Szwecja.net/+Info/Moja Szwecja/    00516  

 

Szwecja, anonse1

 

 

Październik 2005

 

Irena Lundberg

Mój dobry Szwed

Ogród na wyspie Adelsö juz cały w liściastym brązie ostatni grzyb w lesie powoli pokrywa się pleśnią, a krowa w polu wkracza w smugę cienia czekając na sezonowy ubój. Z lasu dobiega cichutkie pukanie. Dzięcioł? Czy to puka do serca jesień, klimatyczna i egzystencjalna, bo własnie zaczynają odchodzić ze swiata moi ulubieni ludzie...

Pożegnałam Eryka. To moj pierwszy pogrzeb w Szwecji od przyjazdu przed 25 laty. 300 osób stłoczonych w małej kaplicy uniwerystetu ludowego Hagaberg w Södertälje, gdzie ojciec Eryka Sigge przez lata był cenionym pastorem. Leją się łzy i proste teksty ludowych psalmów, wszyscy oczywiście znają je na pamięć, to jeden z fundamentów szwedzkiej religijności. Wszyscy oprócz nas - garstki cudzoziemców pozbawionych tej wyssanej z mlekiem matki protestanckiej wokalnej tradycji. Jesteśmy też wyłączeni z lokalnego kontekstu prywatnych więzi i młodzieńczych dokonań Eryka, nie znamy jego rodziny.

A jednak czuję się osierocona. Eryk był moim własnym „oswojonym” Szwedem. Człowiek wielkiego serca i energii, błyskotliwy rozmówca i biznesmen o niezwykłej ciekawości świata, w którym to świecie Polska zajmowała miejsce szczególne. Eryk przyjaźnił się z Polakami i filozofował na dekadencką nutkę jak słowianin urodzony pod płaczącą wierzbą.

 

 

A polski rynek zdobywał pracowicie. Od importu likieru o smaku mydła przez eksport ekologicznych proszków do prania po wdrażanie systemów utylizacji puszek i skomplikowanych technologii światłowodów w polskich gminach. Był doradcą małych firm i inowatorów. Niektóre wynalazki miały być produkowane w Polsce zatem do poszukiwania producentów i efektywnej komunikacji założył specjalną stronę internetową. Ostatnio zachwycił się Gdańskiem i zszedł z promu w Nynäshamn z ideą nowego projektu turystycznego. Kilka tropów Eryka widać na stronach: www.polishswedishbroadband.com www.basta.se czy www.ecobaltic.se.

Działania Eryka, choć z natury swej komercyjne, cechowała skłonność do dobroczynności. Był niestrudzony w zdobywaniu nowych przyczółków uważajac, że wszędzie coś da się poprawić, komuś pomóc i samemu czegoś się nauczyć. Prowadził biznes świadomy i odpowiedzialny, wiele inicjatyw podejmował w dziedzinie ochrony środowiska i bardzo dbał o ludzi. Miał ich pod osobistą kuratelą, mojego syna stawiającego pierwsze kroki w biznesie i swojego, przybranego, któremu zastępował ojca. Neurotyczną emigrantkę z Bośni i biednych chłopców z polskiego poprawczaka, którym zapewniał w Szwecji wakacyjne rozrywki, a ich nauczycielom - kontakty ze szwedzkimi specjalistami od resocjalizacji.

   
 

Wywalczona w codziennych zmaganiach przyjaźń tego niezwykłego Szweda jest mi nieodzowna. Wciskam z przyzwyczajenia jego numer i myśl mknie do Polski. Nie, tam też już go nie ma, nie oddycha solanką w Wieliczce, nie popija kawy na słonecznym rynku w Krakowie...

Siostra Eryka podejrzewa że Eryk był ptakiem. Latał wysoko bo miał pod skrzydłami „tillförsikt” - otuchę i zaufanie do ludzi i losu. Nie wiem czy był ptakiem. Był i jest na zawsze moim dobrym polskim Szwedem.


Irena Lundberg, Adelsö, jesień 2005

il@Szwecja.net