Szwecja.net/+Info/Moja Szwecja/Lagom    00944    

 

Andrzej Niewinny Dobrowolski

Lagom

Szwecja to kraj porządku. Co ma działać - działa, co nie - jest wyłączone. Z wyjątkiem atomowych elektrowni może, które w wyniku woli narodu okazanej w referendum miano zamknąć, ale wybrnięto z tego podniesieniem ceny prądu o drugie tyle i jakoś tam sprawa rozeszła się po kościach. Poza tym nie o wyjątki idzie. Ważne jest, żeby był porządek. Żeby obywatele, wiedzieli, co mają robić, kogo słuchać, na co narzekać, czego oczekiwać. Nade wszystko zaś, żeby czuli się równi.

Mając za niechlubny przykład sąsiedni kraj zza morskiej miedzy, gdzie nierówność zaczyna się już od faktu, iż jedni nazywają się Kowalscy, Ciupowie czy Dupkowie inni zaś Potoccy, Zamojscy lub wręcz Jagiełłowie, Szwedzi podzielili swoich obywateli na kilka podstawowych grup, przydzielając każdej jedno i to samo nazwisko. W wyniku takiego prostego zabiegu połowa obywateli nazywa się Johansson, jedna czwarta Andersson, reszta zaś po równo Eriksson, Petersson, Gustavsson oraz Svensson. O wyjątkach, jak wspominałem, nie ma co wspominać. Końcówka son znaczy syn, sven w czasach formowania dzisiejszego nazewnictwa znaczyło m.in. parobek.

 

Drugą ważną zasadą będącą podstawą tutejszego dobrobytu jest to, co Rosjanie określają powiedzeniem tisze wody, niże trawy. Mniejszości nie narażonej w wieku szkolnym na naukę tego pięknego języka wyjaśniam, iż chodzi o zalecenie - w kontekście akustycznym - trzymania się poziomu decybeli mniejszym od tego, jaki powoduje milcząca zwykle w ustach woda, zaś jeśli chodzi o równanie do ogółu, dobrze jest nie wystawać ponad trawę. Mówi to niewiele, bo trawa trawie nierówna, ale zdaje się chodzi raczej o wariant strzyżony u podstawy.

Dodatkowym zabezpieczeniem porządku jest jedno z najczęściej używanych słów w tutejszym języku, partykuła „lagom” będąca dalekim zbliżeniem do polskiego akurat; tyle, co trzeba; nie za dużo, nie za mało; w sam raz. Takie, lagom, w sam raz, powinno być z grubsza wszystko: pensja, żona, waga, samochód, dom, ilość dzieci, rozmiar butów i nagrobek.

Jeśli chodzi o ostatnie z wymienionych dóbr, to podczas kiedy na polskich cmentarzach granitowa próżność konkuruje beztrosko z płytkością lastrykowych gustów, Szwedzi zadowalają się lagom wielkości kamieniem przykrywającym urnę z prochami ukrytą pod wspomnianym z okazji rosyjskiego porzekadła regularnie przez służby komunalne strzyżonym trawnikiem.

Oczywiście choć lagom zawsze jest lagom, inna miara obowiązuje świeżo emerytowanego po czterdziestu pięciu latach spawania wnętrzy kadłubów stoczniowca dostającego na odchodne pozłacany zegarek na rękę, a inna szefa koncernu ABB, Percy'ego Barnevika, który na pożegnanie otrzymuje 10 milionów dolarów. Też na rękę. Nie bądźmy jednak przesadnie szczegółowi, nie o wyjątki chodzi.

W odróżnienieu od naszego - poza polskością - grzechu pierworodnego genetycznej indywidualności Szwedzi najlepiej czują się otuleni bezpieczeństwem postępującej jednakowo grupy. Ów wrodzony przez nabycie imperatyw trzymania się poziomu trawy powoduje na przykład, że nikomu nie przychodzi tutaj na myśl spędzenie urlopu w Portugalii, skoro wszyscy udają się na Majorkę. Podobnie jak jeździ się volvem, zjada zalecane przez administrację państwową osiem kromek chleba dziennie, popija Coca-Colą hamburgera w McDonaldsie i głosuje na socjaldemokratów. Posłuszeństwo wobec władzy wywodzi się z przekonania, że władza wie, co czyni, a to co czyni, leży w interesie tych, którzy ją do swojej reprezentacji wydelegowali. Dlatego kiedy władza mówi, że trzeba likwidować komunalne żłobki i przedszkola, dzielić na pół emerytury, znosić darmowe lekarstwa, podwyższać opłaty w wydłużonych kolejkach do coraz gorzej funkcjonujących społecznych punktów opieki zdrowotnej - zunifikowani w przekonaniu, że dobre jest dobre, a lepsze będzie jeszcze lepsze obywatele o nazwach kończących się na - son z wyraźnej potrzeby nieodstawania od ogółu czynią, co się im każe, wierząc, że tak ma być. Bo gdyby miało być inaczej, to i kazano by im nie tak, jak im się każe, a całkiem i zdecydowanie odmiennie. Proste.

Uważa się, że społeczeństwo ma taką władzę, na jaką zasługuje. I odwrotnie. Zapewne z tego między innymi powodu Szwecja postrzegana jest, zwłaszcza przez brać unijną, jako przykład organizacji społecznej, w której prawo bierze się z porządku, a porządek z prawa.

W sytuacji kiedy rząd jest z lewa, kościół z góry, lud z dołu, a król z boku. Cztery siły pilnujące każda na swój sposób utrzymania istniejącego porządku. Na swój sposób i akurat tyle, ile trzeba. Nie mniej, nie więcej. W sam raz. Lagom.


Andrzej Niewinny Dobrowolski
niewinny@gmail.com

 

 

 

Szwecja, anonse1