Szwecja.net/+Info/Moja Szwecja/Szwecja-Dyskretny urok socjalizmu    00879  

 

Irena Lundberg

Szwecja — dyskretny urok socjalizmu

Jestem, jako polski outsider, uważnym i sceptycznym obserwatorem tego europejskiego unikatu — socjalistycznej w swej konstrukcji Szwecji miotanej przybierającą na sile konwulsją kapitalistycznych przemian. Obserwuję i myślę czy zbierać na emeryturę w materacu i giełdowych akcjach czy liczyć na dobrotliwe, lecz coraz uboższe państwo. Czy coś zostanie dla mnie z systemu zabezpieczeń socjalnych jeśli dalej będzie się z niego utrzymywać 20% siły roboczej kraju. A dlaczego dobrze funkcjonujący sprywatyzowany niedawno szpital w Sztokholmie ma znów karnie wrócić w ewidentnie gorzej funkcjonujące państwowe struktury opieki zdrowotnej? I co tak naprawdę się dzieje z ludźmi, którzy masowo lądują na chorobowym z powodu przepracowania, malowniczo tu określanego jako „wbicie się w ścianę” czyli „gå in i väggen”. Czy są do tego stopnia przepojeni protestanckim duchem pracy że dobrowolnie wylewają ostatnie poty na biurko (bo fabryk to już prawie tu nie ma). Czy też raczej uczestniczą pod presją utraty pracy w nieznanym tu dotąd wyścigu szczurów w firmach i urzędach o amerykańskich iście wymaganiach. Obciążeni zwykłą odpowiedzialnością za finanse, rodzinę i dzieci, które z rozmaitych powodów mają się coraz gorzej...

Ja naturalnie lepiej od nich daję sobie radę. Nie dokucza mi nadmiernie protestancki duch pracy. Moje dziecko, też leniwe, ma się dobrze. Jestem urodzoną optymistką, wystarczy ponarzekać ze znajomymi na rząd, kraj, klimat i już człowiekowi lepiej. Ponadto zawsze można prysnąć do Polski i odświeżyć emigrancką duszę, na chwilę lub na spokojną starość. Ta druga opcja może okazać się szczególnie atrakcyjna. Jeśli, jak przekonują uczeni, rzeczywiście na starość z głowy ulotni się wbity w nią z trudem język szwedzki i głowa wróci do pierwotnego polskiego narzecza, wtedy w szwedzkim domu starców można będzie gadać sobie a muzom... Po błogosławione epikurejskie zajęcia — smaczny chleb i filozoficzną rozmowę w dobrym towarzystwie — trzeba będzie udać się do starej ojczyzny.

Każdy wypad do Polski napełnia mnie uczuciem wdzięczności. Mój kraj, moi kochani, nasze skandale, nasi politycy, wszystko takie polskie, swojskie. Nagle wracam do Sztokholmu i oddycham z ulgą. Ależ przecież tu się absolutnie nic nie dzieje! Nudna stabilizacja, dobrotliwy spokój i nikt się nie kłóci. Ten sam rząd, ta sama biurokracja i ten sam samorząd. Nowy minister? I co z tego — i tak go nie znamy, bo się niczym nie skompromitował. Wymiana myśli intelektualnej w gazecie wprawdzie minimalna, ale też ani centymetra sensacji politycznej czy gospodarczej. A seks już nikogo nie interesuje. Żeby choć król Karol coś chciał chlapnąć (ma konstytucyjnie surowo zabronione wypowiadać się na jakikolwiek społecznie czy politycznie ważny temat). Nic, po prostu nic się tu nie dzieje co mogłoby obywatela wyprowadzić z równowagi i przekonania że jest dobrze.
 

 Wrzesień 2004

 

 Autorka zbierająca wiśnie

 

 

Szwecja, anonse1

 

 

Z nudów oraz z okazji urlopu udaję się do letniego domku na malowniczej wyspie Adelsö. Jako zasymilowana Polka w Szwecji pasyjnie uwielbiam przyrodę. Prawdziwy Szwed jest prawie zupełnie zsekularyzowany lecz nadal uważa piękno przyrody za dar boski. To przekonanie przesiąka kościelne psalmy, poezje i codzienność objawiając się w wyjątkowym silnym kulcie darów natury. W konsekwencji ekologiczna świadomość typowego Szweda jest imponująca. Jaja od wolno spacerujących kur już dawno wyparły jaja od kur z klatek, a seria ekologicznie produkowanych towarów p.t. „Anielska ziemia” jest intratną ideą biznesową.

Na „mojej” wyspie mieszka 400 mieszkańców na terenie godnym paru tysięcy, więc przemykając po lesie w poszukiwaniu grzybów i runa, nie spotykam prawie nigdy nikogo. Prawdziwy raj dla mizantropów. Złote pola rzepaku i błękit kwiatków lnu, rzadkie ptaki i niemieccy ornitolodzy z teleskopami... Lokalny gospodarz hoduje krowy ekologiczne na mięso, sam będąc wegetarianinem. Korzysta z dotacji rolnych unii, ale jej szczerze nienawidzi. Jest rolnikiem na wymarciu oraz dyrektorem pobliskiego zakładu opieki nad narkomanami i alkoholikami. Mieszka z 3 pasterskimi psami importowanymi z Australii za 30 000 SEK sztuka.

 
 

Po rezerwacie Wikingów na Adelsö spacerują dziś jedynie owce. Duch dzielnych wojowników reprezentowany jest przez kupki kamieni ze starego grodziska i grobowców. Samotny kamień runiczny opowiada o walecznych wyczynach jego fundatora w początkach tysiąclecia. Obrócony ku wodzie i białemu kościołowi, muskany bryzą znad ogromnego jeziora Mälaren, którego wody łączą się z Bałtykiem, splata ważne historyczne wątki i tradycje. Wikingowie — okrutni konkwistadorzy Europy otwarli Skandynawię na świat budując podstawy szwedzkiego handlu, rzemiosła i tolerancji. Konfrontacja z chrześcijanizmem rozgrywała się właśnie na wyspach Adelsö i Birka do których w IX-wieku dotarł germański misjonarz Ansgar. Starzy bogowie skandynawskiej mitologii z krainy Valhalla — Thor, Oden, Freja i inni — oparli się dzielnie jego misji i pozostali na starych posterunkach. Przez wieki jeszcze obie wiary trwały w łagodnej koegzystencji. A na wodach Bałtyku rozpoczął się okres intensywnego rozwoju handlu, sztuki szkutniczej i wymiany rzemieślników. Kulminując w epoce unii hanzeatyckiej kilka wieków później legły one u podstaw wielkiego bogactwa miast takich jak Gdańsk, Lubeka czy Visby.

Co roku wyspa Adelsö nawiedzana jest przez męskie drużyny z całego świata kultywujące tradycje i rzemiosło Wikingów. W huczny tydzień „Festiwalu Wikingów” odbywają się tu turnieje wojowników, jarmarki, ciosanie mieczy i kamieni runicznych oraz pijaństwo w starym dobrym stylu — leje się miód pitny i mocne piwo.

Dziś ucichł nie tylko gwar festiwalu, ale i śpiew ptaków, jest już późne lato. Na promie grupa starszych pań w drodze na piknik i damskie ploty. Zapadam w leniwą lekturę, z której budzi mnie ożywiona konwersacja. Panie dyskutują o cenach podłączeń do szerokiego pasma — za tyle u Tele 2, a za tyle u firmy Ufors. Rzucają fachową techniczną terminologią, każda ewidentnie już podłączona, nie tylko za sprawą wnuków, użytkują bank internetowy i boję się myśleć co jeszcze... Patrzę uważniej i oczom nie wierzę — muszą mieć po 70 lat! Po prostu nowe czasy. A to właśnie Szwecja! Kraj wysokich technologii, światowej klasy wynalazków i geniuszu telefonicznego, twórców koncernu Ericssona. Eldorado wybrednych konsumentów, którzy szybko i z ciekawością rzucają się na każdą praktyczną nowość i techniczny gadżet. Podłączone pod e-bank emerytki to efekt tej technologicznej ciekawości, niskich cen i świadomych działań. Domowy komputer kupisz tu za grosze dzięki subwencji pracodawcy i obniżkom podatkowym. Telefonia komórkowa jest traktowana przez młodzież jako podstawowe prawo człowieka i obywatela, oczywiście gwarantowane przez kasę rodzica. Telefon ma obowiązkowo kamerę, ale jakość życia rodziców nastolatka wcale się od tego nie poprawia — prośby o wysłanie videotelefonu z wieczornej prywatki traktowane są jako czysta złośliwość...

Zapadam z powrotem w lekturę, jakoś dziwnie uspokojona. Już wkrótce będę stale podłączoną szwedzką emerytką i jest nadzieja że będę się miała całkiem nieźle.


Irena Lundberg, Adelsö, lato 2004
il@Szwecja.net

 

 

 Samotny kamień runiczny


 Protestancki kościół na wyspie  Adelsö