Szwecja.net/+Info/Moja Szwecja/Lagom    01004    

 

Andrzej Niewinny Dobrowolski

Głucha harmonia rozbrzmiewa w Geteborgu

Słoneczny majowy dzień. Ponad zabytkowe kamienice starego miasta wznosi się potężna, smukła bryła Vasa kyrka. Żwirowany plac przed kościołem służy za parking. Kamienne schody, ciężkie drzwi, za nimi wysoka nawa z ołtarzem głównym. Rzędy pierwszych ław wypełnione słuchaczami, na schodach prezbiterium chór, niżej fortepian. Kiedy wchodzę, brzmią akurat dźwięki znanej pieśni Stanisława Moniuszki:

Inny się młodzieniec podsuwa z ubocza
i innemu rada dziewczyna ochocza.
Kręć się kręć wrzeciono! Wić się tobie wić!
Ta pamięta lepiej, której dłuższa nić.

W chłodnym, nie tylko temperaturą mierząc, klimacie protestanckiego kościoła wesołe, skoczne rytmy, frywolne nieco słowa i rozbawione dziewczęce głosy. Czy na pewno wszystko jest, jak ma być? Widocznie tak, skoro jest.

„Z moim nazwiskiem nie mogłem zostać nikim innym”, mówi pianista, wykładowca, dyrygent i aranżer maestro Wojciech, którego dwaj bracia oraz syn też są oczywiście muzykami. Brat Aleksander, obecnie wykładowca w szkole muzycznej w Norwegii śpiewał w grupie wokalnej Novi Singers, Jerzy jest oddanym sztuce melomanem, zaś syn Marcin Dominik, pianista, dyrygent, kompozytor i antropolog kultury, absolwent warszawskiej Akademii Muzycznej współpracujący obecnie z Operą i Baletem w Monte Carlo, kontynuuje swoje wcześniej zaplanowane solowe koncerty fortepianowie m.in. w Paryżu, Palmie, Sztokholmie, w Getebotgu i w Polsce. Warto przy tym zaznaczyć, że pierwsza część jego pracy naukowej pt. Obecność polskiej kultury muzycznej w Geteborgu na przykładzie Konserthuset przyjęta została ostatnio do zbiorów Biblioteki Królewskiej w Sztokholmie.

Piętnaście lat temu Akademia Baletowa w Geteborgu ogłosiła konkurs na pianistę, w wyniku którego jednym z zaproszonych do współpracy został mój rozmówca. Stanął wówczas przed problemem wyboru dalszej drogi życiowej: Pozostać w Polsce na stanowisku szefa muzycznego warszawskiego Teatru Rozmaitości i dalej tworzyć spektakle w stylu wcześniej przez siebie skomponowanych musicali jak na przykład Alicja w krainie czarów lub Panna Tutli Putli, czy też oddać się tworzeniu muzyki filmowej, dopisując kolejne pozycje do zrealizowanych już projektów w filmach Życie Kamila Kuranta oraz Królewskie Sny. Zaryzykował, jest. Akademia Baletowa zyskała nie tylko doskonałego konsultanta w przedmiocie problemów muzycznych piosenki musicalowej, ale i aranżera oraz pianistę, tutejsza Polonia zaś... No właśnie, i tu dochodzimy do pytania, na które szukam odpowiedzi w rozmowie z maestrem w kawiarnianym hallu Akademii.

- Od kiedy istnieje chór i co spowodowało, że akurat Panu przypadło w udziale akustyczne przywództwo grupie dwudziestu pięknych dziewcząt? Kreujących urokliwe dźwięki, z koncertu na koncert coraz bardziej profesjonalnych, radosnych i rozśpiewanych?

- O bezpośredniej przyczynie, czyli konkursie na pianistę do Akademii Baletowej już Panu mówiłem. Niechcąco udało mi się go wygrać, a potem reszta potoczyła się jakby sama z siebie.

Fakt osiedlenia się w Geteborgu nie oznacza jednak zerwania więzów z moim warszawskim środowiskiem. Nadal utrzymuję z nim stały kontakt, biorąc udział w artystycznych projektach, spotkaniach muzycznych i warsztatach, choć z natury rzeczy już nie tak systematycznie jak dawniej.

Być może dla „wyrównania strat” ze zwiększoną siłą odczułem w sobie potrzebę artystycznego wyrazu jako pedagog, znajdując w tym satysfakcję i możliwość realizacji kolejnego etapu przygody ze sztuką. Intuicja podpowiadała mi, że wśród Geteborskiej Polonii muszą istnieć miłośnicy wspólnego śpiewania, co okazało się przewidywaniem trafnym i sześć lat temu - przy wsparciu ówczesnego prezesa Klubu Katolickiego, pana Bernarda Korniaka oraz rektora Misji Katolickiej ks. Kazimierza Pawlaka - powstał Chorus Polonicus Gothoburgensis. Najpierw jako chór mieszany, później jednak, z powodu braku odpowiedniej ilości barw męskich, ograniczony do głosów żeńskich.

Z czasem okazało się wszak, że do chóralnego śpiewu, prócz twórczej atmosfery i muzycznego ładu niezbędna jest również harmonia towarzyska, której w środowisku zrzeszonych katolików nie było jakby w nadmiarze. Trzeba było podziękować za gościnę i ... stawić czoła bezdomności. Na szczęście jedna z członkiń chóru, Ewa Sidor, zaproponowała na próby lokal w siedzibie swojej firmy, gdzie znaleźliśmy nie tylko ciepłą, domową atmosferę ale i odpowiednie warunki do pracy. W ten sposób chór stał się jednostką samodzielną i niezależną.

Odnoszę jednak wrażenie, iż dowiedliśmy słuszności naszych racji, o czym świadczą choćby szczere niewątpliwie zaproszenia na występy do Katolickiego Klubu przez jego obecnego prezesa, pana Wiesława Purwina.

- Gdzie najczęściej odbywają się koncerty i w jaki sposób chór zdobywał propozycje swych pierwszych występów?

- Zrozumiałe, że mimo wytężonej pracy, pełnego oddania i zaangażowania całego zespołu nowopowstałemu chórowi potrzebne jest zaufanie środowiska artystycznego. Na szczęście w Geteborgu działa wielu znakomitych polskich muzyków, których nazwiska pojawiają się w programach operowych, filharmonicznych i estradowych. Stanowią oni, można powiedzieć, bazę referencyjną, na której się opieramy. Co się zaś tyczy koncertów w znaczących wielce dla popularyzacji muzyki kościołach w Tynnered, Haga, Vasa czy w Domkyrka, korzystaliśmy ze szczęśliwego zbiegu okoliczności, iż miewał w nich solowe koncerty fortepianowe mój syn, Marcin Dominik, tworząc tym odpowiedni klimat współpracy. By nie wspomnieć, iż z dużym powodzeniem zechciał towarzyszyć nam w kilku koncertach.

- Czy chór ma na celu propagowanie polskiej sztuki głównie wśród Szwedów, czy też staracie się Państwo spełniać także integracyjną rolę wśród środowisk polonijnych?

- Zajmując się sztuką, która ponoć „nie zna granic”, trudno byłoby ograniczać zasięg naszego działania do Polonii. Idealne byłoby łączenie obu środowisk, co zresztą czynimy, inicjując na przykład wraz z Domem Polskim trzecie już spotkania muzyczne dzieci rodzin polsko-szwedzkich. Wszystko z myślą, by poprzez łagodzącą obyczaje muzykę nie zapominać o słowach Platona, który twierdził, że „potęga Dobra chroni się w naturze Piękna.”

- Życząc dalszych sukcesów w propagowaniu obu tych wartości, dziękuję bardzo za rozmowę

Andrzej Niewinny Dobrowolski
niewinny@gmail.com

 

 

Szwecja, anonse1

 

Szwecja, anonse1

 

 

 

Wojciech Głuch

W 1972 ukończył studia w Akademii Muzycznej w Warszawie na wydziale pedagogiki muzycznej i dyrygentury chóralnej. Pełnił funkcję kierownika muzycznego Teatru „STS” i warszawskiego Teatru Rozmaitości. Jako pedagog, dyrygent i kompozytor współpracował z wieloma instytucjami artystycznymi w Polsce i za granicą (teatry, Radio, TV, Studia Opracowań Filmów, Szkoły muzyczne i teatralne). Równoczesne zainteresowania kompozycją muzyki filmowej i teatralnej zaowocowały wieloma prezentacjami i nagrodami.

Ważniejsze kompozycje to m.in. spektakle muzyczne i musicale: Lizystrata, Poza Rzeczywistością, Czupurek, Alicja w krainie czarów, Panna Tutli Putli, Kariera Alfa Omegi, Sny pod Fumarolą (Karnawał), Okno mistrza świata oraz muzykę filmową - Gazda z Diabelnej, Życie Kamila Kuranta, Królewskie Sny, Spokojne Lata oraz autorskie programy telewizyjne - Ta chwila na teatr, Pan Profesor i wiele kompozycji w telewizyjnych programach poetyckich. Z kompozycji koncertowych wspomnieć można Glorię na chór i orkiestrę, Formation na orkiestrę kameralną, Multiple 98 i Multition 99 na pięć trąbek, miniatury fortepianowe, pieśni oraz muzykę baletową - Syntax na dwa fortepiany - prapremiera w 2002 roku w Balettakademien w Geteborgu w modernistycznym układzie choreograficznym Adrii Ferrali. Od 1990 roku jako pedagog, aranżer i pianista współpracuje z Departamentem Baletu i Teatru przy Folkuniversitet w Geteborgu. Uczestniczy w artystycznym życiu polonijnym, tworząc np. zespół Chorus Polonicus Gothoburgensis.

 

 

Szwecja, anonse1