizowanym w inny sposób niż dotychczas.Przedstawiciele tych organizacji skłonni byliby pomóc odpowiednim władzom w Polsce - (być może w ministerstwie pracy, w zrzeszeniu samorządów?) - udostępnić wszelkie informacje, które umożliwiłyby chętnym legalny sezonowy przyjazd na zbiór runa leśnego w Szwecji.

Bez drogiego i niekompetentnego pośrednictwa. Informacje można przecież przekazywać zainteresowanym przez urzędy i biura pośrednictwa pracy. Rzetelną, kompletną, aktualizowaną, dopasowaną do zmieniających się co roku warunków.

Oczywiście przewidzieć wszystkiego się nie da, ale na pewno można uniknąć wielu rozczarowań. Ci natomiast, którzy zdecydują się przyjechać, mieliby znacznie większe szanse na uzyskanie odpowiedniego do wkładu pracy zarobku, korzystając przy tym z możliwości spędzenia atrakcyjnych wakacji.

Andrzej Niewinny Dobrowolski
niewinny@gmail.com